Nie trzeba matury z religii, by wiedzieć, że to „coś”, co katolicy nazywają „Najświętszym Sakramentem”, jest dla nas naprawdę najświętsze. Jeżeli ktoś tego nie chce zrozumieć – nie ma elementarnej empatii niezbędnej do tworzenia wspólnoty.

O „żartach”, jakie miały miejsce 25 maja br. podczas gdańskiego Marszu Równości, dowiedziałem się ze sporym, bo dwudniowym opóźnieniem. Nie dowierzałem.

Ale sprawdziłem opisy i fotografie – na wszelki wypadek zarówno w tych mediach, które się wydarzeniem zachwycają, jak i tych, których ono oburza. I nie ulega żadnej wątpliwości, że podczas marszu mieliśmy do czynienia z – w pełni świadomym, konsekwentnie przygotowanym wizualnie, motywowanym ideologicznie – szyderczym prześmiewaniem katolickiej procesji z Najświętszym Sakramentem.

Prześmiewcze kpiny z tego, o czym wiadomo, że jest dla innych najświętsze, to odrzucenie gdańskiej tradycji myślenia o wolności i solidarności

Są pewne rzeczy i sytuacje, z których nie godzi się żartować, a tym bardziej nie należy ich obśmiewać. Aby uszanować obecność Jezusa w konsekrowanej Hostii, nie trzeba być wyznawcą wiary katolickiej. Wystarczy szacunek dla tych współobywateli, którzy są katolikami. Nie trzeba przecież matury z religii, by wiedzieć, że to „coś”, co katolicy nazywają „Najświętszym Sakramentem”, jest dla nas naprawdę najświętsze. Jeżeli ktoś tego nie chce zrozumieć – nie posiada elementarnej empatii niezbędnej do tworzenia wspólnoty, która musi opierać się na wzajemnym szacunku.

Odrzucam argumenty obronne typu „to marginalny incydent”. Jeśli ktoś twierdzi, że maszeruje na rzecz równości i pokoju pod hasłem „Miłość może tylko łączyć”, a pozwala sobie na obsceniczne żarty z katolickiej pobożności, to dokonuje bolesnych podziałów i nie ma pojęcia o tym, czym ma być solidarne społeczeństwo.

Smutne jest dla mnie bardzo, że takie rzeczy dzieją się właśnie w Gdańsku. Zapewne prezydent Aleksandra Dulkiewicz – krocząc na czele marszu – nie miała świadomości, co dzieje się za jej plecami. Uważam, że w obecnej sytuacji powinna jednak zdecydowanie oświadczyć, że nadużyto jej zaufania i w konsekwencji zawiesić swój patronat nad następnym Marszem Równości (już po opublikowaniu tego tekstu Dulkiewicz powiedziała dziennikarzom, że objęła patronat nad Marszem Równości, ale czuje się oszukana – red.).

Karta Powinności Człowieka, podpisana w Gdańsku w roku 2000, zawiera m.in. wezwanie do poszanowania godności, wolności i rozumności wszystkich ludzi. „Szacunek dla godności każdej osoby ludzkiej jest podstawą takiego ładu społecznego, który zapewnia warunki wewnętrznego rozwoju wszystkich ludzi”. Karta Powinności trafnie wskazuje: „Niezbywalne prawa każdego człowieka domagają się ich respektowania przez innych ludzi. Nakłada to na nas określone zobowiązania i odpowiedzialność za losy świata”.

Żeby uszanować obecność Jezusa w konsekrowanej Hostii, nie trzeba być wyznawcą wiary katolickiej. Wystarczy szacunek dla tych współobywateli, którzy są katolikami

Prześmiewcze kpiny z tego, o czym wiadomo, że jest dla innych najświętsze, to odrzucenie gdańskiej tradycji myślenia o wolności i solidarności. O wolności, która zobowiązuje i każe najwięcej wymagać od samego siebie. O solidarności, która jest budowaniem wzajemności. Gdańsk jako – posługując się pojęciem Pawła Adamowicza – „miasto wolności i solidarności” nie powinien przyzwalać na takie działania.

Rzecz ma oczywiście aspekt dużo szerszy niż tylko gdański. Takie „wolne żarty” w niczym nie pomogą niezbędnej w Polsce dyskusji o miejscu osób nieheteronormatywnych w życiu społecznym. Uczestnicy gdańskiego marszu – przechodząc od argumentów merytorycznych na poziom kpiny i szyderstwa – wyrządzają wszystkim, także samym sobie, niedźwiedzią przysługę.