Czuję się w obowiązku dzielić z wami ból i trudne do zniesienia poczucie winy – mówił papież Franciszek podczas spotkania z księżmi diecezji rzymskiej.

Franciszek spotkał się wczoraj w bazylice św. Jana na Lateranie z kapłanami diecezji rzymskiej. Zapoczątkowane przez Jana Pawła II wielkopostne spotkania papieża z rzymskimi księżmi co roku odbywają się za zamkniętymi drzwiami. Franciszek tym razem nie odpowiadał na pytania, jak to robił w latach poprzednich, ale wygłosił półgodzinne przemówienie. Jego słowa przytoczył włoski portal Vatican Insider, powołujący się na relacje słuchaczy po spotkaniu.

Papież odniósł się do kryzysu związanego z wykorzystywaniem seksualnym nieletnich w Kościele. – Czuję się w obowiązku dzielić z wami ból i trudne do zniesienia poczucie winy, wywołane skandalami, których pełne są gazety całego świata – wyznał.

Wezwał słuchaczy, aby nie zniechęcali się, gdyż „Pan oczyszcza swą Oblubienicę, nawracając nas wszystkich ku Sobie, sprawia, że doświadczamy tych prób, abyśmy zrozumieli, że bez Niego jesteśmy prochem, ratuje nas od zakłamania, od duchowości powierzchowności”. – Pan zsyła swego Ducha, aby przywrócić piękno swej Oblubienicy, przyłapanej na cudzołóstwie – dodał.

Franciszek zwrócił uwagę, że „grzech nas oszpeca i przeżywamy z bólem upokarzające doświadczenie, gdy my sami lub jeden z naszych braci kapłanów czy biskupów wpada w bezdenną otchłań zła, zepsucia lub, co jeszcze gorsze, zbrodni niszczącej życie innych”. Ale – dodał – istnieje „zaufanie do przyszłości”, zwłaszcza teraz, na początku Wielkiego Postu, który „jest czasem łaski, gdyż znów stawiamy Bogu w centrum”.

– Bóg zna naszą wstydliwą nagość, a jednak nie męczy Go posługiwanie się nami, aby ofiarować ludziom pojednanie – tłumaczył biskup Rzymu. Przypomniał, że „jesteśmy najubożsi, jesteśmy grzesznikami, a mimo to Bóg prosi nas, abyśmy wstawiali się za naszymi braćmi i abyśmy udzielali swymi rękami, bynajmniej nie niewinnymi, zbawienie, które odradza”.

Papież prosił księży o dalszy „dojrzały dialog z Panem” i o troszczenie się o swój lud, ze świadomością, że nie jest to „nasz” lud, ale należy on do Boga. Wskazał przy tym, że gdy ludzie oddalają się od Kościoła, trzeba iść do Boga i rozmawiać z Nim jak Mojżesz, który mówił: „Przebacz im ten grzech! A jeśli nie, to wymaż mię natychmiast z Twej księgi, którą napisałeś”.

Zaznaczył też, że jeśli kapłan skarży się na swój lud biskupowi, mówiąc, że ludzie nic nie rozumieją, to pewnie czegoś brakuje jemu samemu. Zapewne brakuje mu modlitwy, i to nie tylko tej brewiarzowej, ale też bezpośredniej rozmowy z Bogiem, podczas której ma on walczyć z Bogiem o swój lud.

KAI, DJ