Niezbędna jest szersza reforma systemu ochrony zdrowia psychicznego, obejmująca nie tylko leczenie i diagnozowanie zaburzeń, ale też holistyczne spojrzenie na higienę psychiczną człowieka – w edukacji, mediach, debacie publicznej, na rynku pracy.

Trzynastolatek zmagający się z depresją wyskoczył z okna wieżowca w Pile. Czternastolatek powiesił się w swoim domu w Gorczynie. Jedenastoletni chłopiec z Olsztyna odebrał sobie życie. Wiadomo, prasa uwielbia epatować drastycznymi wydarzeniami – skonstatują niektórzy. Problem jednak zdecydowanie wykracza poza sensacyjne doniesienia prasowe.

Raport Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę pt. „Dzieci się liczą 2017” wskazuje, że pod względem samobójstw nieletnich Polska jest na niechlubnym drugim miejscu w Europie. W 2017 r. policja odnotowała 730 prób samobójczych wśród osób do 18. roku życia. Jest to ponaddwukrotny wzrost w porównaniu do roku 2013. Spośród tych prób niestety 116 zakończyło się śmiercią. Najczęstszą przyczyną zamachu samobójczego są zaburzenia psychiczne. I choć dane na pierwszy rzut oka mogą wskazywać, że pod tym względem nie jesteśmy w najgorszej sytuacji w porównaniu do innych krajów, to bardziej szczegółowa analiza problemów ze zdrowiem psychicznym w Polsce dostarcza powodów do niepokoju. I nie dotyczy to nie tylko dzieci i młodzieży.

Zaburzenia zdrowia psychicznego są coraz poważniejszym zagrożeniem na całym świecie. Dane Światowej Organizacji Zdrowia wskazują, że 27 proc. dorosłych mieszkańców UE wraz z Islandią, Norwegią i Szwajcarią doświadczyło przynajmniej jednego z zaburzeń psychicznych. Oznacza to, że problemy ze zdrowiem psychicznym miały około 83 miliony mieszkańców tych krajów Europy, przy czym dane te są nadal zaniżone, gdyż nie uwzględniają wszystkich zaburzeń, nie była także badana grupa Europejczyków powyżej 65. roku życia.

Zdrowie psychiczne w stanie zapaści

Jak na tym tle wygląda Polska? Zdrowie psychiczne Polaków rzadko badane jest w sposób systematyczny, dlatego często brakuje aktualnych i pełnych danych – trzeba posługiwać się najnowszymi, które są dostępne. Te jednak nie przedstawiają pozytywnego obrazu.

W 2012 r. w badaniu CBOS większość Polaków uznała, że warunki życia w Polsce są szkodliwe dla zdrowia psychicznego i zwiększają ryzyko zachorowania na choroby psychiczne. Choć wśród tych warunków najczęściej wymieniano wówczas te ekonomiczne, przede wszystkim bezrobocie, które przez ostatnie lata znacząco się zmniejszyło, to na przestrzeni lat coraz więcej badanych wskazywało na wpływ złych stosunków między ludźmi.

Potwierdza to Michał Józef Kawecki, psycholog, terapeuta i jeden ze współtwórców Społecznego Towarzystwa Oświatowego: – Zdrowie psychiczne Polaków jest w chwili obecnej w stanie zapaści, którą powoduje dramatyczna nierównowaga między emocjami dodatnimi i ujemnymi. Ta nierównowaga wynika z sytuacji w kraju, z atmosfery międzyludzkiej, z internetowego hejtu.

Na ochronę zdrowia psychicznego mamy mało pieniędzy, brakuje nam lekarzy, pielęgniarek psychiatrycznych, terapeutów środowiskowych, rehabilitantów, specjalistów i instruktorów

Zdaniem psychologa to „nakręcenie” negatywnej atmosfery negatywnie odbija się na rozumie – nie może on już stanowić siły łagodzącej emocje i nadającej im formę. – Czynnik rozumowy odgrywa coraz mniejszą rolę – mówi Kawecki. – Jest po prostu tłumiony i dezorganizowany przez emocje ujemne: nienawiść, lęk o przyszłość, strach przed dniem jutrzejszym.

Podobne problemy diagnozowali Polacy u siebie w cytowanym badaniu CBOS – do trudnych emocji, których odczuwanie najczęściej deklarowali, należały: zdenerwowanie i rozdrażnienie, zniechęcenie, bezradność oraz lęk o przyszłość.

Jedną z najważniejszych przyczyn pogorszenia jakości życia są tzw. zaburzenia afektywne, w tym najbardziej rozpowszechniona spośród nich depresja. Można już bez wątpliwości powiedzieć, że mamy do czynienia z niebezpieczną chorobą cywilizacyjną. Na świecie choruje na nią ponad 320 mln ludzi. Światowa Organizacja Zdrowia przewiduje, że w ciągu najbliższych 20 lat zaburzenia depresyjne stanie się najczęstszym problemem zdrowotnym. Według danych WHO w 2015 r. w Polsce na depresję cierpiało niemal 1,9 mln osób. Wśród 28 krajów Unii Europejskiej Polska pod względem odsetka osób, u których zdiagnozowano depresję, znajduje się na 10. miejscu.

Strach przed leczeniem

W pierwszej chwili można powiedzieć, że sytuacja nie jest najgorsza. Jednak trzeba pamiętać, że badanie Eurostatu, którego dane przytaczam, mówi o zaburzeniu zdiagnozowanym. A Polacy nadal wstydzą się chodzić do psychiatry i do psychologa. Do osób cierpiących na zaburzenia psychiczne przykleja się stygmatyzujące etykietki. Co prawda w ostatnich latach stajemy się bardziej otwarci na pomoc z zewnątrz, jednak to otwarcie napotyka na wiele barier. Za ten stan rzeczy odpowiadają nie tylko same zaburzenia psychiczne czy brak wiedzy, ale też kwestie etyczne.

– Chęć udania się do specjalisty ściśle wiąże się z odwagą poszukiwania prawdy dotyczącej sytuacji w rodzinie, sytuacji w relacji ze współmałżonkiem, w relacji z dziećmi – mówi Michał Józef Kawecki. – Ale poza odwagą potrzeba jeszcze pokory i skruchy. Jeśli tych cech człowiek w sobie nie odnajdzie, a będzie preferował źle pojętą dumę, pychę, fanatyzm wyznawanych poglądów, to wówczas nie ma szans na skorzystanie z pomocy – chęć poznania prawdy zamieni się w podejrzliwe, nieufne nastawienie także do psychologa i jawne odrzucenie ich usług.

Tymczasem rezygnacja z szukania pomocy może się skończyć tragicznie. Zaburzenia depresyjne – zwłaszcza nieleczone – są chorobą śmiertelną. Szacunki dotyczące śmiertelności są różne: lekarze wskazują, że od 15 do 25 proc. chorych decyduje się na próbę samobójczą.

W latach 2013–2017 znacząco wzrosła liczba Polaków, którzy targnęli się na swoje życie. Najczęściej na taką próbę decydują się osoby między 25. a 34. rokiem życia. Także wśród osób w tym wieku wyraźnie zwiększyła się liczba prób samobójczych, jednak największy wzrost odnotowano wśród dorastającej młodzieży.

Jeśli chcielibyśmy na podstawie danych statystycznych zbudować portret typowej osoby podejmującej próbę samobójczą, to byłby to młody, samotny mężczyzna (kawaler) z wykształceniem zasadniczym zawodowym lub podstawowym, bezrobotny. Jednak często na taki czyn decydują się także osoby żonate lub zamężne, posiadające stałą pracę i wykształcenie średnie. Decyzję o próbie samobójczej podejmują więc ludzie stojący u progu życia zawodowego i rodzinnego, często uginający się pod presją ubóstwa lub wymagań rynku pracy.

Badania wskazują, że na nasze zdrowie psychiczne bardzo silnie wpływa stres zawodowy, zarówno ten związany z poszukiwaniem pracy, jak i ten w miejscu pracy. Ponad trzy czwarte Polaków doświadcza stresu w pracy co najmniej raz w miesiącu, a niemal jedna piąta – codziennie. Jak wskazuje badanie The Workforce View in Europe 2017, jesteśmy w pracy bardziej zestresowani od Włochów, Brytyjczyków, Niemców, Francuzów, Szwajcarów, Holendrów i Hiszpanów. Mimo spadającego bezrobocia, odczuwamy też nieustannie niepewność na rynku pracy. Według danych ZUS w ciągu sześciu lat liczba wolnych dni, które wzięli Polacy z powodu zaburzeń psychicznych, wzrosła o ponad 70 proc.

Z drugiej strony od czasu transformacji ustrojowej nie potrafiliśmy do dzisiaj wypracować na skalę masową właściwych relacji między przełożonym a pracownikiem. Bolesnym wyrazem tego jest znana powszechnie sprawa domniemanego mobbingu w stowarzyszeniu „Wiosna” pod przewodnictwem ks. Jacka Stryczka, ale też niesłychana popularność akcji „Tygodnika Powszechnego”, zachęcającej czytelników do pisania listów na temat przemocy w pracy. „Jak to sp…sz, to cię zaj…ę”, „Do worka jak koty i do Wisły”, „Przyszłaś tu do pracy, a nie na seks” – takie słowa słyszą bohaterowie reportaży i autorzy listów. A te wciąż napływają.

Problemy z prewencją

My, Polacy, potrzebujemy zbiorowej terapii, a póki co wszystko wskazuje na to, że na wielu płaszczyznach nie umiemy radzić sobie z problemami psychicznymi. Działania m.in. mające ograniczyć problem samobójstw przewidywał Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego. Dziś Najwyższa Izba Kontroli mówi już otwarcie o fiasku tego programu. Dość zauważyć, że w trakcie jego realizacji nastąpił wzrost liczby zamachów samobójczych zakończonych zgonem o ponad 60 proc.

„Fiasko Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego uniemożliwiło tworzenie spójnego i zróżnicowanego systemu skutecznej prewencji i leczenia zaburzeń psychicznych” – czytamy w raporcie NIK. Na ochronę zdrowia psychicznego mamy też mało pieniędzy; brakuje nam lekarzy, pielęgniarek psychiatrycznych, terapeutów środowiskowych, rehabilitantów, specjalistów i instruktorów.

Przedstawiony tu obraz może wydawać się bardzo pesymistyczny. Nie jest tak jednak do końca. Jak pisałem wcześniej, mimo niedostatków kadry Polacy szukają wsparcia u psychiatry i psychologa coraz częściej. Pomóc może też Kościół. Religijność – na co wskazują badania osób niezwiązanych z Kościołem (np. „Diagnoza społeczna” prof. Janusza Czapińskiego) – pozytywnie wpływa na dobrostan psychiczny. Ważne tylko, by była to religijność zdrowa, nieneurotyczna – gdyż, jak mówi o. Jacek Prusak, jezuita i psychoterapeuta, bywają i takie formy religijności, które cierpienie psychiczne rozumieją jako wyraz szczególnej bliskości z Bogiem.

Co możemy jeszcze zrobić, by poprawić sytuację? Potrzeba wiedzy, bo cały czas zdarza nam się mylić psychologa z psychiatrą. Niezbędne są rozwiązania systemowe, gdyż jak wskazuje cytowany wcześniej raport NIK, z koordynacją działań na rzecz zdrowia psychicznego nie jest najlepiej. Potrzebna jest szersza reforma systemu ochrony zdrowia psychicznego, obejmująca nie tylko leczenie i diagnozowanie zaburzeń, ale też holistyczne spojrzenie na higienę psychiczną człowieka – w edukacji, mediach, debacie publicznej, na rynku pracy. Mamy zasoby, mamy dobre chęci – musimy działać. Michał Józef Kawecki patrzy w przyszłość z ostrożnym optymizmem: – Ludzie otwarci, którzy nie są zaślepieni w swoich poglądach, przekonaniach, są chętni do korzystania z pomocy fachowców – stwierdza. – I sądzę, że ten ruch poradnictwa będzie się z czasem nasilał.

Nadzieja na poprawę sytuacji, na wielką terapię Polaków istnieje, choć to, czy ją zrealizujemy, zależy w dużej mierze od nas samych.

Tekst ukazał się w kwartalniku „Więź” wiosna 2019

Więź, wiosna 2019

Zamów tutaj