Współczesne dzieci i nastolatki nie zostały wyposażone w wiedzę, że trudności i niepowodzenia są naturalną częścią życia. Nie nauczono ich, jak sobie z nimi radzić, nie pokazano, że bardzo często wpisane są one w drogę do sukcesu – mówi Lucyna Kicińska, koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży, w rozmowie z „Więzią”.

Katarzyna Jabłońska: Psychiatrzy i psycholodzy w Polsce i na świecie alarmują, że stan naszego zdrowia psychicznego coraz bardziej się pogarsza. Dotyczy to, niestety, również dzieci i młodzieży. Państwa fundacja – Dajemy Dzieciom Siłę – od ponad dziesięciu lat prowadzi Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży. Przez ten czas odebrali Państwo niemal milion dwieście tysięcy połączeń. Jak często są to telefony związane z problemami zdrowia psychicznego?

Lucyna Kicińska: Z każdym kolejnym rokiem naszego działania odbieramy coraz więcej telefonów i maili (przez te dziesięć lat istnienia otrzymaliśmy ponad 55 tysięcy wiadomości mailowych) dotyczących właśnie zdrowia psychicznego. Obecnie to najczęstszy temat poruszany przez dzieci i nastolatków.

Wystarczy porównać nasze statystyki za rok 2017 i 2018, żeby zobaczyć, że problemów związanych ze zdrowiem psychicznym wśród dzieci i młodzieży jest coraz więcej.

BEZRADNI I SAMI

Wymienione przez Panią liczby świadczą chyba nie tylko o tym, że dziś dzieci i młodzież częściej niż np. przed dziesięciu laty doświadczają trudnych stanów psychicznych i emocjonalnych, w których efekcie może rozwinąć się np. depresja lub mogą pojawić się myśli i próby samobójcze. Te dane pokazują również, że współczesne dzieci i nastolatki są bardzo kruche psychicznie.

– Rzeczywiście, dużej części współczesnych dzieci i nastolatków brakuje odporności psychicznej. Nie mają one umiejętności konstruktywnego radzenia sobie z problemami oraz z trudnymi emocjami – jak właśnie napięcie, smutek, lęk, złość czy stres – ponieważ nikt ich tego nie nauczył.

Dodatkowo, dominujący dziś przekaz medialny buduje w nich nieprawdziwy obraz świata, który zapełniają piękni, szczęśliwi, niemal nieustannie uśmiechnięci ludzie sukcesu. Dzieci i młodzież nie tylko chcieliby tacy być, ale mają poczucie, że tacy być powinni, że otoczenie – rodzice, w ogóle dorośli, ale też i rówieśnicy – tego właśnie od nich oczekuje.

Zazwyczaj rodzice, kiedy w końcu dociera do nich, jak poważne problemy ma ich dziecko, są przerażeni. Tyle że proces zauważania problemów jest bardzo długi, najczęściej rodzice widzą go w fazie eskalacji. Nie spostrzegli sygnałów, zbagatelizowali albo źle oczytali symptomy

Współczesne dzieci i nastolatki nie zostały wyposażone w wiedzę, że trudności i niepowodzenia są naturalną częścią życia. Nie nauczono ich, jak sobie z nimi radzić, nie pokazano, że bardzo często wpisane są one w drogę do sukcesu – to czyni tych młodych bezbronnymi. Kiedy więc pojawią się trudności – a one przecież muszą się pojawić – dziecko czy nastolatek są wobec nich bezradni. Takie dziecko często myśli w kluczu: „Mam problemy dlatego, że jestem niewystarczająco dobry, gorszy od innych, jestem do niczego”. Taka samoświadomość bardzo zawstydza, osłabia, obniża poczucie własnej wartości, co może powodować apatię, dalsze obniżenie nastroju, ale też agresję i autoagresję. Jeśli dziecko czy nastolatek nie dostaną tu wsparcia, pojawić się mogą depresja (u 20 proc. polskich dzieci i nastolatków diagnozowane jest depresja a u 30 proc. stany depresyjne), zaburzenia jedzenia, samookaleczanie, agresja, myśli i próby samobójcze.

Specjaliści od dawna dowodzą, że to przede wszystkim wsparcie rodziców zwiększa odporność psychiczną dzieci i nastolatków oraz zmniejsza ryzyko rozwoju zaburzeń psychicznych. Wydaje się, że w przeważającej większości rodzice troszczą się o swoje dzieci. Dlaczego więc tak wiele z nich ma się aż tak źle?

– Dziesięć lat działania naszego telefonu zaufania pokazuje bardzo smutną prawdę – dzieci i młodzież są bardzo często pozostawione ze swoimi problemami same sobie. Nie znaczy to, że rodziców nie obchodzą własne dzieci. W przeważającej części bardzo im na nich zależy. Zazwyczaj rodzice, kiedy w końcu dociera do nich, jak poważne problemy ma ich dziecko, są przerażeni. Tyle że proces zauważania problemów jest bardzo długi, najczęściej rodzice widzą go w fazie eskalacji. Nie spostrzegli sygnałów, zbagatelizowali albo źle oczytali symptomy, które wskazywały na to, że z ich dzieckiem dzieje się coś niepokojącego.

Tę sytuację można wyjaśnić tym, że zatrważająca liczba dorosłych – dotyczy to także rodziców – nie stwarza dzieciom przestrzeni do rozmowy. Dziś w rodzinie bardzo często nie ma zwyczaju i umiejętności rozmawiania. Coraz częściej – i ta tendencja niestety się pogłębia – dorośli nie potrafią rozmawiać ze sobą, nie potrafią także rozmawiać ze swoim dzieckiem. Nie nauczono ich tego, nie żyjemy już dziś w rodzinach wielopokoleniowych, w których rozmowa była czymś naturalnym i oczywistym. Obecnie nawet podczas spotkań rodzinnych czy wspólnych wakacji rozmowy jest mało. Albo patrzymy w telewizor lub w ekran komórki, albo mamy słuchawki na uszach, albo skupiamy się na odpoczynku. Jeśli więc rodzice nie rozmawiają z swoimi dziećmi, a jeszcze dodatkowo spędzają z nimi zbyt mało czasu – bo często dużo pracują, a dzieci wciąż są na jakiś zajęciach dodatkowych – to automatycznie mają mały wgląd w to, czego doświadcza, co przeżywa i czuje ich dziecko.

A w życiu dzieci i nastolatków dzieje się dużo. I niestety często nie są to dobre rzeczy. Z przeprowadzonego w 2018 r. przez Państwa fundację badania wynika, że 72 proc. dzieci i nastolatków (w wieku 11–17 lat) doświadczyło jakiejś formy krzywdzenia.

– To 72 proc. oznacza, że na każde dziesięcioro dzieci aż siedmioro zostało skrzywdzonych. Te dane pokazują, jak bardzo – często nieświadomie – zawodzimy jako dorośli, których zadaniem jest przecież chronienie dzieci przed przemocą, dawanie im poczucie bezpieczeństwa, uczenie, jak radzić sobie z trudnościami, i wspieranie w pokonywaniu ich.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź” wiosna 2019

Więź, wiosna 2019

Zamów tutaj