Do przyjazdu Papieża pozostało jeszcze tylko pół godziny. Tylko? Dokładnie 35 lat temu, od maja do sierpnia 1944 roku, kiedy nastąpiło szczególne nasilenie transportów, ginęło od gazu około 20 tysięcy osób na dobę. A zatem w ciągu pół godziny musiało wtedy ginąć…

Dzień szósty. Czwartek, 7 czerwca 1979. Auschwitz-Birkenau

Wysoko nad ołtarzem wznosi się krzyż z koroną nie z cierni, lecz z kolczastego drutu. Blisko niego – udrapowana pasiakową materią plansza z numerem obozowym Człowieka, którego zna już dzisiaj bardzo wielu ludzi na świecie. W pasiakowe „wzory” przybrany jest również sam stół ofiarny. „Miłujmy się wzajemnie” — to wezwanie powtarza wielokrotnie zbiorowy śpiew. Kilku aktorów recytuje oświęcimskie wiersze. Dramatyczne napięcia, poprawnie rozłożone akcenty, zawieszenia głosu… To nie to samo, co tamto. Tuż przed ołtarzem siedzą nieruchomo byli więźniowie, ubrani w pasiaki, ze znakami obozowej rejestracji…

Do przyjazdu Papieża pozostało jeszcze tylko pół godziny. Tylko? Dokładnie 35 lat temu, od maja do sierpnia 1944 roku, kiedy nastąpiło szczególne nasilenie transportów, ginęło od gazu około 20 tysięcy osób na dobę. A zatem w ciągu pół godziny musiało wtedy ginąć…

Dochodzi wreszcie szesnasta. Za chwilę rozpocznie się Msza święta, która właśnie tu, na historycznym cmentarzu Oświęcimia odtworzy za pomocą wielkich symboli historię śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Język symbolicznych gestów i słów, jak w każdej liturgii, będzie jednocześnie zwrócony w naszą stronę. Będzie wyrażał prawdę, że i nasza historia, w której nie brak cierpienia, nie jest czymś zamkniętym i skończonym. Ale będzie też sięgał w naszą przyszłość, przypominając o perspektywie nowego, lepszego życia i ostatecznego pojednania. Właśnie – pojednania. Znamienne: dzisiejsza Msza nie będzie tradycyjną mszą żałobną, za zmarłych, choć oczywiście i im będą w szczególny sposób poświęcone nasze modlitwy. Będzie to Msza święta „o pojednanie narodów”, oparta na nowym formularzu liturgicznym, tym samym, wedle którego została odprawiona 18 maja, także przez Papieża, Msza święta na Monte Cassino.

Rozpoczyna się procesja kilkudziesięciu księży – byłych więźniów obozów koncentracyjnych, którzy wraz z Ojcem Świętym będą sprawowali Najświętszą Ofiarę. Wszyscy ubrani w jednakowe czerwone ornaty. Na samym końcu – Jan Paweł II, następca świętego Piotra i następca papieży naszego stulecia…

Jak w każdej Mszy – wstępne modlitwy. „Przeprośmy Boga za nasze grzechy…”. Liturgia słowa. W pierwszym czytaniu – fragment Ewangelii św. Jana pochodzący z relacji o nocnym spotkaniu Jezusa z Nikodemem: „tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. Psalm responsoryjny, a więc ta część liturgii słowa, której znaczenie zostało przez ostatni sobór tak bardzo uwydatnione. Jest to przecież odpowiedź ludu na wezwanie Boga do nawiązania dialogu zbawienia, mająca dopomóc w przyjęciu Słowa Bożego. Jest nim dziś Psalm 116b:

„Ufałem, nawet gdym mówił:
Jestem w wielkim ucisku.
………………………………
Czym ja się Panu wypłacę
Za wszystko, co mi wyświadczył?…”.

Hymn zaufania i dziękczynienia przetykany powracającym śpiewem: „Cenna przed Panem śmierć Jego wyznawców”. I te słowa musiały zawierać kiedyś synagogalne kantyleny…

Kazania słucha z zapartym tchem nie tylko cała Polska. Wszystko w nim ważne. Oczywiście, zwłaszcza słowa. Ale także intonacja głosu, pauzy, twarz Papieża, jego ręce trzymające się kurczowo krzyża. Również twarze i skupienie milionowego tłumu

Teraz Ewangelia, najważniejsza część biblijnych czytań: też wyjęty z Ewangelii Janowej, fragment mowy pożegnalnej z wieczernika. Pełne czułości, najtkliwsze chyba słowa Nowego Testamentu: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak ja was miłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi…”.

Homilia Papieża. Kazanie, którego słucha chyba z zapartym tchem nie tylko cała Polska. Nie sposób je streścić. Wszystko w nim ważne. Oczywiście, zwłaszcza słowa. Ale także intonacja głosu, pauzy, twarz Papieża, jego ręce trzymające się kurczowo krzyża. Również twarze i skupienie milionowego tłumu. Wszystko. Z tego „wszystkiego”, obejmującego w ciągu tych kilkudziesięciu minut ludzi i otaczający ich świat oświęcimskich rzeczy: zwyczajnie pachnącej trawy, mocno przypiekającego słońca oraz wstrząsająco niezwykłego widoku, tuż obok kolczastych drutów i baraków – zapamiętaliśmy bodaj najdokładniej to, co usiłowało wyrazić te treści, których inaczej nie da się dokładnie oddać.

Znów język wielkich symboli. Ojciec Kolbe. Edyta Stein. Trzy tablice. Samo wspomnienie piętnastu pozostałych tablic. Deklaracja Praw Człowieka. A na końcu – słowa bizantyńskich Suplikacji. Także zamykające kazanie Amen, które w katolickiej liturgii jest potwierdzeniem przez wiernych słów celebransa, wyznaniem wiary, a w liturgiach wschodnich – wypowiadane jest po słowach konsekracji. Dzisiejsze kazanie też przecież było swoistą, papieską konsekracją tego miejsca.

Liturgia Eucharystyczna. Procesja z darami: chłopcy ze służby liturgicznej – z chlebem i winem, dzieci – z kwiatami, byli więźniowie – z ofiarą na budowę kościoła błogosławionego Maksymiliana Marii w Oświęcimiu, delegacja z Żywca – z darem na ratowanie zagrożonego życia nienarodzonych, młodzież z oświęcimskiego zakładu księży salezjanów – z darem dla dzieci z okazji obchodzonego Roku Dziecka…

A później inne znane znaki liturgicznego misterium głoszące Dobrą Nowinę wszystkim ludziom ze Wschodu i Zachodu, z Południa i Północy. Znaki znane, a jednak podczas tej Mszy świętej, w miejscu nazwanym przez Papieża „Golgotą współczesności” – sprawiające szczególne wrażenie. I potęgujące w nas tę nadzieję, która skierowana jest daleko poza oświęcimski i cały świat. „To jest zwycięstwo nasze – wiara nasza”.

Fragment zbiorowego reportażu „Dziewięć dni w Polsce”, opublikowanego w miesięczniku „Więź” nr 7-8/1979. Jego autorami byli Stefan Frankiewicz, Cezary Gawryś, Tadeusz Mazowiecki, Zdzisław Szpakowski, Wojciech Wieczorek i Kazimierz Wóycicki.