Chcę wierzyć, że wrażliwemu widzowi po seansie dokumentu Tomasza Sekielskiego przez gardło nie przejdzie już tak łatwo formułka o tym, że oskarżający księdza o pedofilię to kłamcy lub po prostu wrogowie Kościoła.

Jako redaktor Więź.pl często słyszę od naszych internetowych krytyków zarzut, że w ostatnich miesiącach zajmujemy się głównie serialem „księża to pedofilie” i produkujemy najchętniej kolejne materiały dotyczące wykorzystywania seksualnego nieletnich przez księży. Tylko że my nie możemy postępować inaczej.

Jeszcze kilkanaście lat temu temat wykorzystywania seksualnego dzieci w Kościele praktycznie nie istniał w debacie publicznej. Obecnie, gdy na jaw wychodzą kolejne przypadki, choćby tylko pisanie i nagłaśnianie sprawy „Kościół a pedofilia” (tak, nieco umownie i skrótowo, nazwaliśmy tag dotyczący przestępstw seksualnych księży wobec nieletnich) wynika z poczucia obowiązku. Obowiązku czysto ludzkiego, bo zawsze – jak mawiał Jacek Kuroń – lepiej być z bitymi niż z tymi, którzy biją, krzywda zaś wyrządzona bezbronnym to wyjątkowo perfidna zbrodnia. I chrześcijańskiego, bo głos ofiar duchownych to – jak uparcie powtarza papież Franciszek – głos samego Chrystusa. Ich ból i łzy – jak wierzę – są także Jego cierpieniem.

Film Sekielskiego pozwala zbliżyć się do perspektywy skrzywdzonych, choć w niewielkim stopniu „dotknąć” ich cierpienia. I docenić odwagę

Osoby skrzywdzone – latami zmuszane do milczenia, upokarzane i pogardzane – dziś mogą wreszcie zabrać głos. Czynią to choćby w dokumencie „Tylko nie mów nikomu”. Choć znaczna część historii, o których słyszymy na ekranie, została opisana wcześniej w mediach, obraz Tomasza Sekielskiego wnosi coś bezcennego do polsko-kościelnej debaty, i to na kilku polach.

Raczej niewielu z nas miało okazję wysłuchać osób wykorzystanych w dzieciństwie przez księży, ba – zapewne niewielu dokładnie czytało ich wstrząsające relacje. Co prawda, wcześniej powstało już kilka publikacji, np. ważna książka Artura Nowaka (jednego z bohaterów filmu) i Małgorzaty Szewczyk-Nowak „Żeby nie było zgorszenia”, napisana z perspektywy ofiar. Jednak film, a zwłaszcza dokument, jako medium wizualne ma chyba możliwość mocniejszego oddziaływania na odbiorcę niż literacki reportaż.

W „Tylko nie mów nikomu” to właśnie ofiary są w centrum opowieści. Słuchamy traumatycznych wspomnień, widzimy jak przeszłość rzutuje na ich późniejsze życie, jak wciąż muszą zmagać się z dawnymi koszmarami. Za pośrednictwem ukrytej kamery uczestniczymy w ich bezpośrednich konfrontacjach z oprawcami. To doświadczenie autentycznie poruszające i wstrząsające dla widza, pozwalające choć na krótką chwilę poznać perspektywę skrzywdzonych, choć w niewielkim stopniu „dotknąć” ich cierpienia. I docenić odwagę. Chcę wierzyć, że wrażliwemu widzowi tego filmu po seansie przez gardło nie przejdzie już tak łatwo formułka o tym, że oskarżający księdza o pedofilię to kłamcy lub po prostu wrogowie Kościoła.

No właśnie – Kościół. Sekielski bezlitośnie, ale uczciwie obnaża to, o czym większość krytycznie myślących katolików w Polsce wie lub domyśla się od dawna – problem wykorzystywania seksualnego dzieci przez księży dotyczy naszego kraju, nie ma w dodatku charakteru pojedynczego, ale systemowy. I trwa właściwie do czasów obecnych (nagranie przedstawiające księdza, mającego sądowy zakaz zbliżania się do dzieci, który głosi dla nich rekolekcje, zostało zarejestrowane pod koniec 2018 roku!). Druzgocące i wołające o pomstę do nieba są zarówno czyny samych sprawców, jak i reakcja na nie kościelnych przełożonych.

„Tylko nie mów nikomu” wyraźnie pokazuje, że biskupi nie radzili sobie z przestępstwami (obawiam się, że dalej sobie nie radzą) – transfery sprawców z parafii do parafii lub z diecezji do diecezji, bagatelizowanie zarzutów i niepilnowanie postanowień sądowych to niestety nie legendy miejskie, ale ponura rzeczywistość. Zamiast empatii skrzywdzeni spotykali się z lekceważeniem, korporacyjną solidarnością księży, tytułową zmową milczenia. Kilka dni temu abp Charles Scicluna, sekretarz pomocniczy Kongregacji Nauki Wiary, który z ramienia Watykanu od lat walczy z przestępstwami seksualnymi w Kościele, tłumaczył, że nikt w Kościele, nawet biskup, nie jest ponad prawem. Rozumiem tych, którzy po obejrzeniu „Tylko nie mów nikomu” uznają, ze zasada ta nie dotyczy Kościoła w Polsce.

W filmie Sekielskiego Małgorzata Szewczyk-Nowak przytacza niezwykle istotną tezę dotyczącą sprawców przestępstw seksualnych w Kościele, a tak naprawdę źródeł całego kryzysu. Otóż faktyczni pedofile stanowią jedynie niewielki procent wśród kościelnych przestępców. Zdecydowana większość to osoby, które z powodu niedojrzałości psychoseksualnej próbują zaspokoić swój popęd poprzez kontakty z dziećmi (to dla nich łatwiejsze niż relacje z dorosłymi). Teza ta dobrze znana jest na gruncie kościelnym, powtarzają ją między innymi o. Adam Żak SJ i Ewa Kusz z krakowskiego Centrum Ochrony Dziecka. Tyle że niewielu w Kościele wyciąga z niej przerażający wniosek – winę za wykorzystywanie seksualne nieletnich w jakimś stopniu ponosi niedbała formacja seminaryjna, która zamiast pracy nad ludzką dojrzałością kandydata do kapłaństwa wbija mu klerykalne poczucie wybraństwa i wyższości, zostawia go samemu sobie i następnie kieruje głównie do… pracy z dziećmi. W ten sposób kościelne struktury sprzyjają późniejszym zbrodniom w swoich szeregach.

By wyjść z obecnego kryzysu, Kościół potrzebuje naprawdę gruntownej przemiany i porzucenia klerykalnej mentalności

Jest jeszcze jeden smutny wymiar tego, jak Kościół w Polsce nie radzi sobie z problemem. W dokumencie wyraźnie widać, że duchowni – nie sprawcy, ale ci, którzy mają z nimi kontakt – boją się kontaktów z twórcami dokumentu. Zapewne – podobnie jak biuro prasowe Konferencji Episkopatu Polski – są przekonani o „braku bezstronności” Tomasza Sekielskiego, nie-katolickiego dziennikarza. Wciąż przed nami czas, kiedy osoby z zewnątrz Kościoła będą traktowane w nim nie jak wrogowie, a jako sojusznicy. I nawet wydane w personalistycznym, empatycznym tonie oświadczenia prymasa Polski i przewodniczącego episkopatu niewiele tu zmienią. Niewiele, bo oni sami wcześniej odmówili udziału w filmie.

By wyjść z obecnego kryzysu, Kościół potrzebuje naprawdę gruntownej przemiany i porzucenia klerykalnej mentalności. Być może wiele jego pozornie nienaruszalnych form nie przetrwa burzy. Pytanie, czy będzie nad czym płakać. Kilka dni temu papież Franciszek powiedział w mocnym przemówieniu do przedstawicieli rzymskiej diecezji: „Któregoś dnia Duch Święty kopniakiem przewróci stół i trzeba będzie zaczynać od nowa”. Oby przewrócił. Gdy instytucja bierze stronę bijących, a nie bitych, sprawców zła, a nie ich ofiar, obraża Boga i człowieka.

Zranieni w Kościele