Jeżeli Kościół dobrał sobie takich, a nie innych pracowników, nie przeszkolił ich, nie wprowadził mechanizmów odpowiedzialności – to ponosi za to odpowiedzialność – mówi rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar w rozmowie z „Tygodnikiem Powszechnym”.

Wywiad z Adam Bodnarem, rzecznikiem praw obywatelskich, doktorem nauk prawnych, ukazał się dziś w „Tygodniku Powszechnym”. Rozmowa Macieja Müllera dotyczy wykorzystywania seksualnego nieletnich w Kościele.

„Z moich kontaktów z ludźmi Kościoła odniosłem wrażenie, że największy problem polega na decentralizacji. Cóż z tego, że są biskupi Polak, Ryś czy Libera, reprezentujący otwartość i determinację, skoro każdy hierarcha jest księciem w swojej diecezji, kontroluje, co się dzieje w jego archiwach, i ma różne możliwości, żeby się nie angażować w wyjaśnianie przestępstw pedofilskich. A czasami wręcz je tuszować” – mówi Bodnar. „Episkopat musi zrozumieć, że te sprawy są obciążeniem dla całego Kościoła, a nie dla poszczególnych diecezji. Że w sensie moralnym dotykają wszystkich obywateli, w tym całej społeczności wiernych, a nie tylko bezpośrednio pokrzywdzonych osób” – dodaje.

Komentując rządowy pomysł komisji, która zbada przypadki pedofilii w całym społeczeństwie, Bodnar zaznacza: „Oby nie była to próba przykrycia aktualnego napięcia i, jak często, rozmydlenia sytuacji. Bo w odniesieniu do innych środowisk problem wygląda inaczej niż w odniesieniu do duchowieństwa. Jeśli np. nauczyciel dopuszcza się molestowania, to odpowiada wówczas karnie, a cywilnie – zarówno on, jak i skarb państwa czy gmina, która go zatrudnia. W takich przypadkach są skazania, prokuratura działa zazwyczaj sprawnie. Problem jest natomiast z Kościołem i kryciem przez niego takich przestępstw przez wiele lat, z brakiem dostępu do archiwów, czy z brakiem – niestety – odpowiedniego zaangażowania prokuratury”.

„Przedmiotem zainteresowania prokuratorów były przeważnie sprawy ewidentne, w których materiał dowodowy nie pozwalał na zlekceważenie sprawy. Natomiast często tam, gdzie trzeba było prowadzić głębsze i odważniejsze śledztwa, prokurator, ze względu na swoisty «sojusz tronu z ołtarzem», zachowywał daleko idącą powściągliwość. Tymczasem zgodnie z przepisami od kilku lat nic nie stoi na przeszkodzie, żeby prokuratura z dnia na dzień, działając w konkretnej sprawie, weszła do siedzib biskupich i zajęła archiwa” – tłumaczy Bodnar.

Rzecznik praw obywatelskich wyjaśnia także zakres odpowiedzialności Kościoła. Podkreśla, że jedna strona zagadnienia to odpowiedzialność karna, jaką ponosi ksiądz sprawca i winni ewentualnego tuszowania sprawy. „Osobna kwestia to odpowiedzialność cywilnoprawna. Wtedy odpowiada zarówno ksiądz, jak i parafia, diecezja czy zakon, w ramach którego kapłan wykonuje swoją funkcję. Jeśli ksiądz molestował, ale robił to po godzinach, bo poznawał ofiary np. w internecie i zapraszał do siebie – wtedy trudno pociągnąć do odpowiedzialności diecezję czy zakon. Co innego, jeśli poluje na ofiary na katechezie czy oazie, korzystając z autorytetu, jaki dzieci przyznają duchownemu. Jeżeli Kościół dobrał sobie takich, a nie innych pracowników, nie przeszkolił ich, nie wprowadził mechanizmów odpowiedzialności – to ponosi za to odpowiedzialność” – podkreśla.

„Na czym polega problem z dostępem do archiwów kościelnych?” – pyta Maciej Müller. „Można odnieść wrażenie, że prokuratura nie jest tym specjalnie zainteresowana. Choć prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, jaką Kościół mógłby mieć podstawę do odmowy – nawet przepisy konkordatu nie powinny stać na przeszkodzie. A gdyby tak było, oznaczałoby to, że mamy państwo w państwie” – odpowiada Adam Bodnar.

DJ