Najwyższa pora, by uświadomić szerszej opinii publicznej, że odpowiedzialne za obecny kryzys w dziedzinie opieki psychiatrycznej mechanizmy dotykają także innych obszarów systemu ochrony zdrowia, a prywatne wydatki pacjentów nie rozwiążą tych problemów.

Znużeni informacjami o niedostatkach systemu publicznego, mogliśmy nie docenić wagi informacji o zawieszeniu działalności 40-łóżkowego oddziału psychiatrycznego dla dzieci i młodzieży w Józefowie pod Warszawą. Do jego zamknięcia doszło przed Bożym Narodzeniem ubiegłego roku, gdy pracujący tam lekarze złożyli wypowiedzenia, powołując się na ciężkie warunki pracy. Jak się okazało, braki kadr specjalistycznych w tym obszarze są tak głębokie, że ustępujących po prostu nie miał kto zastąpić.

Jeszcze większą trwogą powinien nas napawać sposób, w jaki doszło do uratowania tej placówki. Stało się to bowiem dzięki decyzji JEDNEJ lekarki-specjalistki – dr hab. Lidii Popek, która zgodziła się objąć kierownictwo nad porzuconą placówką, dokonując tym samym „świątecznego cudu”, aby użyć słów Michała Stelmańskiego, prezesa Mazowieckiego Centrum Neuropsychiatrii, w skład którego wchodzi wskrzeszony dobrą wolą nowoczesnej siłaczki oddział.

Tak oto psychiatria dziecięca stała się pierwszym obszarem ochrony zdrowia w Polsce, w którym spektakularnie, na naszych oczach, załamuje się już nie tylko opieka ambulatoryjna, ale także szpitalna. Dotychczas opinia publiczna żywiona była przekonaniem, że co prawda średnio radzimy sobie z leczeniem chorób przewlekłych, o profilaktyce nawet nie wspominając, ale w stanach nagłych każdy może liczyć na szybką i sprawną pomoc publicznego szpitala. Jeżeli nawet podczas wielomiesięcznego oczekiwania w kolejce do specjalisty stan zdrowia pacjenta gwałtownie się załamie, to wkroczy do akcji nasz szpitalocentryczny system publiczny – może nieracjonalny (bo przecież lepiej zapobiegać, niż ratować w stanach nagłych), może nieekonomiczny (bo ambulatoryjna opieka jest tańsza niż hospitalizacja), ale dostępny i na swój sposób niezawodny. Obecny stan psychiatrii dziecięcej pokazuje, że w niektórych obszarach medycyny znika nawet ta ostatnia deska ratunku – oddziały ledwie mieszczą niedoszłych samobójców.

Wystarczy jednak porozmawiać z lekarzami ze szpitali powiatowych, by zrozumieć, że podobne procesy dotyczą wielu dziecin, np. pediatrii. Znalezienie miejsca w szpitalu specjalistycznym dla wymagającego intensywnej terapii noworodka oznacza nierzadko godziny telefonów lekarza dyżurnego w poszukiwaniu wolnego łóżka, także w sąsiednich województwach, a także wolnej karetki, która zawiezie dziecko, pokonując nawet kilkugodzinną trasę.

Anatomia upadku

Dramatyczny stan polskiej psychiatrii jak na dłoni ukazuje, co jest nie tak z polską polityką zdrowotną i dlaczego nie możemy spodziewać się szybkiej zmiany na lepsze. Przecież w katastrofalnym stanie opieki nad pacjentami z zaburzeniami psychicznymi nie ma nic zaskakującego.

Problemy trapiące tę dziedzinę są od lat doskonale znane: jest ona skrajnie niedofinansowana, nawet na tle polskiego systemu ochrony zdrowia. Doświadczone kadry topnieją, a warunki pracy są tak złe, że zniechęcają młodych lekarzy do podjęcia tej specjalizacji. Efektem jest zjawisko negatywnej selekcji kandydatów do tego wyjątkowo wymagającego obszaru medycyny, zbadane i opisane w punktowanych czasopismach naukowych. Do tego model opieki nad pacjentami jest przestarzały, skupiony na leczeniu w zamkniętych szpitalach psychiatrycznych. W społeczeństwie utrzymują się negatywne stereotypy na temat chorób i zaburzeń psychicznych, a związana z tym stygmatyzacja chorych utrudnia ich leczenie, a następnie powrót do codzienności.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź” wiosna 2019

Więź, wiosna 2019

Zamów tutaj