Milenialsi prawdopodobnie nie zrobią tak wielkiej kariery jak ich rodzice. Skupiają się raczej na robieniu rzeczy, które ich interesują, a niekonieczne tych, które przynoszą największy zysk. Dla nich praca z jednej strony ma być ciekawa, ekscytująca, rozwojowa, ale z drugiej – nie może w życiu dominować.

Tekst ukazał się publikacji Zarządzanie z ludzką twarzą przygotowanej przez Laboratorium Więzi.

22 lat temu, w 1997 roku, praca oraz płynąca z niej satysfakcja stanowiły sens życia dla 19 proc. Polaków. Obecnie odsetek ten spadł do 9 proc. To bardzo istotna zmiana, która pokazuje, że na naszych oczach dzieje się pewna rewolucja. Praca traci swoje miejsce w czołówce kluczowych wartości w życiu. Z celu samego w sobie staje się jedynie narzędziem do osiągnięcia innych celów. Ale czy rzeczywiście mamy do czynienia do rewolucją, czy może historia zaczyna zataczać koło?

Praca zmienną jest

Idea pracy nie jest stała – zmienia się w zależności od czasu i miejsca, w których żyjemy. Wraz z nią ewoluuje rozumienie roli pracy w życiu człowieka, a także wartości, które jej przypisujemy. Według Petera Anthony’ego wynika to przede wszystkim z aktualnie obowiązującej „ideologii pracy”, czyli narracji, która nadaje pracy sens i zakotwicza ją w danym systemie wartości[1]. Przemiany zachodzące w ramach „ideologii pracy” są jednym z aspektów szerszych zmian cywilizacyjnych. Stanowią pochodną przekształceń historycznych, które dokonują się w sferze ekonomicznej, politycznej, technologicznej czy społecznej. Narracje o pracy muszą nadążać za biegiem historii – dawna opowieść nie może przeżyć nowych czasów. Na to, jak rozumiemy pracę, ma także wpływ kultura, w której żyjemy. Konkretne społeczne formy pracy są różne dla poszczególnych społeczeństw czy społeczności oraz typów ładu społecznego.

Praca musi być „zakotwiczona w systemie wartości [każdego społeczeństwa – ŁK], aby wystarczająco duża część społeczeństwa wierzyła, że jest ona aktywnością niezbędną”[2]. Innymi słowy, możemy mówić o przemianach pracy wynikających z tego, że w poszczególnych okresach i systemach społeczno-politycznych praca była różnie rozumiana i przypisywano jej odmienne znaczenia.

Milenialsi – roszczeniowi czy wzorowi?

Dla najmłodszego pokolenia znajdującego się obecnie na rynku pracy – czyli tytułowych milenialsów – praca pełni inną funkcję nie tylko w porównaniu do stanu sprzed wieków, ale również w stosunku do pokolenia ich rodziców, a nawet starszych o 10-15 lat kolegów.

Czy milenialsi – zwani też pokoleniem Y – urodzeni w dwóch ostatnich dekadach XX wieku, są zmorą menadżerów i kadry zarządzającej wywodzącej się ze starszego pokolenia X? Jeszcze nie tak dawno prasa branżowa – ale też społeczno-gospodarcza czy nawet popularnonaukowa – pełna była negatywnych głosów o milenialsach. Krytykowano ich za roszczeniowe podejście oraz wygórowane i absurdalne oczekiwania związane z pracą zawodową.

Z biegiem czasu ton artykułów zaczął się zmieniać. Rozkapryszone, leniwe i zadufane w sobie dzieciaki dziś są raczej przedstawiane jako rozsądni i świadomi młodzi ludzie, od których starsi pracownicy powinni się uczyć. Pokazują to tytuły artykułów prasowych: „Milenialsi są po prostu mądrzejsi, nie godzą się na traktowanie ich jak chłopów pańszczyźnianych”[3], „Mają 25 lat i chcą zarabiać 10 tys. zł miesięcznie. Nie są bezczelni, mają do tego prawo”[4]; „Trzeba się od tych «leniwych i roszczeniowych milenialsów» nauczyć, że praca nie jest wartością samą w sobie”[5]. „Milenialsi na rynku pracy to osoby, które przede wszystkim kierują się swoimi pasjami. Szukają w pracy możliwości ich realizacji i robią to, albo otwierając swoje firmy, albo zatrudniając się w takich przedsiębiorstwach, które w jakiś sposób będą to umożliwiały” – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Liwia Kwiecień, członek zarządu ds. HR w Europejskim Funduszu Leasingowym – jednej z firm nagrodzonych podczas gali „Inspiratorzy Biznesu 2018 Najlepszy Pracodawca”. Praca w rozumieniu milenialsów powinna być dobrze płatna, stabilna, wygodna, musi zapewnić work-life balance, pozwalać na rozwój, poznawanie ludzi i świata.

Rozkapryszone, leniwe i zadufane w sobie dzieciaki dziś są raczej przedstawiane jako rozsądni i świadomi młodzi ludzie, od których starsi pracownicy powinni się uczyć.

Milenialsi prawdopodobnie nie zrobią tak wielkiej kariery jak ich rodzice. Skupiają się raczej na robieniu rzeczy, które ich interesują, a niekonieczne tych, które przynoszą największy zysk. Innymi słowy, praca z jednej strony ma być ciekawa, ekscytująca, rozwojowa, ale z drugiej – nie może w życiu dominować, uniemożliwiać realizacji pasji czy stać na drodze osobistego szczęścia. Ma zarówno pozwalać na samorealizację, jak i dostarczać środków – głównie finansowych – do samorealizacji na różne sposoby.

Mamy więc obecnie do czynienia z napięciem między oczekiwanym przez kapitalizm – także późny – etosem pracy a postawą milenialsów, dla których praca jest przede wszystkim środkiem do spełnienia siebie.

Praca jako egzystencjalna konieczność

A jak było z pracą w poprzednich pokoleniach i wiekach? Prześledzenie zmian roli i znaczenia pracy w życiu ludzi pozwoli zrozumieć, że postawa najmłodszego pokolenia dzisiejszych pracowników jest naturalna i zgodna z czasami, w jakich żyją.

Praca w społecznościach zbieracko-łowieckich występowała w dwóch formach: zbieractwa, które było domeną kobiet, i łowiectwa – zadania mężczyzn. Wykonywanie pracy było ściśle związane z jej efektami dla jednostki: upolowaną zwierzynę można było zjeść. Praca stanowiła przede wszystkim życiową konieczność, nie można więc mówić o jej problematyzowaniu czy roli w budowaniu tożsamości jednostki.

W starożytnej Grecji i Rzymie pracą pogardzano – pracowali tylko niewolnicy. Dla Arystotelesa czy Platona była ona stratą czasu, ponieważ utrudniała człowiekowi stanie się „dobrym”. Grecy dążyli do uwolnienia się od „niewolniczej natury wszelkich zajęć, które służyły potrzebom związanym z podtrzymywaniem życia”[6]. Za „niegodziwego” uważany był każdy, kto musiał pracować, aby żyć. Pojawienie się chrześcijaństwa z jego nową wizją świata, zupełnie odmienną od tej antycznej, oraz specyficzne uwarunkowania historyczne (ruralizacja ludności, głód, choroby, wojny i najazdy) nie spowodowały żadnych istotnych zmian w postrzeganiu pracy. Gospodarka średniowieczna nie bazowała już na niewolnictwie, tylko na drobnym rolnictwie i samowystarczalnych wspólnotach, nadal jednak praca nie była postrzegana jako zajęcie godne, lecz jako aktywność o bardzo niskim statusie. Była niezbędna do przetrwania, zapewniając materialną podstawę egzystencji. Ludzie pracowali tylko tyle, ile musieli, żeby przeżyć, a ich główną motywacją była konieczność: „W konieczności zmuszającej człowieka do pracy widział Kościół przejaw jego niedoskonałej natury (…). Grzech pierworodny pociągał za sobą karę bożą”[7]. Pomimo niskiej estymy towarzyszącej pracy w europejskich społeczeństwach średniowiecznych chrześcijańscy teolodzy dostrzegli w niej doskonały środek wychowawczy – „bezczynność, ten «wróg duszy», grozi grzechem i zagładą po śmierci, praca zaś uśmierza ciało i wyrabia dyscyplinę wewnętrzną i gorliwość”[8].

Praca jako społeczny obowiązek i droga do doskonałości

W epoce nowożytnej wykształciła się praca najemna, przynosząca nową „ideologię pracy”. Praca oderwana została od jej efektów, straciła swój sens, wyalienowała i zdenaturalizowała się – przestała być aktywnością mającą podtrzymać ludzkie życie. Pracownicy, kierując się zupełnie logicznymi przesłankami, chcieli (i chcą nadal) wykonywać jak najmniejszy wysiłek i dostawać za niego jak największe wynagrodzenie. W interesie pracodawcy leży z kolei odwrotna proporcja – dostać od pracownika jak najwięcej za możliwie małe pieniądze. Musiała zatem powstać nowa ideologia, która przekonałaby ludzi nie do tego, że pracować muszą, ale że pracować powinni, co więcej, dając z siebie jak najwięcej. Od tego momentu zaczęto ludziom „wmawiać” pracę. Wraz z powstaniem przekonania, że pracować się powinno, rozpoczął się proces gloryfikowania pracy jako źródła wszelkich cnót i wartości.

Symboliczne, pozamaterialne dowartościowanie pracy dokonało się wraz z pojawieniem się etyki protestanckiej – praca stała się pozytywną czynnością wykonywaną dla chwały Pana, wiązała się z perspektywą zbawienia. Zaczęto ją traktować jako aktywność, która jest dobra sama w sobie, jest społecznym obowiązkiem każdego prawego człowieka. Według Zygmunta Baumana podstawą etyki pracy jest nakaz: „musisz iść do pracy, nawet jeśli nie pojmujesz, co takiego może ci ona dać, czego byś już nie miał; musisz iść do pracy, nawet jeśli nie uważasz, że potrzebujesz tego, co może ci ona dać. Pracować jest rzeczą dobrą, nie pracować jest złem”[9].

Dla protestantów praca była przypisanym przez Boga celem życia każdego człowieka. Jak pisał jeden z ojców socjologii Max Weber: „zdanie świętego Pawła: kto nie pracuje, ten niech nie je, obowiązuje bezwarunkowo każdego. Niechęć do pracy jest oznaką braku łaski”[10]. Nawet jeśli zatem nie potrzebuje się pieniędzy na zaspokojenie swoich potrzeb, należy pracować. Praca jest bowiem Bożym przykazaniem, któremu każdy winien się podporządkować. W tej optyce jako marnowanie czasu, a wręcz jako grzech traktowane mogą być chociażby rozmowy towarzyskie czy zbyt długi sen – „nie gnuśność i konsumpcja, lecz jedynie działanie służy pomnażaniu chwały Boga”[11].

Sięgając do historii myśli społecznej, za Arendt można stwierdzić, że proces gloryfikowania pracy – wydźwignięcia jej z pozycji aktywności najbardziej pogardzanej do pozycji wartości najznakomitszej i najcenniejszej – rozpoczął się już w pismach Johna Locke’a. To on odkrył, że praca jest źródłem wszelkiej własności. Tę myśl rozwijał Adam Smith, twierdząc, że pracę należy traktować jako źródło wszelkiego bogactwa. Proces wynoszenia pracy na ołtarze osiągnął swój punkt kulminacyjny w dziełach Marksa, u którego praca stała się źródłem wszelkiej produktywności i wyrazem prawdziwego, najgłębszego człowieczeństwa.

Produkcja fabryczna oraz fordyzm sprawiły, że rzemieślnicy nie mogli mieć do swej pracy tak uczuciowego stosunku, jak w czasach wcześniejszych. Odniesienie do protestanckiej etyki było w istocie motywowane chęcią przywołania przedindustrialnej postawy wobec pracy i zakorzenienia jej w industrialnym otoczeniu. Tak jak dawniej rzemieślnik, tak teraz robotnik miał się bezinteresownie i w pełni zaangażować w wykonywane zajęcie, mimo że już nie pracował na własną reputację i nazwisko, tylko na swoją pensję. Przedsiębiorcy de facto zamienili etykę pracy w etykę dyscypliny – pracownik miał wytrwale i efektywnie pracować, praca miała być jego celem, a nie tylko środkiem do celu, więc takie wartości jak duma, honor czy poczucie sensu powinny zostać zastąpione przez wydajność.

W społeczeństwie współczesnym praca miała dostarczać przeżyć i doznań, być ekscytująca i pobudzająca. Jeśli taka nie jest, zostaje uznana za bezwartościową – nawet wówczas, gdy zapewnia dochód

Od systemu rzemieślniczego przechodzono do systemu produkcji masowej i podziału pracy na możliwie najmniejsze etapy. Pracownicy stali się trybikami w wielkich maszynach. Ich działania sprowadzały się do prostych, pozbawionych z ich perspektywy większego sensu zadań, które były ustalane i – co bardzo ważne – kontrolowane przez kogoś z zewnątrz[12]. Można więc mówić o alienacji pracy, która staje się zjawiskiem zewnętrznym i obcym. Zgodnie z tą koncepcją taka praca pozbawia robotnika człowieczeństwa. Podejście do pracy w kategorii wyzysku i konfliktu pomiędzy klasą pracującą (robotniczą, proletariatem) a kapitalistami (burżuazją) opisali w „Manifeście Partii Komunistycznej” Marks i Engels. Praca traktowana była przez nich „jako klucz do zrozumienia rozwoju ludzkości i kształtu świadomości człowieka. To dzięki pracy człowiek mógł wykorzystywać otaczającą go przyrodę i dopasowywać ją do swoich potrzeb. (…) Praca jest głównym sposobem kształtowania świadomości i osobowości człowieka”[13].

Swego rodzaju dialog z marksistowskim podejściem do pracy znaleźć można w encyklice „Laborem exercens” Jana Pawła II, która przedstawia personalistyczne ujęcie pracy. Według Jana Pawła II praca ludzka stanowi klucz do całej kwestii społecznej. Wszystkie czynności wykonywane przez człowieka w pracy mają „służyć urzeczywistnianiu się jego człowieczeństwa, spełnianiu osobowego powołania, które jest mu właściwe z racji samegoż człowieczeństwa” („Laborem exercens”, p. 6). Pracując, człowiek rozwija swoje człowieczeństwo: „Stworzony bowiem na obraz i podobieństwo Boga Samego (por. Rdz 1,26) wśród widzialnego wszechświata, ustanowiony, aby ziemię czynić sobie poddaną (por. Rdz 1,28), jest człowiek przez to samo od początku powołany do pracy. Praca wyróżnia go od reszty stworzeń, których działalności związanej z utrzymaniem życia nie można nazwać pracą” („Laborem exercens”, p. 25).

Z kolei Józef Tischner w „Etyce solidarności” pisze, że „praca jest szczególną formą rozmowy człowieka z człowiekiem, służącą podtrzymywaniu i rozwojowi ludzkiego życia. Krócej: praca to rozmowa w służbie życia”[14]. Dzięki temu, że praca służy życiu, zyskuje według Tischnera godność i wartość. Zgodnie z tą logiką nie jest pracą działanie, które zamiast życia przynosi śmierć. Innymi słowy, „praca bądź służy życiu, gdy podtrzymuje życie i zapewnia jego rozwój (praca rolnika, lekarza, budowniczego domu itp.), bądź nadaje życiu głębszy sens (np. praca artysty, filozofa, kapłana)”[15].

Praca dziś, czyli źródło nowych przeżyć

Przemiany, jakie zaczęły się dokonywać na początku lat 60. XX stulecia zarówno w sferze kulturowej, jak i gospodarczo-ekonomicznej, doprowadziły do kolejnego przełomu w postrzeganiu roli i znaczenia pracy. Od lat 80. XX wieku praca przestała się wiązać i kojarzyć z rutyną taśmy produkcyjnej. W społeczeństwie współczesnym – jak pisze Bauman – etyka pracy została zastąpiona estetyką konsumpcji[16]. Praca miała dostarczać przeżyć i doznań, być ekscytująca i pobudzająca. Jeśli taka nie jest, zostaje uznana za bezwartościową – nawet wówczas, gdy zapewnia dochód. Współczesny pracownik, tak jak konsument, jest przede wszystkim kolekcjonerem wrażeń i to ich szuka w swojej pracy.

Jeszcze do niedawna – do czasu wejścia na rynek pracy pokolenia milenialsów – dla większości ludzi to, co robili zawodowo, było podstawowym wyznacznikiem ich tożsamości, a rodzaj pracy ustalał pozostałe klasyfikacje społeczne: „Rodzaj pracy określał standardy życiowe, do których należało się dopasować i których należało przestrzegać (…). Kariera zawodowa określała wszystkie życiowe plany, a retrospektywnie przedstawiała zasadniczy zapis życiowych osiągnięć bądź klęsk; owa kariera była głównym źródłem wiary w siebie lub niepewności, zadowolenia z siebie lub obwiniania siebie, dumy albo wstydu”[17]. Styl i standard życia (czyli model rodziny, sposób spędzania czasu wolnego czy codzienne praktyki i zwyczaje) w dużym stopniu determinowane były przez rodzaj wykonywanej pracy. W efekcie w społeczeństwie nowoczesnym praca „znajdowała się w centrum życiowej budowli i obrony tożsamości człowieka, a zawód stanowił «zmienną niezależną», która pozwalała ludziom kształtować i przewidywać (z niewielkim marginesem błędu) wszystkie inne aspekty ich egzystencji”[18].

Ze względu na ogromne zmiany, które zaszły w naszym myśleniu o świecie przez ostatnie kilkadziesiąt lat, nauki społeczne mówią, że żyjemy obecnie nie w nowoczesności, a w epoce ponowoczesnej. Zmiany te doprowadziły do upadku autorytetów i tak zwanych wielkich narracji, a także do porzucenia przekonania o stałości i uniwersalności pewnych pojęć czy norm dotychczas uważanych za powszechnie obowiązujące. W konsekwencji żyjemy w poczuciu niepewności, braku stabilności i względności wszelkich zasad i reguł.

Ponowoczesny elastyczny i płynny rynek pracy, który wymaga od pracowników ciągłej nauki, przekwalifikowywania się, otwarcia na nowości itd., w znacznym stopniu utrudnia zżycie się z pracą i budowanie wokół niej własnej opowieści. Z założenia praktycznie każde zatrudnienie jest tymczasowe, nie ma zatem sensu w pełni utożsamiać się ze swoją pracą ani w niej zatracać. Bauman pisał: „Dla większości ludzi, wyjąwszy nielicznych szczęśliwców, na dzisiejszym elastycznym rynku pracy pojmowanie pracy jako powołania niesie ze sobą olbrzymie ryzyko i może prowadzić do katastrofy psychicznej i emocjonalnej”[19].

W krajach rozwiniętych praca stopniowo przestaje być głównym czynnikiem kreującym tożsamość, a ludzie ponownie zaczynają ją traktować głównie jako źródło pozyskiwania środków do życia. Skoro pracować trzeba, to dobrze, żeby praca była możliwie przyjemna, ciekawa, „fajna” i dawała solidne wynagrodzenie – tak też myślą milenialsi.

Ponowoczesny elastyczny i płynny rynek pracy, który wymaga od pracowników ciągłej nauki, przekwalifikowywania się, otwarcia na nowości, w znacznym stopniu utrudnia zżycie się z pracą i budowanie wokół niej własnej opowieści

Na naszych oczach dokonuje się kolejna zmiana w ideologii pracy, której naszym narzekaniem nie zatrzymamy. Zamiast tracić czas na próby cofania kijem Wisły, lepiej uczyć się od milenialsów i brać z ich podejścia do pracy to, co najlepsze dla nas i firmy.

Anna Maria Szutowicz z agencji Y&Lovers w rozmowie z „Wysokimi Obcasami”[20] przytacza kilka lekcji, które odebrała od swoich młodszych współpracowników. Dzięki nim wie, że trzeba być otwartym na nowości, a ciągła gotowość do zmiany jest dobrą cechą, która nie musi świadczyć o niestabilności. Aby dłużej zatrzymać milenialsów w naszym środowisku, warto stawiać przed nimi coraz to nowe wyzwania i nie pozwalać na popadnięcie w rutynę. Zamiast narzekać na ich lenistwo i niechęć do (niepotrzebnego) przepracowywania się – mówi dalej Szutowicz – lepiej zaakceptować etykę pracy młodego pokolenia. To pozwoli nam inaczej ustawiać relacje w pracy i otworzyć przestrzeń na kreatywność.

Milenialsi kwestionują istniejący porządek rzeczy, niewiele spraw jest dla nich z góry oczywiste – ani wiek, ani stanowisko nie muszą rzeczywiście świadczyć o większej wiedzy czy kompetencjach. Praca z nowym pokoleniem pracowników przypomina nam, żeby oceniać ludzi nie po wizytówkach, ale po tym, co i jak robią. Członkowie pokolenia Y uczą nazywania rzeczy, emocji i stanów po imieniu. A to może poprawić komunikację w naszej firmie.

Przy okazji, patrząc na obecne tempo zmian, warto się zastanowić: jaka kolejna rewolucja i ideologia pracy przeora nasze myślenie o sprawach, zdawałoby się, oczywistych?

Tekst ukazał się publikacji Zarządzanie z ludzką twarzą przygotowanej przez Laboratorium Więzi.


[1] P. D. Anthony, „The Ideology of Work”, Londyn 1970, s. 1.
[2] W. Kozek, hasło „Praca”, w: „Encyklopedia socjologii”, Warszawa 2000, s. 175.
[3] „Milenialsi są po prostu mądrzejsi, nie godzą się na traktowanie ich jak chłopów pańszczyźnianych”, http://wyborcza.pl/7,95891,23220513,milenialsi-sa-po-prostu-madrzejsi-nie-godza-sie-na-traktowanie.html, dostęp: 24.11.2018.
[4] „Mają 25 lat i chcą zarabiać 10 tys. zł miesięcznie. Nie są bezczelni, mają do tego prawo”, https://msp.money.pl/wiadomosci/prawop/artykul/milenialsi-w-pracy-mateusz-kurleto,68,0,2408260.html, dostęp: 25.11.2018.
[5] „Trzeba tych «leniwych i roszczeniowych» milenialsów nauczyć, że praca nie jest wartością samą w sobie”, http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,158669,24054374,trzeba-sie-od-tych-leniwych-i-roszczeniowych-milenialsow-nauczyc.html, dostęp: 25.11.2018.
[6] H. Arendt, „Kondycja ludzka”, Warszawa 2000, s. 92.
[7] A. Guriewicz, „Kategorie kultury średniowiecznej”, Warszawa 1976, s. 268.
[8] Tamże.
[9] Z. Bauman, „Praca, konsumpcjonizm i nowi ubodzy”, Kraków 2006, s.23.
[10] M. Weber, „Etyka protestancka a duch kapitalizmu”, Lublin 1994, s.152.
[11] Tamże, s. 148.
[12] Ł. Krzyżanowska, M. Stec, „Rynek pracy”, w: „Współczesne społeczeństwo polskie”, red. A. Giza, M. Sikorska, Warszawa 2012, s. 524.
[13] Tamże, s. 527.
[14] J. Tischner, „Etyka solidarności oraz Homo sovieticus”, Kraków 1992, s. 23.
[15] Tamże, s. 25.
[16] Z. Bauman, „Praca, konsumpcjonizm i nowi ubodzy”, dz. cyt., s. 68.
[17] Tamże, s. 43.
[18] Tamże.
[19] Tamże, s. 72.
[20] „Trzeba tych «leniwych i roszczeniowych»”…, dz. cyt.