Nawet jeśli zadzwoni do nas tylko jedna osoba wykorzystana w Kościele, to i tak warto było uruchomić telefon zaufania – mówi Barbara Smolińska, psycholog i prezes zarządu Fundacji Pomocy Psychologicznej „Pracownia Dialogu”.

Przeprowadzony przez Natalię Waloch wywiad z Barbarą Smolińską, doktor nauk humanistycznych, psycholog i superwizor Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, prezes zarządu Fundacji Pomocy Psychologicznej „Pracownia Dialogu”, ukazał się 9 marca w „Gazecie Wyborczej”.

Rozmowa dotyczyła wykorzystywania seksualnego nieletnich. Jak zauważa psycholog, żeby poradzić sobie z tak wielką traumą, „trzeba wyjść z tajemnicy, podzielić się bolesnym doświadczeniem”. „Dziecko wykorzystane seksualnie czuje się przerażone, zawstydzone, zagubione. Im młodsze, tym mu trudniej, bo często nie jest nawet w stanie o tym opowiedzieć, nie wie, jak to nazwać. Zostaje z wyrządzonym mu złem samo. I już jako dorosły żyje z tą tajemnicą oraz ze wszystkimi tego konsekwencjami” – mówi Smolińska. „W wyniku takiego doświadczenia może wystąpić zespół stresu pourazowego, często utrwalony. Na całe życie pozostają problemy w relacjach. Niewyrażone uczucia, głównie gniewu i żalu, mogą być przyczyną chronicznego smutku, depresji czy zachowań autodestrukcyjnych, w tym samookaleczania się, myśli i prób samobójczych. Jedną z najpoważniejszych konsekwencji jest zniszczenie u ofiary zaufania” – dodaje.

Jak zauważa szefowa Fundacji Pomocy Psychologicznej „Pracownia Dialogu”, do wykorzystywania seksualnego dochodzi najczęściej w rodzinie. „Często sprawcą jest na przykład nauczyciel, instruktor, ksiądz, czyli ktoś znajomy, kto buduje relację z dzieckiem, a potem ją wykorzystuje. To niszczy zaufanie u samych podstaw. Nie tylko do innych, ale też do siebie samego” – zaznacza. „Dziecko nie wie już, czy wierzyć swoim odczuciom, które sygnalizują, że stało się coś złego, czy wierzyć temu, co mówi sprawca. A on mówi zazwyczaj, że zachowania seksualne, w które wciąga dziecko, to coś dobrego, wynikającego z ich wyjątkowej relacji. W ten sposób podcina zaufanie dziecka do siebie samego. Z takiego kogoś wyrasta dorosły, który nie ufa swoim odczuciom, uczuciom i myślom. Czyli nie ufa sobie” – mówi.

Smolińska podkreśla, że zdarzało jej się pracować z ofiarami wykorzystania seksualnego i nigdy nie było tak, że ktoś przyszedł i na pierwszej konsultacji powiedział, że przed laty był wykorzystywany. Takie osoby zaczynają się otwierać po roku albo dwóch terapii, kiedy zbuduje się już relacja zaufania z terapeutą. „Czasem naprawdę dopiero wówczas ten człowiek przypomina sobie, bo wydarzenie było tak straszne, że zostało wyparte ze świadomości, z pamięci. Mechanizmy obronne potrafią być tak silne” – dodaje.

Szefowa Fundacji Pomocy Psychologicznej „Pracownia Dialogu” mówi, że najważniejsze w pomocy ofiarom jest działanie, dlatego też powstał telefon zaufania „Zranieni w Kościele” (wspólna inicjatywa Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie, Laboratorium „Więzi” i Fundacji Pomocy Psychologicznej „Pracownia Dialogu”). „Pokrzywdzonym będziemy mówić, że to, co się stało, jest przestępstwem i czynem karalnym. Zaproponujemy pomoc w zgłoszeniu krzywdy do właściwych instytucji kościelnych i państwowych, ponieważ współpracujemy także z prawnikami” – wyjaśnia. Jak zaznacza, ofiara powinna przede wszystkim usłyszeć: „Wierzę pani/panu”.

„Dla mnie społeczeństwo obywatelskie, do którego aspirujemy, polega właśnie na tym, żeby – w miarę własnych możliwości – wziąć na siebie część odpowiedzialności za zło, które się wydarzyło, i starać się naprawiać jego skutki. Za każdym wykorzystaniem seksualnym stoi ogromna trauma bardzo konkretnego człowieka. Nawet jeśli zdecyduje się zadzwonić do nas tylko jedna taka osoba, to i tak warto było uruchomić telefon” – podkreśla Smolińska.

DJ