Czy komisja do zbadania przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich powinna zajmować się tylko Kościołem? Jak ją powołać i kim obsadzić? Na jakich rozwiązaniach z innych krajów się wzorować? I czy Kościół jest gotowy do rozliczenia? Zapytaliśmy o to prawników, terapeutów, socjologów, publicystów i księży.

Schemat zawsze był podobny. Ujawnianie się ofiar wykorzystywania seksualnego duchownych w krajach takich jak Irlandia, Niemcy, Belgia, Holandia, Francja, Stany Zjednoczone czy Australia prowadziło do stworzenia państwowych lub wewnątrzkościelnych komisji, badających poszczególne przypadki i rozliczających kościelną instytucję.

W Polsce po premierze dokumentu Tomasza Sekielskiego utworzenie organu państwowego do zbadania problemu pedofilii zapowiedział rząd Mateusza Morawieckiego. Swoje projekty komisji formułują także Platforma Obywatelska i zrzeszająca ofiary Fundacja „Nie lękajcie się”.

Dwie komisje?

Powinna powstać komisja państwowa czy raczej wewnątrzkościelna? – Najlepiej dwie komisje: i państwowa, i wewnątrzkościelna, składająca się z duchownych i świeckich – odpowiada ks. Jacek Prusak, jezuita, psychoterapeuta. – Pamiętajmy, że komisje mają różne uprawnienia. Tylko kościelna może na przykład pozbawić biskupa jego funkcji – tłumaczy. Jak dodaje, „komisja wewnątrzkościelna mogłaby upodmiotowić osoby świeckie, pokazać, że świeccy mają realny udział w kształtowaniu działań Kościoła, mają moc sprawczą”.

Podobnie uważa Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny kwartalnika „Więź” i rzecznik prasowy inicjatywy „Zranieni w Kościele”. – Troski o ochronę dzieci i młodzieży nigdy dosyć. Mnie ciekawiłoby więc powołanie dwóch komisji, zarówno państwowej, jak też wewnątrzkościelnej i następnie porównanie owoców ich prac. Skoro współistnieją dwa porządki prawne: państwowy i kanoniczny, skoro odbywają się równolegle dwa niezależne dochodzenia i procesy – dlaczego nie miałoby być dwóch komisji? – mówi.

To byłby cud, gdyby myśl o powołaniu komisji eksperckiej dojrzała i po stronie episkopatu, i po stronie rządu – mówi ks. prof. Alfred Wierzbicki

Nieco inny pomysł ma ks. prof. Alfred Wierzbicki, filozof, kierownik Katedry Etyki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. – Potrzebujemy jednej komisji eksperckiej, powołanej przez Sejm, bez księży i polityków w składzie. Wątpię jednak, czy w obecnej sytuacji społeczno-politycznej jest to możliwe – stwierdza. – Abyśmy mogli liczyć na wiarygodność i bezstronność tej komisji, ona absolutnie nie powinna być komisją kościelną. Mamy co prawda precedensy, że to Kościół powołuje ekspertów. Moim zdaniem jednak nie powinniśmy iść w tę stronę. Jeśli Kościół chce się oczyścić i spojrzeć w oczy społeczeństwu, a zwłaszcza pokrzywdzonym, to nie może stać za komisją, ona musi być bezstronna – zaznacza. I dodaje: – To byłby cud, gdyby myśl o powołaniu komisji eksperckiej dojrzała i po stronie episkopatu, i po stronie rządu.

Podstawowym pytaniem pozostaje to, kto mógłby powołać komisje. – Komisję państwową do zbadania przypadków pedofilii mógłby powołać parlament poprzez ustawę – mówi prof. Adam Strzembosz, były pierwszy prezes Sądu Najwyższego. Z kolei – jak wskazuje publicysta Tomasz Terlikowski – „jedyną instytucją, która mogłaby powołać wewnątrzkościelną komisję, jest Konferencja Episkopatu Polski. Bez jej zgody nie będzie dostępu do kościelnych archiwów, a bez tego nie ma realnego zbadania sprawy”. – Gdybyśmy mieli w Polsce takie instytucje zaufania publicznego jak amerykański John Jay College of Criminal Justice, to można by mu zlecić takie dochodzenia – zauważa filozof.

Ewa Kusz z krakowskiego Centrum Ochrony Dziecka przekonuje jednak, że „aktualnie nie ma w Polsce żadnej instytucji ani środowiska, które byłyby w stanie powołać taką komisję. Mamy tak podzielone społeczeństwo, że temat wykorzystywania seksualnego jest traktowany instrumentalnie, a nie rozwiązywany”.

„Na pewno nie politycy”

Naszych rozmówców pytamy o to, kto mógłby zasiadać w składzie komisji – zarówno wewnątrzkościelnej, jak i państwowej. – W obu powinny znaleźć się osoby profesjonalne, rzetelne, niekoniecznie wierzące, ale cieszące się powszechnym szacunkiem – mówi ks. Prusak. – W kościelnej powinny być osoby nie kojarzone z wcześniejszymi działaniami episkopatu, żeby nie sprawiać wrażenia, że jest to wyłącznie „zmiana kosmetyczna” – dodaje.

– W skład komisji państwowej powinny wejść przedstawiciele środowisk psychologów, seksuologów, socjologów i prawników. Teologowie i politycy się na tym po prostu nie znają – uważa Artur Nowak, prawnik i publicysta, jeden z bohaterów dokumentu Tomasza Sekielskiego.

– W komisji państwowej powinni zasiadać prawnicy, na przykład adwokaci lub sędziowie w stanie spoczynku (czynni nie mogą podlegać jakiejkolwiek komisji). Mogą w niej również znaleźć się przedstawiciele różnych środowisk zawodowych lub episkopatu – mówi prof. Strzembosz.

W skład komisji państwowej powinny wejść przedstawiciele środowisk psychologów, seksuologów, socjologów i prawników. Teologowie i politycy się na tym po prostu nie znają – uważa Artur Nowak

Z kolei Zbigniew Nosowski podkreśla, że w komisji państwowej (i wewnątrzkościelnej także) „na pewno nie powinni zasiadać politycy”. – Ich działania (i rządzących, i większości opozycji) w tej dziedzinie są dla mnie całkowicie żenujące. Najpierw omijali temat jak zgniłe jajo, a teraz ścigają się, kto ostrzej i gwałtowniej się wypowie lub zachowa – zauważa.

Według o. Wiesława Dawidowskiego, prowincjała polskich augustianów, do komisji wewnątrzkościelnej „episkopat powinien zaprosić rzetelnych świeckich, siostry zakonne i zakonników, osoby znające prawo – zarówno kanoniczne, jak i świeckie, które to osoby dodatkowo pozbawione byłyby klerykalnej mentalności czy wewnątrzkościelnych zależności”. – Komisja państwowa nie może natomiast składać się z jakichkolwiek polityków, bo to środowiska podatne na korupcje. Powołanie takiej komisji absolutnie nie może być obliczone na wybory. W jej skład, zamiast polityków czy upolitycznionych prawników, powinni wejść mężowie zaufania – uważa. – Czy to realne w polskich warunkach? – dopytujemy. – To musi być realne. Jeżeli nie, okażemy się społeczeństwem niedojrzałym, właściwie niegodnym suwerenności – odpowiada zakonnik.

Zdaniem ks. Prusaka w komisji mogłyby zasiadać także ofiary lub osoby je reprezentujące. – Ważne, by je upodmiotowić – zaznacza. Podobnie myśli Tomasz Terlikowski. Ks. Wierzbicki przekonuje natomiast, że w komisjach nie powinni zasiadać pokrzywdzeni, gdyż „są oni stroną postępowania”.

Przebadać archiwa

Czym właściwie powinny zająć się komisje? – Komisja państwowa będzie oceniała działania Kościoła jako instytucji wobec polskich obywateli. Komisja kościelna zaś – instytucję jako wspólnotę wierzących odpowiedzialnych przed sobą samymi za jej funkcjonowanie i świadectwo ad extra (czyli na zewnątrz) – tłumaczy ks. Prusak.

– Zakres spraw powinien objąć zarówno ocenę odpowiedzialności bezpośrednich sprawców, jak również ocenę odpowiedzialności biskupów czy zakonnych przełożonych – mówi nam ks. Wierzbicki.

Terlikowski przyznaje: – Marzy mi się, by komisja wewnątrzkościelna zbadała wszystkich duchownych, którzy pracowali w Polsce w latach 1945-2018, po to, by nie tylko ustalić, kto jest winien, a kto nie, ale też mieć świadomość, jaka mogła być skala przestępstw seksualnych, a także jego ukrywania i jakie były tego powody. Pamiętajmy, że świadomość wagi przestępstw stopniowo rosła, także poza Kościołem.

Artur Nowak zaznacza, że „trzeba zbadać modus operandi sprawców, poznać czynniki ryzyka, odpowiedzieć sobie na pytanie co sprzyja pedofilii w przestrzeni Kościoła i co zrobić, żeby to zjawisko minimalizować”. – Musimy poznać też skalę zjawiska i wskazać biskupów, którzy przymykali oko na zbrodnie dokonywane na dzieciach. Komisja musi mieć uprawnienia śledcze, dostęp do akt, prawa do wzywania świadków, które będą wynikały kompetencji opisanej w ustawie – dodaje.

Współpraca państwa z Kościołem odnośnie pojedynczych przestępstw już się odbywa. Myślę, że jest też możliwa na szerszym obszarze, ale wymaga wzajemnych uzgodnień – tłumaczy ks. Jan Dohnalik

– Nie wydaje mi się, by Kościół w Polsce był gotowy do ujawnienia swoich archiwów instytucji zewnętrznej. Dlatego też niezbędna jest komisja wewnątrzkościelna – zauważa Terlikowski.

Dopytujemy, czy władza świecka może wymusić na Kościele dostęp do kościelnych akt. – Oczywiście. Nie ma żadnych przeszkód. Kościół powołuje się na konkordat, ale nie potrafi wskazać jednego przepisu, który stałby na przeszkodzie, bo go po prostu nie ma – uważa Nowak.

O konieczności zbadania kościelnych archiwów przez organy państwowe mówi także prof. Strzembosz. – Komisji państwowej potrzebne byłyby uprawnienia do zażądania, by Kościół wydał jej archiwa. Chodzi przecież o zbadanie przestępstw. Na podobnej zasadzie prokurator może zażądać kościelnych dokumentów w przypadku, gdy ofiarą lub sprawcą przestępstwa jest ksiądz. Tu może być podobnie – wyjaśnia.

Pytamy ks. Jana Dohnalika, delegata biskupa polowego Wojska Polskiego do spraw ochrony dzieci i młodzieży, kanonistę. – Zarówno w polskiej konstytucji, jak i konkordacie, zapisana jest ogólna zasada relacji państwo-Kościół: autonomia i współpraca. Oba te elementy powinny znaleźć swoje miejsce w działalności komisji. Wydaje się zatem, że najlepiej jakby była to komisja mieszana, złożona z przedstawicieli państwa i Kościoła. Można też pomyśleć o wprowadzeniu przepisów wykonawczych dla tej zasady konstytucyjnej i konkordatowej w dziedzinie prawa karnego – tłumaczy. – Współpraca państwa z Kościołem odnośnie pojedynczych przestępstw już się odbywa. Myślę, że jest też możliwa na szerszym obszarze, choćby w działalności komisji, ale wymaga wzajemnych uzgodnień – dodaje.

Wzorzec australijski

Spójrzmy na wzorce z innych krajów. W Irlandii działała komisja rządowa we współpracy z episkopatem. Powstało kilka niezależnych raportów ośrodków badawczych. Pracowała także komisja kościelna.

W Niemczech rząd powołał komisarza badającego nadużycia seksualne wobec dzieci. Powstała też komisja ze świeckimi ekspertami w składzie, m.in. psychologami, psychiatrami i prawnikami. Niezależnie od tego episkopat zamówił raport dotyczący przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich w Kościele katolickim w Niemczech. Sporządzili go naukowcy z uniwersytetów w Mannheimie, Heidelbergu i Giessen.

W Stanach Zjednoczonych Kościół udostępnił świeckim śledczym swoje akta. Pierwszy raport na zlecenie episkopatu powstał w 2004 roku. Dokument sporządzony przez John Jay College ukazał się w 2011 roku. Z kolei Wielka Ława Przysięgłych stanu Pensylwania opublikowała w sierpniu ubiegłego roku kolejny, niezwykle obszerny raport.

We Francji pracuje Niezależna Komisja ds. Nadużyć Seksualnych wobec Małoletnich i Osób Niesamodzielnych w Kościele. W jej skład weszli wierzący różnych wyznań, agnostycy i ateiści. Nie ma wśród nich duchownych ani przedstawicieli ofiar.

Nie wydaje mi się, by Kościół w Polsce był gotowy do ujawnienia swoich archiwów instytucji zewnętrznej. Dlatego też niezbędna jest komisja wewnątrzkościelna – zauważa Tomasz Terlikowski

W Australii Komisja Królewska w ciągu kilku lat prześwietliła nie tylko Kościół, ale także inne instytucje, które zajmują się pracą z dziećmi, takie jak szkoły, związki wyznaniowe, kluby sportowe, drużyny harcerskie, ośrodki medyczne.

Większość naszych rozmówców zgadza się co do tego, że australijski wzorzec teoretycznie jest najlepszy. – W Australii całościowo zajęto się ochroną dzieci i młodzieży w społeczeństwie oraz różnych organizacjach. W Polsce mówi się głównie o wynikach prac komisji w odniesieniu do Kościoła rzymskokatolickiego, a tymczasem był to zaledwie jeden z obszarów jej działań (obnażono np. systemowe totalne wyciszanie przemocy seksualnej wśród Świadków Jehowy) – tłumaczy Nosowski.

Naczelnemu „Więzi” wtóruje Terlikowski. – Jeśli chodzi o komisję państwową, wzorem do zastosowania w Polsce jest model australijski, bez konieczności uwzględniania wniosków śledczych z Australii (którzy np. sugerowali, by zrezygnować z tajemnicy spowiedzi) – mówi. – Jeśli zaś chodzi o model kościelny, niestety nie mam wrażenia, by którykolwiek Kościół lokalny był wzorem do naśladowania – choćby amerykański raport kościelny zupełnie świadomie wykreślił biskupów z zakresu badań, co pozwoliło „prześlizgnąć się” np. Theodorowi McCarrickowi – wyjaśnia.

Rozmycie sprawy?

Premier Mateusz Morawiecki ogłosił we wtorek, że powstanie państwowa komisja do zbadania problemu pedofilii, jednak nie tylko w Kościele, ale we wszystkich środowiskach mających kontakt z dziećmi. Powtórzy się zatem wspomniany wzorzec australijski? Nasi rozmówcy mają jednak wątpliwości co do pomysłu rządu. – Chodzi o to, by rozmyć sprawę i przed wyborami nie zadzierać z Kościołem. Wykorzystywanie seksualne nieletnich zdarza się co prawda w innych środowiskach, ale to przede wszystkim w Kościele dochodziło do chronienia sprawców i zatajania zbrodni – komentuje prof. Strzembosz. – Nie zakładam, żeby do jesiennych wyborów doszło do rzeczywistej działalności komisji – dodaje.

Podobnie uważa ks. Wierzbicki. – Założenie jest słuszne, pedofilia to zbrodnia niezależnie od tego, kto ją popełnia. Jako ksiądz nie chciałbym jednak, by wiązać kwestię wykorzystywania seksualnego nieletnich w Kościele z innymi przypadkami, które dokonują się poza Kościołem. W innych przypadkach nie ma takiego systemu ukrywania przestępców – zaznacza. – Prace takiej komisji trwałyby niezmiernie długo, a my jesteśmy tuż przed wyborami, więc wiarygodność deklaracji szybkiego rozliczenia przestępstw seksualnych staje się bardzo słaba – zauważa.

Innego zdania jest Tomasz Terlikowski. – Komisja państwowa powinna zbadać przypadki wykorzystywania seksualnego nie tylko w Kościele katolickim, ale we wszystkich kościołach, gminach wyznaniowych, a także w instytucjach, które mają pieczę nad dziećmi, czyli szkoły, organizacje harcerskie itd. Badanie tylko Kościoła może zostać potraktowane przez część opinii publicznej jako atak na jedną instytucję i łatwo wykorzystane przez każdą ze stron politycznych – wyjaśnia.

W rządowym pomyśle komisji chodzi o to, by przed wyborami nie zadzierać z Kościołem – komentuje prof. Adam Strzembosz

Ks. Prusak widzi rządowy pomysł jako „krok naprzód”. – Dobrze, że rząd zapowiada, iż działania komisji obejmą wszystkie grupy społeczne, mające kontakt z dziećmi, bez wyłączania Kościoła. Dotychczas niestety bywało tak, np. w słynnym rejestrze pedofilów, że osoby duchowne zostawały wyłączone spod nadzoru – zauważa. – Komisja rządowa musi być jednak ponadpartyjna i zróżnicowana światopoglądowo, jeśli rzeczywiście ma reprezentować interesy wszystkich Polaków – dodaje.

Podobnie wypowiada się o. Dawidowski. – Powinna powstać ponadpartyjna komisja, analogiczna do instytucji kościelnej, do której mogłyby zgłosić się osoby pokrzywdzone przez inne grupy społeczne – uważa.

Według Artura Nowaka „badanie pedofilii w całym społeczeństwie nie ma sensu”. – Szkoły i inne profesje radzą sobie z tym problemem. Kościół nie radzi sobie kompletnie – podkreśla.

– Rząd chce prześwietlić nie tylko Kościół, ale i społeczeństwo. To teoretycznie dobrze – bo rolą państwa powinno być całościowe spojrzenie na kwestię przemocy seksualnej wobec dzieci. Źle – bo w działaniach rządu, również w tej zapowiedzi, widać przede wszystkim chaos, bezmyślność i grę polityczną – mówi Zbigniew Nosowski.

***

Ks. Alfreda Wierzbickiego pytamy o to, czy przedstawiciele Kościoła będą próbowali wyciszyć lub przeczekać debatę publiczną nad wykorzystywaniem dzieci w Kościele, która rozpętała się w Polsce po dokumencie Sekielskiego. – Tego się już nie da zatrzymać. Tej fali nigdzie na świecie nie zatrzymano, gdy weszła w fazę debaty publicznej. Być może część biskupów naiwnie liczy na to, że burza potrwa jeszcze chwilę i ucichnie. Moim zdaniem tak nie będzie – przyznaje lubelski profesor.

– Poddanie się pod osąd niezależnej komisji to dla Kościoła najprostsza droga oczyszczenia się. Zakładam jednak, że większość biskupów dalej będzie uciekać się pod obronę władzy – mówi nam ks. Wierzbicki.