Czekałem na tę konferencję prasową episkopatu jak rzadko na co w życiu. Że w końcu mój Kościół się rozliczy. Przeżyłem szok.

Najpierw dostałem zaproszenie na spotkanie z abp. Stanisławem Gądeckim w ramach serii jego spotkań z poszkodowanymi–ocalonymi. Pojechałem nie dla siebie, bo jako żywo nie mam prawa do czegokolwiek ze strony Kościoła, ale z myślą o innych. Żeby to się wreszcie skończyło. Żeby żadne dziecko nie zostało już skrzywdzone przez duchownego (opis moich doświadczeń – tutaj).

Nasza rozmowa trwała prawie dwie godziny, wydawało mi się, że widzę w oczach arcybiskupa zrozumienie. Moją relację z tej rozmowy przytaczał redaktor Zbigniew Nosowski, również wierząc, że coś się przełamuje w przewodniczącym KEP.

Potem był szczyt watykański, na którym przedstawiciele krajowych konferencji episkopatów słuchali mądrych wystąpień i „doszkalali się” w tej dziedzinie. Niestety polski przedstawiciel, abp Marek Jędraszewski, wyjechał z Rzymu przed zakończeniem spotkania, nawet przed nabożeństwem pokutnym. Poczułem się wtedy, jakbym został spoliczkowany. Jego wcześniejszy wyjazd uznałem za symboliczną ucieczkę od problemu (pisałem o tym tutaj).

Po moim trupie!

Następnie odbył się w Kościele w Polsce dzień pokuty, ustanowiony przez biskupów. I tu zacząłem mieć dziwne przeczucia. Najpierw dostałem krótką wiadomość od kolegi księdza. Pisał mi, że z kurii otrzymali zalecenie: „Zgodnie z ustaleniami podjętymi na 380. Zebraniu Plenarnym KEP, 8 marca br. będzie dniem modlitw i pokuty za grzechy wykorzystania seksualnego małoletnich. Załączony tekst prosimy wykorzystać przynajmniej podczas jednego z odprawianych publicznie w parafii w tym dniu nabożeństw Drogi Krzyżowej”.

Podczas konferencji prasowej biskupów więcej mówiono o „przypadkach” zgłoszeń wykorzystywania seksualnego, czyli o sprawcach, niż o ich ofiarach

Pięknie. Tylko że kolega (młody wikary) pisał dalej: „Taką informację otrzymaliśmy wczoraj w mailu z kurii. Tak się złożyło, że wieczorem odbyło się spotkanie «księżowskie» przy okazji imienin mojego proboszcza. Dziekan, który był obecny na tym spotkaniu, powiedział, że taka droga krzyżowa będzie odprawiona u niego w parafii «po jego trupie» i zaczął gadać o «atakach na Kościół» oraz o tym, że biskupi walczą z biskupami i rozwalają Kościół. Na moje odezwanie się, że trzeba było dawno pedofilów oddać prokuratorowi, to nie byłoby ataków na Kościół – podniosła się wrzawa i do dziekana przyłączyli się prawie wszyscy, za wyjątkiem jednego mojego kolegi. Komentowano z oburzeniem gest papieża Franciszka [wobec Marka Lisińskiego] i postawę samego papieża. To jest polski Kościół, coraz bardziej się przekonuję, że te typy muszą po prostu wymrzeć, bo betonu nic nie skruszy. Pozdrawiam smutno od rana”.

W pierwszy piątek Wielkiego Postu jednak kilku biskupów podeszło do problemu na poważnie. Bp Andrzej Czaja pojechał do parafii, gdzie doszło do wykorzystania. Bp Piotr Libera napisał mocny list do „braci kapłanów”. Ale nie wszyscy tak zareagowali – na przykład bp Ignacy Dec był na liturgii, lecz z jego ust nie padło żadne słowo na ten temat. Jeszcze inni, mam wrażenie, zlekceważyli temat i nawet się nie pojawili. Ciekawe, że w parafii „mojego” wikarego nabożeństwo się jednak odbyło – proboszcz nie był chętny, ale ostatecznie zostawił to do decyzji młodszego duchownego.

Rozczarowanie

Potem padła zapowiedź konferencji prasowej i ujawnienia liczby osób pokrzywdzonych i sprawców. Czekałem na nią jak rzadko na co w życiu. Że w końcu mój Kościół rozliczy się z przestępstw i grzechów. Z przejęciem śledziłem w internecie relację na żywo.

Pierwszy szok przeżyłem, widząc abp. Jędraszewskiego, który wyjeżdżając z Watykanu, pokazał, jak bardzo obchodzą go osoby skrzywdzone. Drugi – gdy zaczął on usprawiedliwiać sprawców, mówiąc o totalitarnym charakterze zasady „zero tolerancji”. Po raz kolejny zlekceważono pokrzywdzonych. Więcej mówiono zresztą o „przypadkach” zgłoszeń wykorzystywania seksualnego, czyli o sprawcach, niż o ich ofiarach.

Liczyłem jeszcze, że może jednak któryś z siedzących za tym stołem duchownych uderzy się w piersi i powie: przepraszam. Przepraszam was, ofiary, za schrzanione życie, za zrytą psychikę, za to, że jeśli się przyznacie, to nasi wierni traktują was jak szmaty, a my nic z tym nie robimy. Sam, mieszkając na wsi, ukrywam się pod pseudonimem. Nikt nie wie o mojej traumie, także moja rodzina. Nikt za nic nie przeprosił.

Tylko jeden z obecnych na konferencji biskupów zachował się jak człowiek – prymas Wojciech Polak

Usłyszeliśmy wczoraj wywody, że pedofilia to nie tylko problem Kościoła, że to problem ogólnospołeczny. Rzeczywiście tak jest, ale czy ta konferencja była poświęcona pedofilii na świecie, czy w Kościele rzymskokatolickim w Polsce? Takie stawianie sprawy odebrałem jako rozmywanie problemu i zrzucanie na cały świat odpowiedzialności za czyny swoich duchownych i własną bierność. Przypomniały mi się durne teksty o hydraulikach i nauczycielach. Oni jednak nie uważają się za działających in persona Christi, żaden nie twierdzi, że jest alter Christus. Sęk w tym, że dla mnie i innych skrzywdzonych konkretni duchowni – występując jako „drugi Chrystus” – byli raczej personifikacją zła, byli krzywdzicielami i deprawatorami.

Padło kilka liczb, na które czekałem bodaj pół roku. Liczb, które winny być podane miesiące temu. Całe to statystyczne opracowanie niewiele jednak mówi zwykłemu człowiekowi. Gorzej, że za analizami danych nie poszły jakiekolwiek wnioski. Choćby taki, że skoro sprawcy są najczęściej w wieku 30-40 lat, to Konferencja Episkopatu Polski zdecydowała się na podjęcie odpowiednich działań. Może dodatkowe badania psychologiczne, jakaś superwizja? Sam nie wiem, co zaproponować – nie jestem specem. Wiem za to, że poza wodolejstwem nie padła na konferencji prasowej żadna konkretna informacja. Prymas Polski Wojciech Polak i ojciec Adam Żak mówili o konieczności zmian w kształceniu duchownych i o zasadach prewencji dla osób pracujących z dziećmi. Tyle że w dużej mierze wciąż było to mówienie o tym, co trzeba zrobić, a nie co już zrobiono. Ciekawe zresztą, czy do tych działań zaproszono chociaż jedną osobę pokrzywdzoną…

Dziwi mnie przyjęcie cezury roku 1990 przy liczeniu danych. Dlaczego? Trzeba policzyć wszystkich! Nie są do tego konieczne kościelne archiwa, w których z różnych powodów nie ma nic na temat sprawców. Żyją ofiary, są świadkowie. Jedynie abp Polak wspomniał podczas konferencji prasowej o nowym telefonie wsparcia „Zranieni w Kościele”, powstałym z inicjatywy świeckich katolików. Czy ta inicjatywa nie powinna służyć do tego, aby dotrzeć do jak największej liczby osób poszkodowanych?

A przecież Kościół ma do dyspozycji telewizję, radia diecezjalne, prasę! I wreszcie ambony w kościołach! Ale na ten temat nie padło ani słowo, bo nie ma pomysłu, co z tym zrobić. Abp Gądecki w listopadzie zapowiedział, że w kościołach w całej Polsce będzie odczytane Stanowisko KEP w sprawie wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży przez niektórych duchownych – i do dziś go nie odczytano.

Ilu trzeba Sprawiedliwych?

Księża Biskupi, sytuacja przerosła Was. Chyba nadal żyjecie w przekonaniu, że jeśli nie będziecie o problemie mówili, nie będziecie nic robili, to on sam zniknie. Otóż nie zniknie. To się dzieje nadal i stale. I pewnie gdy to piszę, gdzieś w Polsce jakiś zwyrodnialec w sutannie krzywdzi kolejne dziecko. Mówiłem to byłemu/obecnemu przewodniczącemu KEP.

Znowu, rzecz jasna, podzielono nas ocalonych na lepszych i gorszych. Minęło wiele lat, twój oprawca nie żyje – umywamy ręce. Jak Piłat. Byleś zszedł nam z oczu. Bylebyśmy nie musieli uszczuplić naszego majątku. Już prędzej dalibyście sobie odciąć lewe dłonie, prawda? Jak faryzeusze, zgodnie z literą prawa. Dla was nie mamy nic. Nawet zawiadomienia, czy twoja sprawa się toczy – bo ja takowego od 28 września 2018 r. do dzisiaj nie otrzymałem. Nikt też nie zainteresował się czymkolwiek związanym ze mną. Głucha cisza.

Gdzie więc miłosierdzie chrześcijańskie? Tak chętnie przecież jako biskupi podkreślacie „polskość” tego kultu. Ale sami trzymacie się od miłosierdzia z daleka. Gdzie współodczuwanie? Gdzie odpowiedzialność za, było nie było, dzieci Kościoła? W końcu uważacie się za ojców diecezji. Nie zauważyliście, że w ten sposób sami nam mówicie: szybciej doczekasz się sprawiedliwości państwowej niż od nas, hierarchii kościelnej.

Po wczorajszej konferencji prasowej muszę z żalem powiedzieć osobom skrzywdzonym czekającym w kolejce na spotkanie z abp. Gądeckim: nie warto jechać. Szkoda czasu. Poświęćcie go na coś naprawdę ważnego – jak spotkane z rodziną albo spacer z psem. Niestety, dotychczasowe spotkania z poszkodowanymi nic przewodniczącemu KEP nie dały. Niczego nie zrozumiał…

Tylko jeden z obecnych na konferencji biskupów zachował się jak człowiek – prymas Polak. Ilu to trzeba było Sprawiedliwych w Sodomie, żeby miasto ocalało?