Prośbę, którą Dobry Łotr kieruje do Jezusa, by wspomniał na niego, gdy przyjdzie do swego królestwa, można interpretować dwojako: jako wyznanie wiary i jako zagranie hazardzisty. Czy jedno drugiemu przeczy? Jakiej wiary trzeba, by była wiarą?

Św. Jan temu epizodowi Męki nie poświęca zbyt wiele uwagi. Wszystko, co ma do powiedzenia zamyka w jednym zdaniu: „Tam Go ukrzyżowano, a z Nim dwóch innych, z jednej i drugiej strony, pośrodku zaś Jezusa” (J 19, 18). Nieco więcej wiemy od synoptyków, a zwłaszcza od św. Łukasza, który łotrom poświęca jednak ledwo akapit (Łk 23, 39-43). Trudno się dziwić, że tak mało. W całej wielowiekowej historii zbawienia to nie są przecież nawet role drugoplanowe, to raczej postaci epizodyczne, którym dano ledwo kilka minut, by wkraść się do opowieści. Trudno ich jednak pominąć milczeniem. To oni byli najbliżej Zbawiciela w godzinę Jego Męki. Ba, patrząc na rzecz czysto naturalistycznie, dzielili z Nim to samo cierpienie – karę śmierci przez ukrzyżowanie.

Znajomi z pretorium

Z Ewangelii wg św. Łukasza wynika, że Jezus nie był im zupełnie nieznany. Mieli świadomość, kim jest ten, który zawisł między nimi dwoma. Pierwszy z nich – tradycja umieszcza go po lewej, tej zwyczajowo traktowanej jako zła, stronie – nazywa Go Mesjaszem. Drugi z nich – tradycja umieszcza go po prawej, zwyczajowo traktowanej jako dobra, stronie – prosi, by wspomniał na niego, gdy przyjdzie do swego królestwa. Owszem, to, że Jezus jest królem, mógł wczytać z tabliczki z tytułem winy (causa poenae), którą skazaniec niósł na szyi, idąc na miejsce ukrzyżowania. To właśnie ta tabliczka zwisła nad głową Jezusa zgodnie z nakazem Piłata: „Wypisał też Piłat tytuł winy i kazał go umieścić na krzyżu. A było napisane: Jezus Nazarejczyk, Król żydowski” (J 19, 19). Ale przecież nie o takie królestwo mogło chodzić Dobremu Łotrowi.

Rekonstruktorzy procesu Jezusa twierdzą, że wszyscy trzej ukrzyżowani tego dnia musieli już wcześniej się spotkać, ponieważ według rzymskiego zwyczaju procesy odbywały się szybko, często jeden po drugim, a podsądnych gromadzono w jednej sali rozpraw. Vittorio Messori twierdzi z przekonaniem: „Jest pewne, że dwaj «łotrzy» byli w ten sposób obecni na procesie Jezusa, zostali osądzeni i skazani po Nim, tego samego rana: wyroki śmierci u Rzymian były wykonywane bezzwłocznie, w tym samym dniu, którym został wydany wyrok”. Można więc wnioskować, że obaj byli świadkami przesłuchania Jezusa przez Piłata w pretorium. Obaj też mogli słyszeć wnoszone przeciwko Jezusowi oskarżenie: „Stwierdziliśmy, że ten człowiek podburza nasz naród, że odwodzi od płacenia podatków Cezarowi i że siebie podaje za Mesjasz-Króla” (Łk 23, 2). Łotrzy wiedzieli, kim On jest albo przynajmniej za kogo się podaje. A kim byli oni?

Złodzieje i buntownicy

Czy byli może zwykłymi bandytami grasującymi na drogach, których zapewne nie brakowało w ówczesnej Palestynie? Czy może jednak zelotami, gorliwymi w wierze buntownikami przeciwko rzymskiemu okupantowi? A może jednym i drugim: bandytami i buntownikami? Ich łacińska nazwa – latro i grecka – lestes (l. mn. lestai) wskazuje raczej na kryminalną przeszłość i oznacza „członka uzbrojonej bandy”. W takim właśnie znaczeniu pojawia się zarówno w Nowym Testamencie, jak i w Septuagincie, a także literaturze, u Józefa Flawiusza czy Homera, gdzie termin ten oznaczał rozbójników napadających na podróżnych na drogach oraz piratów, o czym wspomina św. Paweł w Drugim Liście do Koryntian, iż bywał „w niebezpieczeństwach od zbójców” (2 Kor 11, 26). W Nowym Testamencie lestai to także ci, o których Jezus mówił, że robią ze świątyni „jaskinię zbójców” (Mk 11, 18). W alegorii o dobrym pasterzu, tych, którzy przyszli przed Jezusem, On sam nazywa „złodziejami i rozbójnikami”. Tego samego słowa użył w przypowieści o miłosiernym samarytaninie, gdy mówił o człowieku, który schodząc z Jerozolimy do Jerycha, „wpadł w ręce zbójców”. Według św. Jana, Barabasz, którego uwolniono zamiast Jezusa, „był zbrodniarzem” (lestes).

Ci dwaj mogli być najbliższymi towarzyszami, wspólnikami Barabasza, którego Piłat uwolnił zamiast Jezusa

Wielu komentatorów nie chce jednak w Dobrym Łotrze i w jego towarzyszu z lewej strony krzyża Chrystusa widzieć pospolitego rzezimieszka, ale raczej politycznego buntownika, agitatora czy bojownika ruchu oporu. Św. Marek notuje: „A był tam jeden, zwany Barabaszem, uwięziony z buntownikami, którzy w rozruchu popełnili zabójstwo” (Mk 15, 7). Oskarżenie, które zostało wniesione przeciwko nim, dotyczyło udziału w próbie wzniecenia powstania przeciwko rzymskiemu okupantowi oraz popełnienia przy tej okazji zabójstwa. André Daigneault w książce „Dobry Łotr. Tajemnica miłosierdzia” snuje taki scenariusz: „Można sobie wyobrazić taki przebieg wypadków: kilka dni przed świętem Paschy żydowskiej w mieście wybuchły rozruchy. Barabasz był ich inicjatorem. Nie sam, miał wspólników. Zostało popełnione jakieś zabójstwo. Specjalny oddział rzymskiego garnizonu wysłany na miejsce aresztował buntowników i wtrącił ich do więzienia”.

Ci dwaj mogli być najbliższymi towarzyszami, wspólnikami Barabasza, którego Piłat uwolnił zamiast Jezusa. „W tej trójce osób skazanych z konieczności na śmierć – za to oskarżenie inna kara nie była możliwa – Jezus niespodziewanie zajął miejsce ich przywódcy, Barabasza” – pisze przywoływany już Messori. Jakże wymownie brzmi w tym kontekście proroctwo Izajasza o zapowiadanym słudze Pańskim: „i policzony został pomiędzy przestępców” (Iz 53, 12). Nie tylko zaliczony do nich, ale – można by rzec – skazany jako ich przywódca. Co myśleli sobie ludzie, którzy widzieli procesję skazańców zmierzających ze swoimi krzyżami na Golgotę i być może nie znali kulisów skazania Jezusa i zwolnienia Barabasza? Czy nie mogli wziąć Jezusa za przywódcę bandy? Za najważniejszego z tych trzech?

Puste ręce

O czym myśleli gdy tak szli razem na Golgotę? A. Daigneault odpowiada: „Bez wątpienia musieli zadawać sobie pytanie o tożsamość tego, z kim mieli zostać ukrzyżowani, i domyślali się prawdziwego motywu skazania”, a było nim bluźnierstwo polegające na podawania się za Mesjasza, Króla i Syna Bożego. Idąc na Golgotę, mieli świeżo w pamięci deklaracje tego niezwykłego przestępcy, którego – inaczej niż ich – nie skazano ani za zabójstwo, ani za bunt. Właśnie dlatego Dobry Łotr zrugał swego współtowarzysza broni, przypominając mu, że odbierają „słuszną karę”, a „On nic złego nie uczynił” (Łk 23, 41).

Przyjmując taką interpretację wielkopiątkowych wydarzeń, jedno staje się pewne: obaj łotrzy zdawali sobie sprawę z tego, kim jest ten, kto zawisł pomiędzy nimi. Prośbę, którą Dobry Łotr kieruje do Jezusa, by wspomniał na niego, gdy już przyjdzie do swego królestwa, można interpretować dwojako: jako wyznanie wiary i jako zagranie hazardzisty. Jedni widzą w nim tego, który świadomie wyznał wiarę w Chrystusa. Drudzy są ostrożniejsi. Postrzegają go raczej jako prekursora Pascalowskiego zakładu, kogoś kto zagrał va banque, stawiając wszystko na jedną kartę. Nie miał nic do stracenia, a do zyskania wszystko – raj, wieczność, Królestwo Niebieskie, nawet jeśli rozumiał je raczej mgliście. Czy jedno drugiemu przeczy? Być może istnieje także wiara hazardzistów. Jakiej wiary trzeba, by była wiarą?

Łotr ryzykant uczy nas ostatecznie, że to nie cnota nas zbawia, ale pustka oczekująca na miłosierdzie. Św. Augustyn tak interpretuje ten godny hazardzisty dialog Dobrego Łotra z Jezusem: „«Za nic ich zbawisz»: zbawisz ich bez żadnych z ich strony zasług. […] Nie przyprowadzą kozłów, baranów, wołów, nie przyniosą darów czy kadzidła do Twej świątyni, nie wyleją na ofiarę niczego płynącego z dobrego sumienia. Wszystko w nich szorstkie, szpetne, pogardy godne. A skoro oni Tobie nic nie przyniosą, jak mają być zbawieni: «Za nic ich zbawisz», to znaczy darmo z łaski Twojej. Co Mu przyniósł łotr na krzyżu? Od zbrodni na sąd, z sądu na drzewo, z drzewa do raju. Uwierzył z powodu tego, co zostało powiedziane. Ale i tę wiarę kto mu dał, jeśli nie Ten, który obok zawisł na krzyżu?” (Ennaratio in Ps 55). „Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” – mówi św. Paweł (Rz 5, 8). Wielkość miłosierdzia polega na tym, że Bóg pragnie okazać nam ten dar, gdy my sami jeszcze jesteśmy łotrami. Zrozumiała to św. Teresa od Dzieciątka Jezus, która mówiła: „Pragnę, jak Dobry Łotr, stanąć przed Nim z pustymi rękami”.

Ekonomia zbawcza

Antonio Vieira, wielki portugalski kaznodzieja okresu baroku, w swoim pięknym kazaniu „Sermon du Bon Larron”, wygłoszonym w kościele Miłosierdzia w Lizbonie w roku 1655, twierdzi, że Dobremu Łotrowi – jako złodziejowi – do zbawienia brakowało dwóch rzeczy: chrztu i naprawienia krzywd (restytucji), czyli oddania tego, co nakradł. „Jak krew, która popłynęła po krzyżu, zastąpiła jego chrzest, tak jego nagość i stan niemożności, w jakim się znalazł, zwolniły go od restytucji, dlatego został zbawiony”. Vieira tak wyjaśnia związek między zbawieniem a restytucją: Zbawienie nie może się dokonać, dopóki nie zostanie przebaczony grzech, a grzech nie zostanie przebaczony, dopóki nie zostanie zwrócone to, co zostało zabrane. I to jest właśnie istotą zbawienia przyniesionego przez Jezusa, a którego dostępuje Dobry Łotr.

Łotr ryzykant uczy nas ostatecznie, że to nie cnota nas zbawia, ale pustka oczekująca na miłosierdzie

Vieira wkłada w usta Jezusa takie słowa: „Popatrzcie na ludzkie ciało, w które oblekłem się, będąc Bogiem. Przyglądnijcie się wszystkiemu, co wycierpiałem, krwi, którą przelałem, śmierci między złodziejami, na którą zostałem skazany. Tak, tym wszystkim zapłaciłem za to, czego nie ukradłem. Adam był tym, który ukradł, a ja jestem tym, który płaci”. Człowiek ukradł, Bóg płaci. Oto prawdziwie zbawcza ekonomia, którą jako pierwszy zrozumiał ten, który zawisł po prawej stronie Ukrzyżowanego. Nic do nieba nie wniósł, dlatego mógł do niego wejść.

Według jednego z tekstów apokryficznych, gdy Józef z Arymatei przyszedł po ciało Jezusa, nie znalazł ciała zawieszonego po prawej stronie, ciała Dobrego Łotra. Dlatego mówią o nim zmartwychwstały „pierwszej godziny”. Kiedy wchodzili do raju „ojcowie święci”, których Chrystus wyprowadził z otchłani, Dobry Łotr już stał z krzyżem u bram nieba. Zdziwili się bardzo na widok podejrzanego indywiduum o wyglądzie bandyty i o zachowaniu, które nie przystoi mieszkańcom takiego miejsca. Ale to właśnie na jego widok, na widok Dobrego Łotra anioł po raz pierwszy opuścił płonący miecz, który trzymał od dnia wygania z raju człowieka.