Nastał nowy etap historii prawosławia w Rosji: neoimperialny lub neosowiecki. Nowe imperium potrzebuje zarówno religii jako formy legitymizacji niedemokratycznej władzy, jak i sowieckiej przeszłości jako mitologicznego okresu wielkich bohaterów.

Po upadku Związku Radzieckiego Rosja wkroczyła w przedłużający się kryzys tożsamości[1]. Stały przed nią dwie drogi – albo europejska demokratyzacja, albo euroazjatycki autokratyzm. Na początku lat 90. wybór został dokonany na korzyść demokracji. Społeczeństwo zaczęło odsuwać się od sowieckiego imperium.

Najpierw powszechny szacunek

Mówiąc o silnej pozytywnej tożsamości Rosji, James Billington twierdził, że będzie ona możliwa tylko w jednym przypadku: „Jeśli Rosjanie będą w stanie harmonijnie połączyć zachodnie instytucje polityczne i gospodarcze z restaurowaniem religijnych i moralnych instytucji własnej kultury”. W latach 90. cel ten wydawał się całkiem możliwy do osiągnięcia.

Ówczesne przebudzenie religijne, patrząc z zewnątrz, przybierało demokratyczne i autentycznie kanoniczne formy. Narodził się szeroki ruch świeckich, który jednoczył liczne inicjatywy w różnych regionach ówczesnego Związku Radzieckiego. Już jesienią 1990 r. ruch ten przybrał kształt Związku Bractw Prawosławnych. Wiele diecezji w państwach, które uzyskały niepodległość po rozpadzie ZSRR (Estonia, Łotwa, Mołdawia, itd.), uzyskało status autonomicznych Kościołów. Rozpoczął się proces kanonizowania nowych rosyjskich męczenników i wyznawców, którzy ucierpieli w latach prześladowań.

Cerkiew otrzymała od społeczeństwa, a następnie również od państwa, ogromny kredyt zaufania jako wspólnota, która pomimo długiego okresu prześladowań zdołała przetrwać i zachować tożsamość pomimo okrutnych represji

Był to wyraźny gest odrzucenia poprzedniej polityki milczenia. Kilka lat wcześniej sama wzmianka o komunistycznych prześladowaniach i wymienienie nazwisk ofiar było niebezpieczne. Nie do pomyślenia była nawet możliwość kanonizacji tych, którzy otwarcie potępili zbrodnie władzy sowieckiej. Powoli – w dużej mierze „po omacku”, bez gotowych wzorców – odradzało się życie parafialne, religijne i charytatywne.

Cerkiew otrzymała od społeczeństwa, a następnie również od państwa, ogromny kredyt zaufania jako wspólnota, która pomimo długiego okresu prześladowań zdołała przetrwać i zachować tożsamość pomimo okrutnych represji. Nie tylko Cerkiew prawosławna w całości, ale dosłownie każdy ksiądz, każda osoba w habicie cieszyła się powszechnym szacunkiem. W pewnym sensie autorytet duchownego był tożsamy z autorytetem Cerkwi i przez wielu było to uznawane za coś zupełnie naturalnego.

Na tym etapie przebudzenia religijnego – nazwijmy go: „kościelne odrodzenie 1.0” – Cerkiew stała się istotną częścią procesu ideowego i kulturowego zrywania z sowiecką przeszłością. Dla wielu osób ważne było to, co Cerkiew starała się kultywować: przede wszystkim tradycyjna rosyjska kultura, ale inna niż ta, którą wszyscy znali, niesowiecka. Kościół przyciągał uwagę nawet tych, którzy nie byli zainteresowani prawdami wiary i kultem. Miliony ludzi chciały stać się częścią tej kultury, ale przytłaczająca większość nie wiedziała, jak to zrobić. Właśnie w tej społecznej konsternacji należy szukać przyczyn całkowicie bezprecedensowego szacunku dla prawosławnych duchownych. Dla wielu księża stali się przewodnikami po nieznanym świecie „innej Rosji”.


[1] Jest to poszerzona wersja artykułu, który ukazał się pierwotnie w kwartalniku „Страницы: Богословие. Култура. Образование” 2017, nr 2, s. 220-228.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź” wiosna 2019

Więź, wiosna 2019

Zamów tutaj