Przy powoływaniu państwowej komisji do zbadania przypadków pedofilii zapowiada się wyraźnie więcej politykowania niż troski o osoby skrzywdzone.

Troski o ochronę dzieci i młodzieży nigdy dosyć. Mnie ciekawiłoby więc powołanie dwóch komisji, zarówno państwowej, jak i wewnątrzkościelnej, i następnie porównanie owoców ich prac w zakresie dotyczącym duchownych i Kościoła. Skoro współistnieją dwa porządki prawne: państwowy i kanoniczny, skoro w odbywają się równolegle dwa niezależne dochodzenia i procesy – dlaczego nie miałoby być dwóch komisji?

W Polsce nie mamy sprawdzonych danych na temat skali przemocy seksualnej ze strony duchownych wobec dzieci i młodzieży. Nie było poważnym raportem ani opracowanie Fundacji „Nie lękajcie się”, ani kościelna kwerenda statystyczna. Tym bardziej nie mamy rzetelnej analizy tych przypadków i diagnozy słabości czy błędów systemowych. Dwie komisje to więcej materiałów do przemyśleń, a zarazem mechanizm wzajemnej kontroli.

W komisji państwowej na pewno nie powinni zasiadać politycy. Ich działania (i rządzących, i większości opozycji) w tej dziedzinie są dla mnie całkowicie żenujące. Najpierw omijali temat jak zgniłe jajo, a teraz ścigają się, kto ostrzej i gwałtowniej się wypowie lub zachowa. Jeden żąda coraz wyższych kar, drugi robi spektakl z dziecięcymi bucikami na sali sejmowej… Nie widzę w tych działaniach żadnej (tak gorąco deklarowanej) troski o osoby skrzywdzone, a raczej o własny lans i polityczną popularność.

Najlepszym przykładem z innego kraju, na którym moglibyśmy się wzorować, jest według mnie australijska Królewska Komisja ds. Wykorzystywania Seksualnego Dzieci, która pracowała przez kilka lat i całościowo zajęła się ochroną dzieci i młodzieży w społeczeństwie i różnych organizacjach. W Polsce mówi się głównie o jej wynikach prac w odniesieniu do Kościoła rzymskokatolickiego, a tymczasem był to zaledwie jeden z obszarów działań komisji (obnażono np. systemowe totalne wyciszanie przemocy seksualnej wśród Świadków Jehowy).

Rząd ogłosił, że powoła komisję, ale badającą pedofilię w całym społeczeństwie, a nie tylko Kościele. To i dobrze, i źle.

Teoretycznie dobrze – bo rolą państwa powinno być całościowe spojrzenie na kwestię przemocy seksualnej wobec dzieci. O stworzenie narodowej strategii ochrony dzieci przed przemocą apelował wielokrotnie i bezskutecznie poprzedni rzecznik praw dziecka Marek Michalak – za każdym razem otrzymując od ministrów obecnego rządu (!) odpowiedź, że nie zachodzi taka konieczność. Aż dziw, że nagle zaszła konieczność…

Źle – bo w działaniach rządu, również w tej zapowiedzi, widać przede wszystkim chaos, bezmyślność i grę polityczną. Zmiana kodeksu karnego została zrobiona „pod publiczkę” w dwa dni i wygląda, że jest to prawne partactwo. Przy powoływaniu tej komisji też zapowiada się wyraźnie więcej politykowania niż troski o osoby skrzywdzone.