Za każdym razem, kiedy słyszę z jaką pogardą, lekceważeniem, brakiem zrozumienia i pychą wypowiadają się o pedofilii niektórzy członkowie Kościoła, tracę wiarę w Boga – pisze ofiara molestowania seksualnego.

W najnowszym numerze Magazynu Deon ukazał się tekst pragnącego zachować anonimowość autora, który w wieku 4 lat był molestowany seksualnie przez sąsiada-pedofila.

„Dałem się nabrać na jedną z najbardziej banalnych wymówek. Ale które dziecko oprze się pokusie zobaczenia małych kotków, zwłaszcza gdy proponuje to człowiek, którego widuje każdego dnia. Potem już się potoczyło – sam nie wiem jak – mam dziury w pamięci, które dzisiaj z bólem uzupełniam. Wybaczcie, że nie opowiem wam szczegółów. Zbiera mi się na wymioty, gdy muszę do nich wracać” – opowiada. „Uratowała mnie dopiero wyprowadzka daleko od tego człowieka” – dodaje.

„Jedyne co było po mnie widać, to że gasnę. Zawsze byłem trochę wycofany, introwertyzm stał się jednak dla mnie wymówką, żeby nie wchodzić w bliskie relacje. Wiejskich dzieci nie prowadzi się do psychologów. One leczą się same” – pisze.

Jak zauważa autor, dziś trzydziestoletni mężczyzna, przez ponad dwadzieścia lat skutecznie okłamywał sam siebie. „Dopiero niedawno przyznałem się do tego, że byłem molestowany seksualnie” – wyznaje. Zaczął chodzić do psychologa, ale minęło jeszcze sporo wizyt, zanim powiedział o molestowaniu. Długo dochodził do tego, co kryje się za słowami: „myślę, że w dzieciństwie spotkało mnie coś strasznego”.

Podkreśla, że obraz Boga jako czułego mężczyzny jest dla niego nie do przyjęcia. „Ale największą barierę, jaka jest między mną, a Nim, stanowi Kościół” – zaznacza. „Za każdym razem, kiedy słyszę z jaką pogardą, lekceważeniem, brakiem zrozumienia i pychą wypowiadają się o pedofilii niektórzy jego członkowie, tracę wiarę w Boga. Zwłaszcza gdy mówią to księża lub biskupi” – pisze.

„Moje życie to obwinianie się i pokutowanie za grzech, którego nie popełniłem. To wstyd i poczucie obrzydzenia wobec siebie. Czuję to zazwyczaj w tych najważniejszych dla mnie momentach, jak wtedy, gdy chcę być kochanym, zakochanym i przyjętym. Nie mam nawet, jak domagać się sprawiedliwości. Nie bardzo też wiem, na czym miałaby ta sprawiedliwość polegać. Ten człowiek nie żyje od kilku lat, ale nie przynosi mi to pokoju” – wyznaje.

Autor tekstu zaznacza, że choć był molestowany przez osobę świecką, gdy słyszy zdanie „nie tylko w Kościele jest pedofilia”, chce krzyczeć jak bohater „Kleru”: na Boga, co wy robicie!? Czy to jest najważniejsze? Czy to w ogóle coś znaczy?

Mężczyzna odpowiada też na kilka zarzutów, które pojawiają się w internecie wobec ofiar wykorzystywania seksualnego. Jak podkreśla, nie warto doszukiwać się pikanterii i oryginalności w opowieściach, dobry moment na ujawnienie prawdy nigdy nie nadchodzi, każde naruszenie granicy wstydu i intymności dziecka jest głęboką raną, zaś zadośćuczynienie finansowe – nawet jeśli się pojawia – nie jest celem samym w sobie.

„Moja historia jest tylko moja. Ale może ktoś jeszcze się w niej odnajdzie. Póki co, największy żal mam do siebie. Zrozumiałem jedno. W osobie wykorzystanej jako dziecko, pewna jego część nigdy nie dorasta. Proszę, bądźcie dla nas wyrozumiali” – apeluje na koniec.

DJ