Generowanie nienawiści wobec narodu żydowskiego w kontekście Wielkiego Piątku to nic innego jak bluźniercze używanie religii w kontekście podżegania – jeśli nawet tylko symbolicznego – do zbrodni.

Muszę przyznać, że jestem w głębokiej konfuzji. Sceny ukazujące tzw. sąd nad Judaszem sprzed kilku dni w podkarpackim Pruchniku, mną wstrząsnęły. Nie wyobrażałem sobie, że ktoś mógłby w XXI wieku tak otwarcie dopuścić do publicznego odgrywania scen przemocy symbolicznej ukazującej społeczną nienawiść do narodu żydowskiego. To czyn godny potępienia i ekspiacji. Niestety, internet szybko obiegły analogiczne sceny przemocy symbolicznej w różnych środowiskach żydowskich – tym razem było to tzw. wieszanie Hamana dokonywane w żydowskie święto Purim. Przyznam, że nie znałem tej tradycji. Te zdjęcia i filmy wstrząsnęły mną równie mocno, a może i bardziej. Może dlatego, że były niespodziewane.

Podobieństwa i różnice

Dawid Warszawski na łamach „Gazety Wyborczej” („Bicie Judasza w Pruchniku: ludobójstwo zaczyna się od takich obrzędów”) porównuje obie tradycje, wskazując na istotne według niego różnice. Pierwsza to nieproporcjonalne rozpowszechnienie obu zwyczajów. Mówiąc skrótowo, sąd nad Judaszem wciąż jest – choć reliktowo – praktykowany (Grecja, Ameryka Łacińska), wieszanie Hamana to w obecnym stuleciu „jedynie trzy doniesienia z Ameryki Północnej”. Ten pierwszy był „od średniowieczna do współczesności zwyczajem bardzo rozpowszechniony w świecie chrześcijańskim”, ten drugi – występował tylko „w dawnych wiekach w niektórych gminach żydowskich”. Nie jestem historykiem, nie mam wiedzy, by te stwierdzenia podważać. W sieci są też zdjęcia ukazujące wieszanie Hamana w święto Purim z Jerozolimie. Więc może to nie tylko Nowy Jork.

A to druga różnica, na którą wskazuje Warszawski: „Judasz jednoznacznie symbolizuje Żydów w ogóle, Haman zaś – nie jakiś naród nieżydowski czy nie-Żydów w ogóle, lecz tych, których jacyś Żydzi uznają za swoich wrogów”. Mówiąc inaczej, sąd nad Judaszem jest antysemicki z natury, w przypadku wieszania Hamana nie można nadać jednoznacznej interpretacji temu, wobec kogo skierowana jest agresja. Może symbolizować każdego wroga jakieś grupy społeczności żydowskiej.

Dorzucę tu jeszcze tweet z Forum Żydów Polskich: „Porównywanie tego [spalenia Judasza] z wieszaniem Hamana w Purim jest nie do końca uczciwe. Haman był z rodu Amaleka – był Amalekitą – biblijnym, odwiecznym wrogiem Żydów. Amalekitów od tysięcy lat już nie ma. Nie istnieją. Judasz był Żydem. Żydzi istnieją. To jest poważna różnica”. Owszem, różnica. Ale podobieństwa też są. I może nawet przeważają. Przynajmniej w pierwszym odbiorze.

In effigie

Porównanie jednak obu tradycji – nawet jeśli jest „nie do końca uczciwe” – narzuca się samo. Pozostańmy na płaszczyźnie ikonograficznej, na tym, co daje się zobaczyć na zdjęciach i filmach, jeszcze bez szerszej egzegezy, która wyjaśni nam kontekst. I w jednym, i w drugim przypadku mamy do czynienia z kukłą człowieka. W tekście „Pragnienie unicestwienia. Jeszcze o stosach” pisałem: „No cóż, nie trzeba wielkiej przenikliwości, by się domyśleć, że praktykowane wciąż jeszcze – choć w formie zabawy – topienie marzanny w formie kukły to pozostałość po pławieniu czarownic in effigie. Ubolewać trzeba i nigdy nie dość się tego wstydzić, że praktykę palenia na stosie – najpierw czarownic, a potem heretyków – podjął wiele wieków później świat chrześcijański”.

Judasz, który w średniowieczu stał się archetypem wszelkiego zła, jest ucieleśnieniem wszystkich Żydów, dlatego w niektórych kulturach Dzień Judasza zaczęto nazywać Paleniem Żydów, a od spalenia kukły Judasza przechodzono niejednokrotnie do palenia żydowskich domów

Wieszanie czy palenie Judasza, jak również wieszanie Hamana, to wykonanie wyroku śmierci in effigie. W obu jednak przypadkach nie chodzi o pojedynczego, konkretnego człowieka, na którym wykonuje się wyrok. Judasz, który w średniowieczu stał się archetypem wszelkiego zła, jest ucieleśnieniem wszystkich Żydów, dlatego w niektórych kulturach Dzień Judasza zaczęto nazywać Paleniem Żydów, a od spalenia kukły Judasza przechodzono niejednokrotnie do palenia żydowskich domów (zob. P. Stanford, „Judasz. Biografia kulturowa”, s. 148-151). Nie miejsce tutaj, by przytaczać teologiczne racje przeciw zasadności tego typu utożsamień. Judasz – jak wiemy – sam się targnął na swoje życie. Ludowa antysemicka teologia uczyniła kozłem ofiarnym tego, kogo Jezus nazwał przecież Przyjacielem. Dzięki obrzędowi palenia Judasza można było wszelkie zło scedować na Żydów. Generowanie nienawiści wobec narodu żydowskiego w kontekście Wielkiego Piątku to nic innego jak bluźniercze używanie religii w kontekście podżegania – jeśli nawet tylko symbolicznego – do zbrodni.

Jeśli dobrze rozumiem, Haman, który również ma pierwowzór biblijny (Est 3-7), może symbolizować każdego, kogo uzna się za wroga judaizmu. Jego historia – trochę podobnie jak historia Judasza – kończy się śmiercią przez powieszenie. Warszawski pisze tak o „wskrzeszonym” w Pruchniku sądzie nad Judaszem: „Tyle że sto lat temu oni nie wiedzieli, co to zwiastuje. My wiemy”. Granica między przemocą symboliczną a realną jest łatwa do przekroczenia. Po agresji symbolicznej przyszły pogromy i Zagłada. Niestety, niebezpieczeństwo przekroczenia granicy symbolu dotyczy w równej mierze tych, którzy uczestniczą w jednym, jak i w drugim obrządku.

Uczenie nienawiści

Warszawski pisze o sądzie Judasza: „[…] udział w obrzędzie – inaczej niż w przypadku Hamana – jest zbiorowy. Zwłaszcza szokują rozbawione dzieci”. Niestety – dostępne w sieci zdjęcia i filmy – mówią to samo o wieszaniu Hamana. Tamten obrzęd też był zbiorowy i też brały w nim udział dzieci. Co więcej, nic nie wskazuje, by incydent z Pruchnika – choć nie wiemy, kto go inicjował – był inspirowany przez miejscową wspólnotę katolicką, choć zapewne brali w nim udział ludzie ochrzczeni. Jeśli chodzi zaś o wieszanie Hamana, sam Warszawski przyznaje, że jeden z filmów ukazuje ten obrzęd w jesziwie w Nowym Jorku. To nie jest uliczny tłum, który poddaje się sterowanym emocjom – jak w Pruchniku, ale wydarzenie wpisane w określony kontekst teologiczny, religijny i rytualny.

Jeśli film z Pruchnika ukazuje zbiorową agresję dzieci, to film z jesziwy – radość, która jest owocem agresji symbolicznej. Uczestnicy tego obrzędu tańczą, śpiewają, cieszą się. Przerażający obraz: szubienica, pistolety w rękach, kukła człowieka i nieukrywana radość, która nie licuje ze współczesną wrażliwością. Trzeba jednak pamiętać, że jest to swoista rekonstrukcja wydarzenia historycznego, które ma potwierdzenie biblijne. Haman był – jeśli można tak powiedzieć – prekursorem Zagłady. Umiera na szubienicy, którą sam przygotował dla Żyda Mardocheusza. To jest – jakby nie było – świętowanie wyzwolenia, choć forma tego świętowania jest dzisiaj trudna do zaakceptowania.

Na marginesie trzeba zauważyć, że to dobry przykład ślepej uliczki, jaką mogą stać się wszelkiego rodzaju rytualne czy pozarytualne rekonstrukcje historycznych wydarzeń. Warszawski zauważa: „Rzecz jasna, wieszanie kogokolwiek jest paskudne, ale przypadek Hamana przynajmniej nie uczy nienawidzić całego narodu”. Jest haniebne, a nie tylko paskudne. I uczy nienawidzić człowieka jako takiego, który może być potraktowany jako wróg, albo stać się ucieleśnieniem czyjejś, także wyimaginowanej, zbiorowej wrogości.

Religijna sankcja przemocy

Zgadzam się z Dawidem Warszawskim, który pisze: „Oba obrzędy nadają przemocy sankcję religijną i winny być zakazane. Nie tylko przez władze publiczne […], ale także przez władze odpowiednich wspólnot religijnych, którym obrzędy takie wystawiają jak najgorsze świadectwo”. Myślę, że Kościół ma świadomość, że to właśnie wykrzywiona teologia roli Judasza w historii zbawienia wygenerowała ludowy antysemityzm o podłożu religijnym, czego emblematyczne było – i czasami niestety jest – utożsamienie Żyda z Judaszem. Być może robi to powoli, ale jednak się uczy, że nienawiść słowna rodzi nienawiść symboliczną, a ta może się przeradzać w nienawiść rzeczywistą.

Kościół ma świadomość, że to właśnie wykrzywiona teologia roli Judasza w historii zbawienia wygenerowała ludowy antysemityzm o podłożu religijnym

Przed dwoma dniami śpiewaliśmy sekwencję Victimae paschali laudes, z której w XVI wieku usunięto zwrotkę o fałszywych Żydach, a w Wielki Piątek Kościół nie modli się już pro perfidis Judaeis. To tylko przykłady. Zapewne jest jeszcze wiele tekstów, także ludowych, które domagają się rewizji. Kościół ustami bp. Rafała Markowskiego czy rzecznika kurii w Przemyślu jednoznacznie odciął się od tradycji typu sąd nad Judaszem. Kościół tego ani nie aprobuje, ani nie inicjuje. Zapewne trzeba jeszcze lat edukacji, by odmienić zakorzenioną w niektórych mentalność antysemicką.

Zawór bezpieczeństwa

I tu przechodzę do tego, co mnie w tej całej historii najbardziej zaszokowało. O symbolicznych pogromach na Judaszu czytałem, Purimowej tradycji z Hamanem w tragicznej roli głównej nie znałem. Okazuje się, że przemoc symboliczna dotyczy nie tylko chrześcijaństwa, ale także współczesnego judaizmu. Oczywiście, nie judaizmu jako takiego, ale jakichś grup wśród społeczności żydowskiej, może nawet jednostkowych. Tak jak antysemityzm nie przynależy do natury chrześcijaństwa, a jest cechą niektórych wyznawców Chrystusa.

W niczym – i tu się zgadzam z wieloma komentatorami – tradycja wieszania Hamana nie usprawiedliwia tego, co się stało w Pruchniku. Zło nie usprawiedliwia zła. Oba zwyczaje są godne potępienia, choć – dobrze o tym wiemy – to palenie czy wieszanie Judasza jest bardziej historycznie obciążone niż wieszanie Hamana, bo to – jak słusznie zauważa Warszawski – w tym pierwszym przypadku „nie jest to jedynie nienawiść abstrakcyjna”. Każda nienawiść może się jednak skonkretyzować. Dlatego każde palenie, wieszanie, obrzędowe niszczenie czyichś wyobrażeń, kukieł, obrazów, zdjęć – czy to będą postaci symboliczne czy rzeczywiste jak np. politycy – jest zawsze godne najwyższego potępienia.

Często się mówi, że takie obrzędy mają charakter społecznego zaworu bezpieczeństwa, pozwalają na skanalizowanie emocji. Boję się, że czasami to ma jeszcze jeden wymiar – zastępczy. „[…] zło – pisze Dawid Szkoła – jakkolwiek całkiem nieźle się maskuje, daje pewne sygnały, powoli ukazuje swoje mordercze oblicze. Potrafi cierpliwie czekać na odpowiedni moment, ale zawszy przy tym trochę się wierci i porusza ciemność, czujemy jego obecność i zbliżające się niebezpieczeństwo” („Galicyjskie żywoty. Opowieści o stracie, doli i pograniczu”). Zdarza się, że zło ubiera maskę ulicznej zabawy, prześmiewczo-okrutnego rytuału. Jak daleko stąd do niemaskowanej już niczym przemocy i agresji?

Jedno jest pewne. Ma rację Warszawski, gdy pisze, że takie rytuały powinny być zakazane. I to bez względu na to gdzie i z jakich powodów się odradzają. A pytanie o powody odrodzenie się po dłuższej przerwie zwyczaju palenia Judasza w Pruchniku samo w sobie jest bardzo interesujące.