To, co dziś słyszymy od papieża, to zastrzyk chrześcijańskiej świadomości dla naszych czasów. Antidotum na stereotypy. Na egoizm, na zakłamanie, na nienawiść między ludźmi. I na głupotę.

Dzień czwarty. Wtorek, 5 czerwca 1979. Jasna Góra: spotkanie z pielgrzymami z Dolnego Śląska

Nic mogło być inaczej. Po powitaniu zebranych, a zwłaszcza ich pasterzy – biskupów z Wrocławia, Opola i Gorzowa, wymienionych z osobna po imieniu, po powitaniu kolejnego dostojnego gościa polskiego Kościoła, kardynała Króla z Filadelfii, amerykańskiego rodaka, Ojciec Święty przechodzi do zasadniczego wątku. Prosi o przekazanie szczególnego wotum do sanktuarium św. Jadwigi w Trzebnicy koło Wrocławia. Jest to świeca paschalna i kielich. „Mam do tego wyjątkowe powody – mówi. – Opatrzność Boża w swoich niewypowiedzianych zrządzeniach wybrała dzień 16 października 1978 roku jako dzień przełomowy w moim życiu. W dniu 16 października Kościół w Polsce czci św. Jadwigę. I dlatego też poczytuję za mój szczególny obowiązek złożyć dzisiaj na ręce Kościoła w Polsce to wotum dla tej świętej, która jako patronka pojednania sąsiadujących narodów jest również patronką dnia wyboru pierwszego Polaka na Stolicę Piotrową. Bezpośrednio składam je na ręce wszystkich pielgrzymów, którzy dzisiaj tak licznie przybyli na Jasną Górę z całego Dolnego Śląska. Proszę, abyście po powrocie do waszych stron zanieśli to papieskie wotum do sanktuarium w Trzebnicy, miejsca, które stało się jej nową ojczyzną z wyboru, tak jak moją ojczyzną z wyboru stał się Rzym. Niech to wotum dopełni tej długiej historii ludzkich wydarzeń, nieraz bardzo trudnych, a zarazem dzieł Opatrzności Bożej, jakie wiążą się z tym miejscem – i całą waszą ziemią”.

Po scharakteryzowaniu w kilku zwięzłych zdaniach duchowej sylwetki św. Jadwigi, po przypomnieniu, że data jej kanonizacji jest dość zbliżona do daty kanonizacji św. Stanisława, którego Kościół w Polsce od stuleci czci jako swego głównego patrona, wysnuła się expressis verbis papieska intencja: „Święci, których tutaj dzisiaj wspominamy (…) poprzez wieki dają nam świadectwo jedności pomiędzy rodakami i pojednania między narodami. Tej właśnie jedności i tego pojednania pragnę życzyć. O nią się modlę najgoręcej”.

Jedność ta realizuje się najlepiej na poziomie rodziny, biorąc początek w sakramencie małżeństwa. Owocuje wzajemnym zaufaniem między małżonkami, między rodzicami i dziećmi, powinna być prawdziwym ,.siedliskiem sprawiedliwości i miłości”. Na poziomie społeczności narodowej zależy od sprawiedliwego zabezpieczenia potrzeb, praw i zadań każdego członka narodu (…) „Podobnie też warunkiem pojednania między narodami jest uznanie i respektowanie praw każdego narodu. Jest to przede wszystkim prawo do istnienia oraz do samostanowienia o sobie, z kolei prawo do własnej kultury oraz do wielostronnego rozwoju. Wiemy dobrze z dziejów naszej ojczyzny, jak wiele kosztowało nas naruszanie, deptanie tych niezbywalnych praw. I dlatego też z tym większą gotowością podejmujemy modlitwę o trwałe pojednanie pośród narodów Europy i świata. Wyrządzone krzywdy domagają się naprawienia, a rany – zagojenia…”.

„(…) podejmujemy modlitwę o trwałe pojednanie pośród narodów Europy i świata. Wyrządzone krzywdy domagają się naprawienia, a rany – zagojenia…” – mówił papież

Skończyła się homilia, rozpoczęło się składanie symbolicznych darów przez delegacje różnych środowisk ziemi dolnośląskiej i opolskiej. Są wśród nich również nasi koledzy z wrocławskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Długi jest to korowód, znowu przyciąga uwagę strój i barwa. Na myśli główne tej uroczystości kierują jednak na powrót intencje modlitwy wiernych – za lud śląski, za wierzących i niewierzących, za zgodę między ludźmi i narodami.

Jakże trudna to nieraz sprawa, podminowana uprzedzeniami, pamięcią o własnej tylko krzywdzie, presją przyzwyczajeń i stereotypów. Nie ułatwiają jej różnice ludzkich charakterów, mentalności, a także – odmiennych języków. Nie ułatwiają tuziny najróżniejszych racji: osobistych, grupowych, ideologicznych, narodowych, najróżniejszych „racji stanu”. Można wśród nich ugrzęznąć, rozmienić dobrą wolę na drobne konwencjonalnych uprzejmości, przeżywać gorzkie zawody spychające do punktu wyjścia. Strzeżmy się więc łatwizny w tym przedsięwzięciu! Skazane jest ono na niepowodzenie, jeśli nie przebiega nie tylko z całą miłością, jaką winni jesteśmy bliźnim, ale i w całej prawdzie. W prawdzie realiów i w prawdzie ludzkich dusz. A równocześnie na tym najlepszym ze światów, na wszystkich poziomach życia społecznego – rodziny, społeczności narodo­wej, stosunków międzynarodowych – owa potrzeba jedności i pojednania należy dziś do wartości najbardziej pożądanych, kategorycznych. Bywa, że się wręcz ociera o sprawy ostateczne, o „być albo nie być” rodziny ludzkiej.

Przypominają się wczorajsze przeżycia i refleksje. To, co dziś słyszymy, to właśnie zastrzyk chrześcijańskiej świadomości dla naszych czasów. Antidotum na stereotypy. Na egoizm, na zakłamanie, na nienawiść między ludźmi. I na głupotę. Dobra lekcja dla wszystkich i dla każdego z osobna. Żeby ją tylko dobrze pojąć i nie zapomnieć za szybko…

Fragment zbiorowego reportażu „Dziewięć dni w Polsce”, opublikowanego w miesięczniku „Więź” nr 7-8/1979. Jego autorami byli Stefan Frankiewicz, Cezary Gawryś, Tadeusz Mazowiecki, Zdzisław Szpakowski, Wojciech Wieczorek i Kazimierz Wóycicki.