Polska sercem Europy? Raczej chorą wątrobą. Nerką po przeszczepie. Nikt się Polską nie interesuje, naprawdę nikt. A nas, Polaków, tak na co dzień obchodzą inne narody? No, chyba że ktoś coś o nas powie… – mówi pisarz Andrzej Stasiuk w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Wywiad z Andrzejem Stasiukiem ukazał się 8 czerwca w „Gazecie Wyborczej”. W rozmowie z Jarkiem Szubrychtem autor „Dukli” wspomina swoją przeprowadzkę w Beskid Niski z Warszawy kilkanaście lat temu. „Kiedy sprowadziłem się w góry, nie miałem sąsiadów. Ludzie mieszkali najbliżej 5 km ode mnie. Dwa PGR-y, jeden z jednej, drugi z drugiej strony. Nie miałem na co dzień kontaktu z elementem osiadłym. Bliżej miałem tylko do pilarzy z lasu, mieli bazę kilometr ode mnie. Ciekawe, malownicze, dziwne postacie. Wiesz, jak kiedyś to wyglądało… Dziki Zachód, na którym byłem takim samym wariatem jak oni” – mówi. „Większość ważnych rzeczy przychodziła tu z zewnątrz. Wojny, ustroje, Unia też” – zauważa.

„Przeszłość zawsze bardziej mnie kręciła niż przyszłość” – deklaruje pisarz. „Jestem melancholikiem, oczywiście, ale nie jestem nostalgikiem. Zawsze godziłem się z miejscem i czasem, w których akurat się znajduję. Ale zawsze też ciekawiło mnie, skąd się w tym czasie i miejscu znalazłem” – wyjaśnia.

Rozmowa dotyczy także aktualnej sytuacji społeczno-politycznej Polski. Zdaniem Stasiuka, hasło wyborcze PiS, czyli „Polska sercem Europy”, było „hucpiarskie”. „Sercem? Już raczej chorą wątrobą. Nerką po przeszczepie. Nikt się Polską nie interesuje, naprawdę nikt. A nas, Polaków, tak na co dzień obchodzą inne narody? No, chyba że ktoś coś o nas powie…” – zauważył. „Takie okłamywanie ludzi jest nie fair. Przecież politycy doskonale wiedzą, że to bzdury, ale odczytują nasze kompleksy i resentymenty, a później nam to sprzedają” – dodaje.

„Po otwarciu granic naród zaczął podróżować, ale wyjeżdża głównie na tanie wczasy i do roboty, więc widzi, że jesteśmy trochę gorsi, trochę biedniejsi, że wszyscy mają gdzieś naszą wspaniałą historię. Jak się leci z takiego Podkarpacia do centrum Europy i ląduje na zmywaku, to musi być bolesne. Polak zobaczył trochę świata, ale świat go nie dostrzegł, więc Polakowi jest przykro” – mówi pisarz.

Jego zdaniem naród jest tak podzielony, że może dojść do rozlewu krwi. „Jestem w stanie wyobrazić sobie, że poziom napięcia emocjonalnego, nienawiści wzrośnie do takiego stopnia, że wywiąże się z tego wojna domowa. Wystarczy iskra” – przestrzega.

Jak podkreśla Stasiuk, „Polacy to histerycy”. „Oddawali krew dla tych na Majdanie i ledwie parę lat minęło, a wszystko zmieniło się o 180 stopni. Niebywałe. Nie sądziłem, że młodymi ludźmi tak łatwo można sterować. Ja jestem z pokolenia, które ni ch… żadnej władzy nie wierzyło. Wiedziałem, że każda oszukuje. Chociaż to już jest nasza władza, demokratycznie wybrana, zawsze uważnie patrzę jej na ręce, sprawdzam, kto tam jakie lody kręci” – zaznacza.

Zdaniem twórcy „Opowieści galicyjskich”, obecnie łatwo można sterować młodymi. „Choćby ta moda patriotyczna, jakie to sprytne i zarazem wstrząsające. Widzisz tych zachlanych, biednych kolesi, z browarem w ręku. Idą w rozciągniętych dresach, z orłem na piersi… Tego władzy nie mogę wybaczyć” – wyznaje. „Nie buduje się tożsamości na tak kruchym lodzie jak legendy historyczne, jak samobójcza śmierć młodych ludzi w powstaniu. To ma krótkie nogi. Zostaniesz z tą husarią jak z ręką w nocniku” – dodaje.

„Pocieszam się jednak, że jakoś przetrwamy. Po tych wszystkich szaleństwach zawsze przychodziło otrzeźwienie. Po romantyzmie jest pozytywizm” – mówi na koniec Andrzej Stasiuk.

DJ