W kotle bałkańskim wciąż wrze, a wszelkie jednostronne posunięcia przynoszą ostatecznie więcej szkody niż pożytku. Podróżujący na Bałkany papież Franciszek musiał zatem wykazać się nie lada zdolnościami dyplomatycznymi.

Jednym z wymownych symboli zakończonej niedawno pielgrzymki papieża Franciszka na Bałkany stała się jego wizyta w soborze katedralnym świętego Aleksandra Newskiego w stolicy Bułgarii. W monumentalnych wnętrzach prawosławnej katedry papież samotnie usiadł na krześle przygotowanym na specjalnym, kwadratowym podwyższeniu, gdzie podczas Boskiej Liturgii i nabożeństw umieszcza się orliec – okrągły dywanik, na którym stanąć ma prawo tylko patriarcha, metropolita lub biskup. Franciszek był bez szat liturgicznych. Śpiewał chór katedralny, po krótkiej medytacji papież uczynił znak krzyża i ucałował główną ikonę świątyni.

Dało się odczuć, co dość zbieżnie zauważyła większość komentatorów, oficjalny chłód tej wizyty. Kontrastujący chociażby z serdecznymi spotkaniami papieży Pawła VI, Jana Pawła II, Benedykta XVI i samego Franciszka z patriarchami ekumenicznymi w Konstantynopolu. Znacznie różniącym się od miłego przyjęcia Jana Pawła II podczas niezapomnianej wizyty w Rumunii w 1999 roku (papież był wtedy obecny na całej niedzielnej liturgii sprawowanej przez ówczesnego patriarchę Rumunii Teoktysta), jak również, wizyty papieża Wojtyły w Sofii w 2002 roku.

Kanony

Sytuacja ta nie była wbrew pozorom efektem jakiegoś poważnego konfliktu lub sporu, jaki poróżnił patriarchę Bułgarskiej Cerkwi Prawosławnej Neofita i biskupa Rzymu, ani też wynikiem napięć w relacjach Bułgarii z Watykanem. Takich problemów w zasadzie nie ma. Formuła takiego, a nie innego przyjęcia papieża w soborze św. Aleksandra Newskiego była wynikiem uprzedniej decyzji Świętego Synodu Cerkwi bułgarskiej. Zdecydowano wówczas, aby wizyta papieska ograniczała się tylko do rozmów z hierarchami prawosławnymi, bez żadnych wspólnych modlitw i celebracji oraz występowania Franciszka w stroju liturgicznych w przestrzeni świątyń prawosławnych. W argumentacji bułgarscy biskupi powołali się na zapisy Kanonów apostolskich – zbioru kilkudziesięciu dokumentów Kościoła z czasów wczesnochrześcijańskich dotyczących dyscypliny, m. in. stosunku do Żydów i innowierców, porządku życia duchownych itp. Pierwsze 50 kanonów uznaje Kościół łaciński, kolejne 35 Cerkiew prawosławna. Bułgarzy zwrócili uwagę szczególnie na Kanon 33, który zakazuje modlitwy z heretykami i odszczepieńcami.

Kwestia Kanonów apostolskich, a raczej samego zakresu ich interpretacji, od długiego czasu budzi kontrowersje wśród teologów prawosławnych. Część opowiada się za ścisłą i literalną ich realizacją, inni zwracają uwagę, że we współczesnych warunkach praktycznie nikt nie jest w stanie wypełniać tych przepisów w sposób całkowity. W duchowości prawosławnej, generalnie dalekiej od mentalności jurydycznej, stanowi to nieraz poważny dylemat moralny i intelektualny.

Ekumenizm rozumiany jako bliska współpraca rzymskich katolików i prawosławnych nie mieści się w ujęciu, za którym opowiedziała się w ostatnich latach Cerkiew bułgarska

Druga grupa teologów, a za nią hierarchów i duchownych przyznaje, że Kanony to swego rodzaju ogólne wskazania, decyzje podejmowane wtedy, gdy w Kościele pojawiały się rozmaite kontrowersje teologiczne i społeczne. Ścisła i bezwzględna interpretacja tych dokumentów bez wzięcia pod uwagę innych kontekstów, w szczególności ekonomii cerkiewnej, miałaby więc charakter postawy bliskiej fundamentalizmowi religijnemu.

Drogę ścisłej interpretacji niektórych Kanonów wybrała właśnie w ostatnich latach Cerkiew w Bułgarii, której oficjalnie wiernymi jest ponad 70 proc. mieszkańców tego kraju. Warto w tym miejscu przypomnieć, że w 2016 roku Bułgarzy byli jedną z tych autokefalii, które odmówiły wzięcia udział w Soborze Panprawosławnym odbywającym się na Krecie. Nie da się ukryć, że ekumenizm rozumiany jako bliska współpraca rzymskich katolików i prawosławnych jako wiernych należących do Kościołów siostrzanych (którym w istocie jest do siebie teologicznie dość blisko), nie mieści się w ujęciu, za którym opowiedziała się w ostatnich latach Cerkiew bułgarska.

Paradoksy

Stanowisko ścisłej interpretacji Kanonów paradoksalnie wikła się czasem w duże sprzeczności. Ta sama Cerkiew bułgarska opowiada się równocześnie za udzieleniem autokefalii sąsiedniej, wciąż niekanonicznej Cerkwi w Macedonii Północnej. Powołano ją jeszcze za czasów komunistycznej Jugosławii w 1958 roku, a w 1967 roku jednostronnie odłączyła się ona od Cerkwi serbskiej. Bułgarzy uznali nawet, że są Cerkwią-matką dla struktury w Macedonii, a więc – według zasad obowiązujących w chrześcijaństwie prawosławnym – mogą mieć decydujący głos w udzieleniu Macedończykom tomosu [dekretu o autokefalii]. W zeszłym roku Cerkiew bułgarska przekazała nawet duchownym tej struktury święty ogień z Jerozolimy podczas wielkosobotniej nocy.

Działania takie spotykają się z ostrą reakcją prawosławnego patriarchatu w Belgradzie, który, podobnie jak Moskwa Ukrainę, uważa teren Macedonii Północnej za własne terytorium kanoniczne. Sytuacja jakościowa macedońskiego rozłamu jest jednak odmienna od ukraińskiej – niemal 90 proc. Macedończyków należy do Cerkwi niekanonicznej, a pozostające w jurysdykcji serbskiej arcybiskupstwo w Ochrydzie z arcybiskupem Jovanem i trzema biskupami jest znacznie mniejsze pod względem stanu posiadania.

Powołując się na Kanony apostolskie, Serbowie zarzucają Cerkwi w Bułgarii wspieranie macedońskiej schizmy i podziałów w Kościele.

Między Skopje, Sofią i Belgradem

W delegacji witającej biskupa Rzymu w stolicy Macedonii Północnej, obok prezydenta Ǵorge Iwanowa i premiera Zorana Zaewa, był również biskup niekanonicznej diecezji strumiszko-skopijskiej Cyryl.

Znajdując się na macedońskim gruncie, papież musiał wykazać się nie lada ostrożnością i zdolnościami dyplomatycznymi. Żażywne spotkania z hierarchami niekanonicznej Macedońskiej Cerkwi Prawosławnej naraziłyby go na dezaprobatę Serbii i tamtejszej Cerkwi.

Franciszek od lat zabiega o możliwość odwiedzenia Belgradu, ale mur rozbieżności pomiędzy Serbią i Watykanem zbudowany jest przede wszystkim na możliwej kanonizacji Alojzija Stepinaca, arcybiskupa Zagrzebia w latach międzywojennych i podczas II wojny światowej. Serbowie i Watykan powołali nawet specjalną komisję historyczną złożoną z Serbów, Chorwatów i przedstawicieli Stolicy Apostolskiej, badającej postawę Stepinaca wobec Hitlera oraz reżimu ustaszów.

Dało się odczuć oficjalny chłód tej wizyty. Kontrastujący chociażby z serdecznymi spotkaniami Pawła VI, Jana Pawła II, Benedykta XVI i samego Franciszka z Patriarchami Ekumenicznymi w Konstantynopolu

Zbytnie zbliżenie z macedońską Cerkwią niekanoniczą z pewnością wpłynęłoby na pogorszenie trudnych relacji, choć równocześnie – zdobyłoby może pewną sympatię Bułgarów, skłonnych do poparcia autokefalii Macedonii Północnej. Tym bardziej sama niekanoniczna Cerkiew w tym kraju zabiega o poparcie Watykanu, które jest dla niej istotne od strony wizerunkowej. Może niekiedy sprawiać u mniej bacznych obserwatorów mylne wrażenie ciążenia tej struktury ku Rzymowi i większego nastawienia ekumenicznego od innych, kanonicznych autokefalii.

Jak widać, skomplikowanym kotle bałkańskim wciąż wrze, a wszelkie jednostronne posunięcia przynoszą per saldo więcej szkody niż pożytku.

To, co jednoczy

Franciszek musiał więc siłą rzeczy w tej skomplikowanej układance postawić na uniwersalne przesłanie dotyczące solidarności z uchodźcami i wykluczonymi. To właśnie tereny Macedonii Północnej były w latach 2015-16 epicentrum tzw. szlaku bałkańskiego, przez którego przemierzały setki tysięcy uchodźców z Bliskiego Wschodu, Afryki i Azji. Pomimo naturalnych w takiej masie ludzi incydentów, postawa krajów byłej Jugosławii, w tym Macedonii Północnej, Serbii oraz Chorwacji została oceniona pozytywnie przez społeczność międzynarodową i instytucje Unii Europejskiej. Zorganizowano liczne obozy i hot-spoty dla kobiet z dziećmi, zbudowano szpitale polowe i punkty pomocy. W działalność charytatywną włączyła się również sąsiednia Grecja. To właśnie lokalne Kościoły chrześcijańskie (w tym Cerkiew prawosławna) poniosły ciężary tej pomocy, w szczególności pomocy żywnościowej oraz zapewnienia ubrań i środków higienicznych.

– Natychmiastowa solidarność oferowana tym, którzy byli wtedy w najbardziej dotkliwej potrzebie z powodu utraty wielu bliskich, a także domu, pracy i ojczyzny, przynosi wam chlubę i mówi o duszy tego narodu, który zaznając również niedostatków, rozpoznaje w solidarności i dzieleniu się dobrami drogi wszelkiego autentycznego rozwoju. Życzę, aby doceniono łańcuch solidarności, który wyróżnił tę sytuację nadzwyczajną na rzecz wszelkiego dzieła wolontariatu służącego wielu formom trudności i potrzeb – powiedział Franciszek w Skopje.

I właśnie te słowa wydają się znaczyć bardzo dużo w sytuacji złożonych podziałów religijnych, politycznych i historycznych. Pokazują one, że ostatecznie górą okazywały się nie konflikty i nienawiść, ale zwykła ludzka i chrześcijańska solidarność.