Kazanie Jana Pawła II w Gnieźnie było dla nas pierwszym od wielu wieków tak silnym, zbiorowym doświadczeniem wspólnoty z wielką rodziną słowiańskich i pobratymczych ludów i narodów.

Dzień drugi. Niedziela, 3 czerwca. Gniezno

Patrząc na czcigodne mury katedry Świętego Wojciecha, na otaczającą panoramę Gniezna, na pałac arcybiskupi, na tłumy napełniające plac przed katedrą i sąsiednie ulice, rozważałem wszystkie lata od swojej najwcześniejszej młodości aż po dzień dzisiejszy, których tak wiele upłynęło w cieniu grozy zagłady narodu, zagłady jego kultury, nas wszystkich. Podziwiałem i ze wzruszeniem dziękowałem Bogu za ten niezwykle ważny dzień mojego życia, że mogę tu właśnie na Wzgórzach Lecha być obecny na Mszy celebrowanej przez Papieża. Że oto ofiara narodu walczącego o swój byt, o swoją egzystencję, miejsce w świecie, w tak przedziwny i nieoczekiwany sposób została właśnie teraz, właśnie dzisiaj dopełniona.

Mówi Papież: „Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten papież, który nosi w swojej duszy wyrazisty zapis dziejów własnego Narodu od samego jego początku, ale także i dziejów pobratymczych, sąsiednich ludów i narodów, na sposób szczególny ujawnił i potwierdził w naszej epoce ich obecność w Kościele? Ich szczególny wkład w dzieje chrześcijaństwa. Ażeby odsłonił te profile, które właśnie tutaj, w tej części Europy, zostały wbudowane w bogatą architekturę świątyni Ducha Świętego.

Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten papież-Polak, papież-Słowianin, właśnie teraz odsłonił duchową jedność chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu – ale poprzez obie te tradycje: «Jedna wiara, jeden chrzest. Jeden… Bóg i Ojciec wszystkich», Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa?

Tak, Chrystus tego chce, Duch Święty tak rozrządza, ażeby to zostało powiedziane teraz, tutaj, w Gnieźnie, na ziemi piastowskiej, w Polsce, przy relikwiach św. Wojciecha i św. Stanisława, wobec wizerunku Bogarodzicy-Dziewicy, Pani Jasnogórskiej i Matki Kościoła”.

Trudno oprzeć się wzruszeniu, kiedy słyszy się te słowa, trudno się dziwić wzruszeniu słuchających tłumów. Dla nas to jego gnieźnieńskie kazanie jest, kto wie, czy nie pierwszym od wielu wieków tak silnym, zbiorowym doświadczeniem wspólnoty z wielką rodziną słowiańskich i pobratymczych ludów i narodów.

Ojciec Święty przerywa na moment homilię, patrzy na tłumy, dostrzega grupę pielgrzymów spoza Sudetów, odczytuje ich skromny, a jakże wymowny transparent i mówi o braciach słowiańskiej mowy, słowiańskiej krwi, wspomina chrystianizację Chorwatów i Słoweńców, Słowaków i Morawian, Bułgarów i Czechów, chrystianizację Polski i Rusi, chrystianizację innych słowiańskich narodów, a także narodów słowiańskich związanych tak integralnie z dziejami Europy środkowo-wschodniej, chrystianizację Litwy. Później w Częstochowie wspomni jeszcze Węgrów i polsko-węgierskie więzy przyjaźni. Panorama ludów i narodów Europy wschodniej ukazuje się poprzez słowa Papieża, poprzez Jego serdeczną troskę, poczucie odpowiedzialności i miłości do wszystkich, tę szczególną miłość do narodów tej części Europy.

Papież Słowianin jako jeden z celów jakże trudnego, czekającego go przecież dopiero pontyfikatu, postanowił włączyć dorobek i doświadczenia narodów Europy środkowej i wschodniej w całokształt chrześcijańskiej cywilizacji

Pamiętam z uczestnictwa w konferencjach, które przed laty organizował ówczesny arcybiskup krakowski, kardynał Karol Wojtyła, jak wielką troską napawał go fakt niedoceniania przez chrześcijański Zachód tradycji, roli i miejsca chrześcijańskiego Wschodu, Słowiańszczyzny, w dziejach nie tylko Kościoła, ale także kultury i cywilizacji europejskiej i światowej. Teraz tu, na gnieźnieńskim Wzgórzu Lecha, Jan Paweł II mówi: „Lech Papież – świadek Chrystusa, miłośnik Jego Krzyża i Zmartwychwstania, przychodzi dziś na to miejsce, aby dać świadectwo Chrystusowi żyjącemu w duszy jego własnego Narodu, Chrystusowi żyjącemu w duszach narodów, które kiedyś przyjęły Go jako Drogę, Prawdę i Życie. Przychodzi wobec całego Kościoła, Europy i świata mówić o tych często zapomnianych narodach i ludach. Przychodzi wołać wołaniem wielkim. Przychodzi ukazywać te drogi, które na różny sposób prowadzą z powrotem w stronę Wieczernika Zielonych Świąt, w stronę Krzyża i Zmartwychwstania. Przychodzi wszystkie te narody i ludy – wraz ze swoim własnym – przygarnąć do serca Kościoła: do serca Matki Kościoła, której ufa bezgranicznie”. Ten Papież, Polak i Słowianin jako jeden z celów jakże trudnego, czekającego go przecież dopiero właściwie pontyfikatu, postanowił włączyć w pełnym wymiarze dorobek i doświadczenia narodów Europy środkowej i wschodniej w całokształt współczesnej chrześcijańskiej kultury i cywilizacji. Jest to jedno z jakże ważnych podejmowanych przez Niego zadań, należących do renovatio całego współczesnego Kościoła, w Europie, w świecie.

W tym miejscu dotykamy rzeczywistości. Historia pozostaje tłem, fundamentem, na którym chce Ojciec Święty Jan Paweł II wznosić gmach przyszłości.

Papież kończy swoją homilię tymi słowami: „Pójdziemy razem tą drogą naszych dziejów. Na Jasnej Górze, w stronę Wawelu, w stronę świętego Stanisława. Pójdziemy ku przeszłości.

Nie pójdziemy jednakże w przeszłość
Pójdziemy ku przyszłości!
«Weźmijcie Ducha Świętego»
Amen”.

Fragment zbiorowego reportażu „Dziewięć dni w Polsce”, opublikowanego w miesięczniku „Więź” nr 7-8/1979. Jego autorami byli Stefan Frankiewicz, Cezary Gawryś, Tadeusz Mazowiecki, Zdzisław Szpakowski, Wojciech Wieczorek i Kazimierz Wóycicki.