Prośmy o łaskę uzdrowienia zadanych ofiarom ran, o moc wiary, by nie zwątpiły w Boga i nie odeszły od wspólnoty Kościoła – mówił bp Andrzej Czaja w Jemielnicy.

Biskup Andrzej Czaja przewodniczył wczoraj w Jemielnicy przebłagalnemu nabożeństwu za grzechy wykorzystywania seksualnego małoletnich przez księży. Przyjechał do parafii, w której wikary w 2012 roku wykorzystał seksualnie ministranta.

– Moje uczestnictwo pośród was, w Jemielnicy, nie jest przypadkiem. Jesteście tą parafią, która została dotknięta przez straszliwy grzech księdza naszej diecezji. Wasz były wikary dopuścił się przestępstwa wykorzystania seksualnego małoletniego. O tym większość z was już wie, choćby z mediów. Ksiądz Mariusz sam się przyznał, został przez Kongregację Nauki Wiary wydalony ze stanu duchownego i czeka na ostateczny wyrok sądu państwowego. Brzemię tego grzechu jest jednak straszne. Przychodzi się z nim zmagać nade wszystko osobom pokrzywdzonym, małoletnim, którzy doznali wielkich ran, wręcz okaleczenia w swoim wnętrzu – mówił cytowany przez opolskiego „Gościa Niedzielnego” bp Czaja podczas Drogi Krzyżowej.

– To czego dopuścił się wasz były wikary, to akt szczególnego świętokradztwa, znieważenia Chrystusa, Jego Ciała, zadania ran tym bezbronnym członkom Ciała Chrystusowego, którymi są osoby małoletnie. To rany zadane przez osobę konsekrowaną do tego, aby reprezentować Chrystusa, strzec, dbać o bezpieczeństwo wszystkich powierzonych owieczek, zwłaszcza tych najsłabszych – dodał.

– Przybywam do was jako biskup Kościoła opolskiego, aby najpierw przeprosić za to zło, które dotyka was. Za to zgorszenie. Przybywam też, aby się za was i parafię modlić, aby w tych trudnych chwilach umieć udźwignąć ciężar tego grzechu, przestępstwa i tym bardziej zatroszczyć się o dobro wszystkich dzieci i młodzieży. Przybyłem do was z wielką prośbą: abyście razem, w jedności ze mną, podjęli rozważanie męki Pańskiej w duchu przebłagania Boga za zło, którego dopuścił się Jego sługa, wynagradzając Bogu za wszystkie grzechy nas, duchownych, wobec małoletnich – mówił biskup opolski.

Bp Czaja apelował o otoczenie troską i modlitwą ofiary przestępstwa i ich najbliższych. – Prośmy o łaskę uzdrowienia zadanych im ran, o moc wiary, by nie zwątpili w Boga i nie odeszli od wspólnoty Kościoła, by doświadczyli wielorakiej pomocy ludzkiej. Oni niczemu nie są winni. Módlmy się za wszystkie ofiary grzechów nas, kapłanów diecezji opolskiej. Polecajmy też Bogu i ks. Mariusza, i innych kapłanów, którzy podobnie jak on zgrzeszyli, prosząc o łaskę zmiłowania dla nich, wstąpienia na drogę Bożą – mówił.

Po Drodze Krzyżowej biskup odprawił Mszę św. w intencji ofiar. – To nie jest tak, że ksiądz dopuszcza się od razu takiego czynu, że nagle dokonuje się przestępstwo. Najpierw zakrada się jakiś bakcyl, jakieś schorzenie duszy. Potem przeradza się to w jakąś gangrenę, która zżera serce i sumienie. Jak się okazuje, to może spotkać nawet kapłana, biskupa, kardynała. Trzeba więc nam dbać o zdrowie ducha, aby nie pobłądzić, nie dawać zgorszenia i nie ranić naszych bliźnich w rodzinach, w parafiach – powiedział w homilii.

W lutym Fundacja „Nie lękajcie się” w swoim raporcie o reakcjach biskupów polskich na pedofilię zarzuciła bp. Czai, że przeniósł on sprawcę z Jemielnicy do innej parafii, „starał się chronić go, przekonując matkę ofiary do niezgłaszania sprawy na policję i przez 5 lat nie poinformował o przestępstwie organów ścigania”.

– Pamiętam tę sprawę bardzo dobrze. Usłyszeliśmy wstrząsającą relację chłopca o tym, czego dopuścił się ksiądz wikariusz z parafii. Starałem się – najlepiej jak tylko potrafiłem w tym momencie całkowitej bezradności i bólu – wyrazić chłopcu i jego mamie współczucie, przeprosiłem za zachowanie duchownego. Zapewniłem też, że ksiądz M. zostanie odwołany z parafii i otrzyma słuszną karę. Jeszcze w tym samym dniu wezwałem do siebie oskarżanego duchownego. Powiedziałem mu, że zarzuty brzmią dla mnie bardzo wiarygodnie i że grozi mu więzienie oraz wydalenie z kapłaństwa. Dałem mu jednak do zrozumienia, że najważniejsze jest, aby stanął w prawdzie przed Bogiem. Poprosił o dwie godziny do namysłu. Gdy wrócił, przyznał się do zarzucanych czynów. Został odwołany z parafii i skierowany do klasztoru, a sprawę przekazano do Kongregacji Nauki Wiary – wyjaśniał biskup opolski w rozmowie z „Więzią”. – Byłem usilnie proszony przez matkę chłopca i towarzyszącą jej koleżankę o zachowanie jak najdalej idącej dyskrecji. A w momencie, gdy przedstawiono mi tę sprawę, obowiązujące w Polsce przepisy nie nakładały – jak obecnie – prawnego obowiązku zgłoszenia takiego przestępstwa na każdą osobę, która się o nim w wiarygodny sposób dowiedziała. Taka zmiana przepisów weszła w życie dopiero w lipcu 2017 roku. Wtedy też od razu dokonaliśmy zgłoszenia w prokuraturze – dodawał.

DJ