Judasz umiera przed Jezusem. Kiedy więc Chrystus zstępuje do otchłani, Adam czeka tam na Niego właśnie z Judaszem. Dlaczego nie miałby go wziąć za rękę? Czy miłosierdzie Boże z góry zakłada dla niego wyjątek?

Początek jego powołania musiał być podobny do powołania innych Apostołów, choć Ewangelia nie zdradza nam żadnych szczegółów tego, jak mogło wyglądać pierwsze spotkanie Judasza z Jezusem. Pomysł o zdradzie przecież nie przyszedł od razu. Nie z takim zamiarem przystąpił do Jezusa. Kiedy Ewangeliści dopisują do jego imienia, „ten, który Go zdradził”, czynią tak przecież ex post, z perspektywy tego, co się wydarzyło, już w trakcie redakcji tekstu, po śmierci Jezusa, po Jego zmartwychwstaniu, po wszystkim. Ewangelia staje się więc w rękach czytelnika kroniką zapowiedzianej zdrady.

Sándor Márai w powieści „Trzydzieści srebrników” tak oto opisuje chwilę powołania Judasza: „Od chwili, gdy Iskariota ujrzał Nazarejczyka, wszystko się dla niego zmieniło. Nie wiedział, co konkretnie się zmieniło. Rozumiał jedynie, że odtąd już wszystko będzie inaczej. (…) Wzruszenie podobne do tego, jakie czują zakochani i artyści, ludzie nauki, ów moment, gdy człowiek na śmierć i życie łączy się z innym człowiekiem albo z jakąś myślą, przepełniała Iskariotę, gdy ujrzał Jezusa”. Márai przytacza wyimaginowaną rozmowę Judasza z celnikiem Mateuszem, podczas której Judasz opowiada, że wszystko, co jeszcze przed rokiem było dla niego ważne, dzisiaj już się nie liczy. „A co się liczy, Iskarioto?” – pyta Mateusz. „Tylko on” – odpowiada Judasz, co Mateusz kwituje śmiechem („ale nie był to wesoły śmiech”) i kąśliwą uwagą: „Mówisz jak mężczyźni, gdy jakaś kobieta odbiera im rozum”.

A może to tak właśnie wyglądało? Taka miłość od pierwszego wejrzenia? Simone Weil w „Świadomości nadprzyrodzonej” pisała: „Bóg jest jak natrętna kobieta, która nie może oderwać się od kochanka i całymi godzinami, bez przerwy, szepce mu do ucha: Kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię”. Może to właśnie usłyszał kiedyś Judasz w Jezusowym głosie? Tylko dlaczego w pewnym momencie przestał wierzyć w tę miłość?

Św. Augustyn, a z nim wielu twierdzi, że Judasz „myślał o zysku pieniężnym”. Współczesna teologia coraz częściej odrzuca jednak finansowy motyw zdrady Judasza jako logicznie niewystarczający. Te trzydzieści srebrników było w gruncie rzeczy marną kwotą. Trudno jednoznacznie wycenić wartość trzydziestu monet w srebrze, ale mogła to być na przykład dwumiesięczna pensja piekarza, za którą można było kupić raczej niewiele: parę sandałów, pół litra dobrej oliwy. Czy tyle warte jest życie człowieka? „Jezusa Judasz przedał za pieniądze nędzne” – śpiewamy w późnośredniowiecznym „Żołtarzu Jezusów”. Zaiste nędzne. Czy byłby aż tak zepsutym człowiekiem, by sprzedać tego, w którym się zakochał, za aż tak marny grosz? Trudno w to uwierzyć. Márai ukazuje scenę rozmowy z arcykapłana Annasza ze swoim sekretarzem po tym, jak wręczył Judaszowi pieniądze. „Dałeś mu pieniądze?” – pyta sekretarz. „Trochę” – odpowiada Annasz. „Zdradzi, bo go nienawidzi?” – dopytuje sekretarz. „To nie jest tak, że go nienawidzi” – odpowiada arcykapłan. „No więc dlaczego zdradzi?” – pyta sekretarz, nic nie rozumiejąc. No właśnie: dlaczego zdradzi?

Nie zdrada, ale rozpacz, jest istotą grzechu Judasza. Nie widzieć niczego prócz własnego grzechu jest zaiste szatańską ciemnością

Judasz nie targował się wcale z arcykapłanami. „Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam” – mówi. Tak jakby szukał pretekstu do wydania Jezusa, albo lepiej – kamuflażu. On wiedział, że to arcykapłani szukają sposobności, aby Go skazać na śmierć. Taki układ pasował obu stronom. Zawsze będzie można powiedzieć, że to sami zwolennicy mieli Go dość i wydali na śmierć. A jednocześnie cała zdrada wyglądała jedynie jako pieniężna transakcja, której motywem była chciwość, a nie jakieś inne – polityczne czy religijne motywy. Potępienie chciwego Judasza jest dla nas czymś tak oczywistym. Niestety, ta pozorna oczywistość stała się źródłem wielowiekowego antysemityzmu i utrwalenia stereotypu Żyda – chciwego Judasza.

W Ewangelii wg św. Mateusza znajdujemy znamienny szczegół. Kiedy arcykapłani i starsi ludu powzięli uchwałę przeciwko Jezusowi i postanowili Go wydać Piłatowi, Judasz, „widząc, że Go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym i rzekł: «Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną»” (Mt 27, 4), następnie rzucił pieniądze ku przybytkowi, poszedł i powiesił się. Iskariota uświadamia sobie, że skazano niewinnego. Co to znaczy? Czy znaczy to, że nie o to szło Judaszowi? Czy znaczy to, że od samego początku miał Jezusa za niewinnego, a celem jego nie było wcale doprowadzenie do skazania? Innymi słowy, zaplanowana przez niego prowokacja przekroczyła granice zamierzonego planu? Czy też może o Jezusowej niewinności przekonał się dopiero w trakcie żydowskiego procesu? Tak czy inaczej, w pewnym momencie uświadomił sobie wagę tego, co zrobił i – co więcej – niemożność odmienienia zbliżającej się okrutnej przyszłości Jezusa, czyli skazania Go na śmierć krzyżową. To jest przyczyna jego rozpaczy, która wypełni się w samobójstwie.

Prawdą jest, że Chrystus sam mu mówi: „biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził” (Mt 26, 24).Tak, to prawda, dla „tego człowieka” byłoby lepiej, ale – tak sugeruje Vittorio Messori – „Judasz był niewinny. Był konieczny. Ktoś musiał zdradzić Jezusa. Judasz był ofiarą planu, który go przerastał”. Św. Augustyn pyta retorycznie w kazaniu 62 na Ewangelię wg św. Jana: „Cóż bowiem dla Judasza gorszego, a dla nas lepszego, jak zdradzony przez niego Chrystus; dla niego na własną zgubę, dla nas wbrew jego zamiarom?”. Czy nie można by tutaj mówić nawet o jakimś wybraniu? Rozmowa Jezusa z Judaszem jest znamienna. Judasz pyta: «Czyżbym ja, Rabbi?». To pytanie wcale nie musi wyrażać wyjawienia planów, które już rodzą się w Judaszu. To równie dobrze pełne zaskoczenia pytanie o wybranie. „Odpowiedział mu [Jezus]: «Tak, ty»”. Św. Jan notuje, że po spożyciu kawałka chleba wszedł w Judasza szatan. Ale już z Księgi Hioba wiemy o szatańskim działaniu, które może być dozwolone przez Boga. Tajemnicą pozostanie odpowiedź na pytanie, dlaczego Hiob przetrwał próbę kuszenia, a Judasz – nie.

Z jaką pamięcią odchodzi Judasz? Na to pytanie odpowiada – też niejednoznacznie – papież Benedykt XVI: „Jednak światło, które wychodziło od Jezusa i przeniknęło do duszy Judasza, nie zgasło całkowicie. Widoczny jest u niego pierwszy krok prowadzący do nawrócenia: «Zgrzeszyłem», mówi swym zleceniodawcom. Próbuje ocalić Jezusa i zwraca pieniądze. Wszystko czyste i wielkie, co otrzymał od Jezusa, było nadal zapisane w jego duszy – nie mógł tego zapomnieć”. Dalej jednak papież zdaje się przeczyć sam sobie, gdy pisze: „Jego druga tragedia – po dokonaniu zdrady – polega na niemożności uwierzenia w przebaczenie. Jego skrucha zamienia się w rozpacz. Odtąd widzi już tylko siebie samego i swoje ciemności; nie widzi już światła Jezusa, które może rozjaśnić i pokonać również ciemności. W ten sposób ukazuje nam fałszywą odmianę skruchy; skrucha, która utraciła już zdolność nadziei i widzi jedynie własne ciemności, jest destruktywna i nie jest autentyczną skruchą. Składnikiem prawdziwej skruchy jest pewność nadziei – pewność, która rodzi się z wiary w większą moc Światła, które w Jezusie stało się ciałem”. Czyżby łaska – owe dary „czyste i wielkie” otrzymane od Jezusa – miały się okazać słabsze niż jego grzeszność? Nie zdrada, ale rozpacz, jak się okazuje, jest istotą jego grzechu. Rozpacz, który wyrasta z ze skupienia się na własnej grzeszności wyrażonej prostym wyznaniem: „zgrzeszyłem”. Nie widzieć niczego prócz własnego grzechu jest zaiste szatańską ciemnością.

Współczesna teologia coraz częściej odrzuca finansowy motyw zdrady Judasza jako logicznie niewystarczający. Pewność zaś jego potępienia dzisiaj ustępuje miejsca cichej nadziei

Św. Augustyn dużo miejsca poświęca epizodowi zapisanemu u św. Jana, temu momentowi, gdy Jezus daje Judaszowi kawałek chleba. W kazaniu 62 przychyla się do interpretacji, że Judasz, jak i wszyscy Apostołowie, dostąpił spożywania Ciała Pańskiego. W kazaniach biskupa Hippony pobrzmiewa przestroga, by nie przyjmować pochopnie Ciała Pańskiego. „Dobre jest to, co otrzymał, lecz źle otrzymał dla siebie, bo źle dobro przyjął” – mówi Augustyn (kazanie 61). I jeszcze: „Oto przez dobro stało się zło, bo źle przyjęto dobro. […] Czym był chleb dla zdrajcy, jeśli nie wskazaniem, iż za tak wielką łaskę odpłacił się niewdzięcznością ” (kazanie 62). Jeśli Judasz przyjął – dziś powiedzieliśmy – Eucharystię, to niestety nie ustrzegła go ona przed grzechem, zdradą, rozpaczą. Ciało Pańskie nie jest automatyczną gwarancją. Daje siłę, ale nie zabiera wolności.

Teologowie nie mają na pytanie o ewentualne potępienie Judasza jednej i ostatecznej odpowiedzi. Pewność jego potępienia, która dominowała w wiekach średnich, dzisiaj ustępuje miejsca cichej nadziei, którą próbuje się budować na pewnych okolicznościach końca jego życia. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że Judasz umiera przed Jezusem. Kiedy więc Jezus zstępuje do otchłani, Adam czeka tam na Niego z Judaszem. Dlaczego nie miałby go wziąć za rękę? Czy miłosierdzie Boże z góry zakłada wyjątek dla Judasza? Czy widzieliście kiedyś okno z Judaszem w którymkolwiek z kościołów? Jest taki w kościele pw. św. Mikołaja w Moreton, w hrabstwie Dorset, w Anglii. Autorem tego zdobionego grawerunkiem okna jest Laurence Whistler. Przydzielono mu okno na tyłach kościoła, które od środka jest niewidoczne, gdyż tuż za nim znajduje się czarne deskowanie. Z rąk Judasza wypadają pieniądze, które w chwili zetknięcia się z ziemią, zamieniają się w kwiaty. Okno nazywa się forgiveness window – okno przebaczenia. Czy Pole Krwi, gdzie pochowano ciało Judasza, może stać się ogrodem zmartwychwstania?