Mieliśmy poczucie, że trzeba wyjść z bezradności czy bierności świeckich katolików, którzy narzekają, że pewnych rzeczy nie da się zrobić. Pokazaliśmy, że można i to właściwie bez funduszy – mówi Zbigniew Nosowski o inicjatywie „Zranieni w Kościele”.

Wywiad ze Zbigniewem Nosowskim ukazał się dziś na portalu Onet.pl. Rozmawiała Karolina Rogaska.

Redaktor naczelny „Więzi” jest rzecznikiem prasowym Inicjatywy „Zranieni w Kościele”, która uruchomiła telefon wsparcia dla osób dotkniętych przemocą seksualną. „Mieliśmy poczucie, że trzeba wyjść z bezradności czy bierności świeckich katolików, którzy narzekają, że pewnych rzeczy nie da się zrobić. Pokazaliśmy, że można i to właściwie bez funduszy. Całość naszych działań opiera się na kilkumiesięcznej wolontariackiej pracy kilkunastu osób. Choć, patrząc na liczbę dzwoniących na dwóch pierwszych dyżurach, może się okazać, że będzie trzeba rozszerzyć działalność i finansowanie okaże się niezbędne” – wyjaśnia.

Nosowski podkreśla, że „potrzeba było takiego miejsca, które wskazywałoby wyraźną chrześcijańską inspirację, ale nie byłoby bytem kościelnym w sensie instytucjonalnym. „Wiedzieliśmy od specjalistów, że dla części osób skrzywdzonych przez księdza pierwszy kontakt nie powinien być z osobą duchowną, bo to może jej się za bardzo kojarzyć ze sprawcą” – dodaje.

„Stawiamy pokrzywdzonych na pierwszym miejscu i nadrzędnym celem jest uniknięcie traumatyzacji i ponownej wiktymizacji. Trzeba się więc zatroszczyć o to, by ta osoba była chroniona” – mówi rzecznik inicjatywy. Jak tłumaczy, dzwoniące osoby „miały bardzo różny stosunek do Kościoła. Część podkreślała, że nie chce mieć z nim nic wspólnego. Trafiła się też jednak osoba, która upewniała się, czy my na pewno nie chcemy uderzyć w tę instytucję, tak mocno była związana ze wspólnotą wiary. Miała poczucie, że skrzywdził ją konkretny sprawca, a nie cały Kościół”.

Nosowski wyjaśnia, że telefon zaufania daje poszkodowanym „przede wszystkim życzliwą informację, pomoc i poradę”. „Myślimy też o wsparciu na przyszłość. Zakładamy, że tymi rozmowami chcemy zachęcić osoby skrzywdzone do zmierzenia się ze swoim doświadczeniem i spotkania ze specjalistą, którego akurat najbardziej potrzebują. Współpracują z nami trzy grupy ekspertów: terapeuci, duszpasterze oraz prawnicy” – dodaje.

Sama inicjatywa – jak podkreśla jej rzecznik – prowadzona jest przez świeckich katolików, a nie na zlecenie hierarchii kościelnej.

Jak zaznacza Nosowski, pojawiały się już niewłaściwe odczytania „Zranionych”. „Z jednej strony osoby nastawione mocno niechętnie do wszystkiego, co religijne, mogą to uznać za wizerunkowe działanie Kościoła, który jedną ręką gwałci dzieci, a drugą wysyła osoby świeckie, by przyjmowały zgłoszenia od pokrzywdzonych” – mówi. „Z drugiej strony są katolicy (i duchowni, i świeccy) sceptycznie nastawieni do podkreślania szczególnego aspektu pedofilii w Kościele” – dodaje.

Czy działanie telefonu zaufania może być początkiem przełomu, brania na siebie przez Polaków odpowiedzialności? – pyta dziennikarka Onetu. „Nie liczyłbym na gwałtowny przełom, bo takie postawy zmieniają się ewolucyjnie. Sytuacja, o której rozmawiamy, skłania wielu ludzi do moralnego oburzenia, które jednak może stać się gestem Piłata, czyli umyciem rąk. Oburzam się – i na tym koniec. Nie mam z tym nic wspólnego… My postanowiliśmy pokazać, że takie oburzenie może się stać początkiem działania” – odpowiada redaktor naczelny „Więzi”.

„Ja i inne osoby zaangażowane w inicjatywę nie mamy osobiście związku z wykorzystywaniem seksualnym, nie jesteśmy winni, jednak uznajemy własną część odpowiedzialności – nie za przeszłość, lecz za swoje reakcje teraz i w przyszłości. Za to, ile ofiar znajdzie sprawiedliwość i spokój. Możemy wpływać na ograniczanie przemocy. Choć sam mogę zrobić niewiele, to jednak to niewiele jest czymś szalenie istotnym” – podkreśla Nosowski.

Co można robić na co dzień, żeby coś zmienić? – pyta na koniec Karolina Rogaska. „Przede wszystkim trzeba być uważnym. Największym problemem, który dotyczy pedofilii, jest fałszywe społeczne wyobrażenie przestępcy. Ludziom trudno uwierzyć, że ktoś to dopuszcza się takich czynów, jest w innych sferach życia wyjątkowo sprawnym i skutecznym człowiekiem” – mówi rzecznik „Zranionych w Kościele”. Zachęca czytelników do aktywności: „Katolikom mogę zaproponować, żeby porozmawiali ze swoimi proboszczami o tym, czy można powiesić przed kościołem albo umieścić w gazetce parafialnej plakat naszej inicjatywy – żeby numer telefonu wsparcia 800 280 900 trafił do tych, którzy mogą go potrzebować (chętnie wyślemy plakat, wystarczy napisać na info@zranieni.info)”.

DJ