Dziś nie sposób uciszyć tych, którzy głoszą słowa nienawistne, nie sposób zatrzymać raz wypuszczonych w internet zdań, postawić tamy fałszywym informacjom, które rozprzestrzeniają się błyskawicznie. Niekończące się kopie zapasowe i wersje robocze istnieją nie tylko dla tego, co piękne, dobre i prawdziwe.

Słowa są coraz mniej rzeczami. Na naszych oczach dopełnia się właśnie proces, który od tysięcy lat zmienia oblicze ludzkości. To on kształtował powstawanie i upadki imperiów, wyznaczał rytm postępu nauki, to on stworzył infrastrukturę dla największych triumfów i najohydniejszych zbrodni, jakich dopuścił się człowiek.

W kulturze opartej wyłącznie na słowie mówionym śmierć starca jest jak pożar biblioteki. Zabicie jednego człowieka czy nawet pozwolenie, by odszedł, nie przekazawszy swej wiedzy następcom, oznacza bezpowrotny koniec dziesiątek opowieści, unikalnych sposobów radzenia sobie w świecie, koniec mądrości, która będzie musiała zostać odkryta na nowo metodą prób i błędów. Wydaje się, że słowo mówione jest esencją ulotnej niematerialności (verba volant…). W rzeczywistości jednak jego związek z materialnym nośnikiem, jakim jest ludzkie ciało, jest niezwykle silny.

Pismo, wbrew temu, co mogłoby się wydawać, dematerializuje słowo, odrywając je od konkretnej sytuacji. „Ten wynalazek niepamięć w duszach ludzkich posieje” – przestrzegał Sokrates w „Fajdrosie” i dowodził: „[…] Słowa pisane. Zdaje ci się nieraz, że one myślą i mówią. A jeśli ich zapytasz o coś z tego, o czym mowa, bo się chcesz nauczyć, one wciąż tylko jedno wskazują; zawsze jedno i to samo. A kiedy się mowę raz napisze, wtedy się ta pisana mowa toczyć zaczyna na wszystkie strony i wpada w ręce zarówno tym, którzy ją rozumieją, jak i tym, którym nigdy w ręce wpaść nie powinna, i nie wie, do kogo warto mówić, a do kogo nie”.

Jest w tym nieco ironii. Te myśli, tak krytyczne wobec wynalazku liter, przetrwały dzięki niemu dobrze ponad dwa tysiące lat. Pismo pozwala słowom przeżyć o wiele pokoleń tego, kto je wypowiada. Dzięki literom opowieść może trwać niezmieniona nawet tysiące lat. W świecie pisma zabicie człowieka nie jest dłużej pewnym sposobem na zabicie jego idei.

Zarazem jednak pismo powołuje do życia całkiem nową arenę walki. Pamięć ludzkości, jej prawa, a przede wszystkim jej idee zyskują materialny wymiar zewnętrzny wobec poszczególnych osób. Z jednej strony rodzi się przestrzeń pamięci obejmująca sam akt zapisu, kopiowania, pieczołowitego przechowywania i odczytywania ksiąg świętych i całkiem powszednich. Z drugiej zaś strony mamy przestrzeń zapominania rozciągającą się od zagubienia czy porzucenia tego, czego nie uważamy już dłużej za ważne, aż po celowe tropienie i niszczenie książek uznanych za niebezpieczne, nieprzystojne czy nieprawomyślne.

Pismo pozwala słowom przeżyć o wiele pokoleń tego, kto je wypowiada. Dzięki literom opowieść może trwać niezmieniona nawet tysiące lat

Druk jeszcze ten efekt spotęgował, czyniąc poszczególne materialne przedmioty o wiele mniej istotnymi w procesie transmisji. Znacznie łatwiej uhonorować lub zniszczyć Księgę funkcjonującą jako artefakt w jednym, niepowtarzalnym egzemplarzu niż wydać wyrok na dzieło krążące w dziesiątkach czy setkach tysięcy kopii.

Trwająca rewolucja cyfrowa stanowi przedłużenie osi biegnącej od słowa mówionego przez pismo i druk. Wraz z zamianą na szereg zer i jedynek niezależnych od konkretnego nośnika słowo zostaje ostatecznie uwolnione z okowów rzeczy. E-book (podobnie jak film oglądany na Netfliksie czy muzyka odtwarzana ze Spotify) nie ma już właściwego sobie materialnego wyrazu. Owszem, funkcjonuje w wielu kopiach na serwerach dostawców i urządzeniach odbiorców, lecz są to kopie ulotne, których lokalizacja nie ma znaczenia w procesie transmisji.

Oznacza to, że e-booki nie płoną. Spalenie Kindle’a z myślą o unicestwieniu jego zawartości przypomina stłuczenie zwierciadła z nadzieją na zabicie odbijającej się w nim osoby. Symboliczna przemoc wobec słów staje się dziś problematyczna. Nie znaczy to, oczywiście, że zniknie. Wiele wskazuje raczej na to, że zostanie wymyślona na nowo.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, lato 2019

Kup tutaj