Pytają mnie znajomi: a może czas odejść z tego Kościoła? Pytają innych: dlaczego jeszcze w tym tkwisz? Rzuć legitymację! Odpowiadam: to nie jest czas, aby odchodzić z Kościoła. Moje argumenty nie będą socjologiczne, ale głównie teologiczne.

1. Osoba rozumnie trwająca w Kościele, wie, że gdy zawodzi głos pasterzy, Bóg sam zaczyna paść swój lud (zob. Ez 34); może właśnie zaczyna się czas, gdy Bóg sam, ponad tradycyjnymi strukturami i schematami, wskaże pasterzy według serca swojego? Pasterzy przez siebie powołanych?

2. To prawda, że Kościół grzeszył, ale warto pamiętać, że Sąd Boży rozpoczyna się od sądu nad domem Bożym, czyli nad Kościołem właśnie (zob. 1 List Piotra 4,17). Bóg sądzi dzisiaj Kościół głosem spoza Kościoła. Bóg jest bowiem ponad Kościołem, ale nie chce go unicestwić, tylko oczyścić. I Bóg będzie też sądził świat.

3. Jeśli ktoś ma odejść z Kościoła, to właśnie sprawcy zbrodni wszelakich, od sprawców haniebnych czynów pedofilskich i innych po kłamców; niech odejdą przede wszystkim ci, którzy udawali lub udają miłość do Kościoła; albo niech w autentycznej pokucie nawrócą się, błagając o przebaczenie wszystkich przechodzących (jak Raskolnikow).

4. Kościół jest również Matką. Nie można jej zostawić w starczej bezradności. Raczej trzeba jej pomóc w skutecznej odnowie. Struktury Kościoła nie są wieczne.

5. Poza tym: przecież myśmy już to przechodzili, tych wszystkich Borgiów i innych…

Tak więc to nie jest czas, by odejść, ale czas, by pomóc dokończyć to, co w 1959 roku rozpoczął Jan XXIII.