Wygląda na to, że Patryk Vega wynalazł rodzimą wersję amerykańskiego kina klasy B. Jaki będzie jego następny krok?

Pamiętacie majora Bońkę ze „Służb Specjalnych”? To ten kapitalnie zagrany przez Janusza Chabiora, rzucający na prawo i lewo bluzgami cyngiel z WSI, który przeżywa na naszych oczach nawrócenie. Spowiada się szantażowanemu teczkami księdzu (Andrzej Grabowski) i przechodzi religijną ścieżkę. Brakuje mi takich postaci w ostatnich dokonaniach Patryka Vegi. Choć przywołany film jest bardzo nierówny, Bońka to bohater wyjęty z najlepszych religijnych traktatów Abla Ferrary. Postać majora jest jednak napisana tak dobrze jak bohaterowie kultowego serialu „Pitbull” (2005-2008), który dał Vedze przepustkę do kariery. Zlepieni z przeżyć samego reżysera, który nie unikał alkoholu i narkotyków, a dziś zrezygnował nawet z tłustego jedzenia, tracąc w ciągu 12 miesięcy prawie 40 kilo (sic!).

W ostatnich latach twórca „Botoksu” znany jest ze specyficznego stylu kręcenia filmów. Krytycy tego stylu nienawidzą, widzowie go kochają. Szaleństwo, anarchia, „bohomazowy” rys pozwalają określić dorobek Vegi mianem bardzo autorskiego. Ojciec chrzestny polskiego kina sensacyjnego Władysław Pasikowski dowiódł w solidnym, ale pozbawionym szaleństwie filmie „Pitbull. Ostatni pies”, że tylko Vega jest w stanie wykreować na ekranie specyficzną atmosferę swojskiej krwawej jatki.

Można się zżymać na jego kino. Można je potępiać, wyśmiewać i traktować jak produkt filmopodobny. Tak jest najłatwiej.

Sataniści i pedofilia

Reżyser nie zwalnia tempa i wypełnia zobowiązania, jakie ma wobec swoich inwestorów, kiniarzy i dystrybutora. Do 2023 roku w kinach są już ustalone daty premier kolejnych filmów (ma ich być – uwaga – 10!). „Kobiety mafii 2” właśnie goszczą na naszych ekranach. Sam Vega przebywa obecnie w Bangkoku, gdzie kręci nowy film „Small World”. Premiera oczywiście w tym roku.

To właśnie ten obraz może mieć klimat specyficznie vegańsko uduchowionych „Służb specjalnych”. „Myślę o tej produkcji jak o międzynarodowym projekcie. Artyści z różnych krajów zjednoczą się w proteście będącym krzykiem przeciwko handlowi dziećmi, który jest porażającym procederem. Mam nadzieję, że film zagości ze swoim przesłaniem na zagranicznych festiwalach. Dla mnie będzie miał on charakter misyjny i ewangelizacyjny. Chcę go zrobić jako człowiek, a nie producent czy biznesmen. Ten obraz będzie dziesięć razy większym hardcorem niż «Botoks». Scenariusz jest bardzo mocny”– mówił w grudniu zeszłego roku w mojej audycji „Wieczór filmowy Adamskiego” w Polskim Radiu 24. Jak dodał, jego film pokaże, że za międzynarodowymi szajkami pedofilskimi kryją się… sataniści.

Szaleństwo, anarchia, „bohomazowy” rys pozwalają określić dorobek Vegi mianem bardzo autorskiego

Trzeba przyznać, że w czasie powszechnego glanowania Kościoła katolickiego za skandale pedofilskie jest to bardzo nonkonformistyczne i szokujące podejście do tematu. Vega jest świadomy, że jego gangsterskie kino ma coraz słabsze otwarcia (370 tys. „Kobiet mafii 2” to prawie dwa razy mniej widzów niż przy pierwszej części z zeszłego roku). Czy „Small World” będzie wejściem na inną ścieżkę? „To będzie film o walce dobra ze złem. Chrystus mówi, że «Królestwo wewnętrznie skłócone nie jest w stanie się ostać na fundamentach». Do dzisiejszego świata coraz mocniej przenikają symbole satanistyczne. Nawet na tej najniższej płaszczyźnie. Znaki satanistyczne stały się zabawą. W tym filmie będę chciał pokazać, że za nimi kryje się zło i ciemność. Chcę wywołać w ludziach wstręt do zabawy tego rodzaju symboliką, pokazując cierpienie milionów dzieci” – mówił mi w wywiadzie w 2017 roku.

Poza? Wyrachowanie? Pozerstwo? Przecież Vedze nie opłaca się pozować. Otwarcie feministyczny „Botoks” został zmiażdżony przez feministki między innymi za antyaborcyjny wątek. Część stałej kobiecej obsady porzuciła współpracę z reżyserem po jego otwartej deklaracji pro-life. „Botoks” był zresztą ostatnim filmem Vegi, w którym podejmował wątki ideologiczno-religijne. „Kobiety mafii” (w zamierzeniu trylogia) nie są jednak tylko i wyłącznie odcinaniem kuponów od sagi „Pitbull”. Vega w pierwszej części uśmiercił bohaterów, granych przez swoich ulubionych aktorów, natomiast drugą odsłonę przeniósł na kilka kontynentów. Widać w dodatku, że postanowił nakręcić film, jakiego nasze kino jeszcze nie widziało.

Coś więcej?

Niewielu jest w Polsce krytyków, którzy analizowaliby bez uprzedzeń fenomen twórcy „Pitbulla”. Na szczęście są wyjątki. Najlepszy analityk kina Vegi dr Michał Oleszczyk napisał o „Kobietach mafii 2”: „liczne sceny ze świetnymi aktorkami Vegi (Dygant! Popławska! Grabowska!) w trybie «full female power bez trzymanki» zawstydzają tatusiowe kino polskie odruchowym, mocnym, popowym feminizmem z elementami czegoś, co niniejszym chciałbym ochrzcić mianem borscht-exploitation (barszczowej eksploitacji, czyli kina śmieciowego klasy B na naszą wschodnioeuropejską miarę)”.

Trudno o lepszy opis ostatniego filmu króla filmowej komercji. W drugiej części „Kobiet mafii” Vega zrobił kolejny krok w swojej zdumiewającej karierze. Kastracja mężczyzny piłą łańcuchową przez Latynoskę uciekającą od patriarchalnej kultury, przewiercanie nóg facetowi przez szefową polskiej mafii, wcześniej gwałconą przez polskich maczo – tak oto feminizm miesza się z krwawym kinem klasy B i radością dużego dzieciaka z autorskiej twórczości, którą na dodatek może kręcić w Maroku, Kolumbii, Dubaju czy Berlinie. „Kobiety mafii 2” można traktować jako pierwszy polski film klasy B. Tomasz Raczek uważa ponadto, że Vega jest założycielem polskiej odmiany tego kina. Zgadzam się z nim.

Upieram się jednak, że Vega naznacza ten B-klasowy filmowy miszmasz czymś więcej. W „Służbach specjalnych” był to neokatechumetalny katolicyzm. W „Botoksie” otwarte wyznanie pro-life. „Kobiety mafii” to natomiast feminizm (wątek molestowanej pracownicy dyskontu) w krwawym wydaniu.

Czym będzie „Small World”, skoro ma dotykać świata satanistów i stawiać pytania o osobowe zło? Być może stanie się jedynie bełkotliwą próba wyjścia z wysokobudżetowej, neobessonowskiej (w wydaniu polskim) sensacji. Ale może też być czymś więcej. A co jeśli czeka nas pierwszy polski horror gore? Obserwując przemianę Vegi, wcale bym tego nie wykluczał.