Wielu ludzi należących do Kościoła pyta: „Jak możemy uznać, że nasi pasterze będą troszczyć się o nas i nasze dzieci, skoro tak bezdusznie reagowali w sytuacjach, które zaalarmowałyby każdego trzeźwo mylącego człowieka?”. To jest źródło rosnącego braku zaufania do nas, biskupów.

Fragment tekstu wystąpienia podczas watykańskiego spotkania przewodniczących krajowych konferencji episkopatów na temat ochrony małoletnich, 22 lutego 2019 roku. Tytuł pochodzi od redakcji 

Smutnym faktem jest, że wielu ludzi należących do Kościoła – nie tylko ci, którzy bezpośrednio doznali przemocy czy ich rodzice, ale ogół wiernych – zastanawia się, czy my, pasterze Kościoła, w pełni rozumiemy tę rzeczywistość, szczególnie gdy widzą z naszej strony brak troski o wykorzystane dzieci lub, co gorsza, kiedy problem ten jest tuszowany w imię ochrony sprawcy bądź instytucji. Zadają sobie pytanie: „Jeżeli pasterze Kościoła mogli w tak niewielkim stopniu wykazywać się duszpasterską troską w sytuacjach tak oczywistych jak wykorzystywanie seksualne dziecka, to czy nie świadczy to o tym, jak bardzo są oderwani od nas, rodziców, dla których dziecko jest najukochańszym skarbem? Czy rzeczywiście możemy uznać, że nasi pasterze będą troszczyć się o nas i nasze dzieci w zwykłych sytuacjach życiowych, skoro tak bezdusznie reagowali w sytuacjach, które zaalarmowałyby każdego trzeźwo mylącego człowieka?”. To jest źródło rosnącego braku zaufania w nasze prowadzenie, nie wspominając już o oburzeniu naszych wiernych.

Moje przesłanie jest bardzo proste. Żaden z elementów strukturalnych, które uchwalamy jako synodalny Kościół, choć są one bardzo ważne, nie może nas prowadzić wiernie w Chrystusie, jeśli nie zakorzenimy wszystkich naszych rozważań w przeszywającym bólu tych, którzy byli wykorzystywani i rodzin, które z nimi cierpiały. Kościół musi stać się jak ta opłakująca dziecko matka, którą spotkałem w Chicago. Kościół naprawdę musi być Pietą, „zbolałą matką”, złamaną cierpieniem, pocieszającą przez ogarnięcie miłością, nieustannie wskazującą na czułą miłość Boga wśród boleści spustoszenia dokonanego w tych, którzy zostali zmiażdżeni przez nadużycia ze strony duchownych.

Radykalne słuchanie

Chcielibyśmy, aby w obliczu wykorzystywania seksualnego osób małoletnich przez duchownych Kościół mógł okazać się kochającą matką. Każda reforma – strukturalna, prawna czy instytucjonalna – mająca na celu stawienie czoła temu olbrzymiemu wyzwaniu, jakim w obecnym momencie jest rzeczywistość przemocy seksualnej, której dopuszczali się księża, musi być kształtowana przez cztery zasady postępowania zakorzenione w synodalności.

Pierwsza z tych zasad to przyjęcie nieustannej postawy radykalnego słuchania, aby zrozumieć rujnujące doświadczenie tych, którzy zostali wykorzystani seksualnie przez duchownych. To właśnie w ten sposób powinniśmy rozumieć prośbę papieża Franciszka, abyśmy przygotowali się do naszego obecnego spotkania przez osobiste dotknięcie doświadczeń osób, które zostały wykorzystane i rozmowy z nimi.

Kościół jako kochająca matka musi nieustannie otwierać się na rozdzierającą serce rzeczywistość dzieci, których rany nigdy się nie zagoją. Taka postawa słuchania wzywa nas do odrzucenia instytucjonalnego dystansu i relacyjnych klapek na oczach, które uniemożliwiają nam stanięcie twarzą w twarz z brutalnym zniszczeniem życia dzieci i innych bezbronnych osób, jakie niesie przemoc seksualna ze strony osoby duchownej.

Kościół naprawdę musi być Pietą, „zbolałą matką”, nieustannie wskazującą na czułą miłość Boga wśród boleści spustoszenia dokonanego w tych, którzy zostali zmiażdżeni przez nadużycia ze strony duchownych

Nasze słuchanie nie może być bierne. Nie możemy czekać aż ci, którzy zostali wykorzystani, znajdą sposób dotarcia do nas. Przeciwnie, nasze słuchanie powinno być aktywne, powinniśmy odszukać tych, którzy zostali zranieni i starać się im służyć. Słuchając, musimy zgodzić się na przyjęcie wyzwania, a także konfrontację czy nawet potępienie za dawną i współczesną niewydolność Kościoła w zapewnianiu bezpieczeństwa tym, którzy są najcenniejsi w Bożej owczarni.

Nasze słuchanie musi być też uważne i wyczulone. Musimy rozumieć, że w obliczu oznak wykorzystania seksualnego zadanie dane nam przez Boga możemy wypełnić jedynie przez dociekanie prawdy, wytrwałość i działanie.

I wreszcie naszemu słuchaniu musi towarzyszyć gotowość stawienia czoła poważnym i okrutnym błędom niektórych biskupów i przełożonych, popełnionym podczas podejmowania kwestii przemocy seksualnej. Niezbędna jest także zdolność rozróżniania, abyśmy zrozumieli, jak wprowadzić sprawiedliwą rozliczalność w obliczu tych masowych błędów.

Tłum. Agata Jankowiak

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź” wiosna 2019

Więź, wiosna 2019

Zamów tutaj