„Redemptor Hominis” to wielkiej wagi dokument. Ludzie spoza Kościoła powinni przyjąć z ufnością jedyny w tej chwili rokujący poprawę program przebudowy świata: program wywodzący się z wartości podstawowych i uniwersalnych.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 10/2011. To fragment wyboru pism politycznych Jana Józefa Lipskiego, który ukazał się nakładem „Krytyki Politycznej” w listopadzie 2011 roku w opracowaniu Łukasza Garbala.

Jest to lektura z zewnątrz. Encyklikę[1] adresowano co prawda i do mnie, a raczej mnie podobnych: po słowach „[…] do drogich synów i córek Kościoła”, czytam: „[…] do wszystkich ludzi dobrej woli”; a chociaż nieskromne byłoby zaliczanie się samemu w ich szeregi, wystarczy mi odrobina choćby szczerej intencji, by poczuć się adresatem. Jest to lektura człowieka, który nie tylko nie poczuwa się do przynależności do Kościoła katolickiego – ale i chrześcijaninem jest tylko o tyle, że wychowany został w kręgu kultury, którą chrześcijaństwo w istotnym stopniu ukształtowało, w dziedzinie zaś etyki dominująco i fundamentalnie określiło. Lektura czytelnika, który nie wyzbył się zupełnie pewnej nieufności wobec Kościoła (choć chciałby naprawdę mieć to już za sobą) i pełnego zarazem nadziei, że właśnie od Kościoła, jako strażnika wartości dla naszej kultury fundamentalnych, wyjść mogą nowe podniety, konieczne do przetworzenia dzisiejszego życia zbiorowego.

Z radością i aplauzem

Z nieufności sprzężonej z nadzieją budzą się oczekiwania. Po lekturze pierwszego rozdziału („U kresu drugiego tysiąclecia”) w części pt. „Dziedzictwo” oczekiwałem właśnie, że w perspektywie dwóch tysięcy lat dokonany będzie wielki rozrachunek historyczny z tym, co sami katolicy najchętniej nazywają ludzkim aspektem dziejów Kościoła. Wiem, że dla członków tego Kościoła, a może nie tylko dla nich, aspekt ten nie jest najistotniejszy w sytuacji dynamicznego rozwoju dzisiejszej świadomości katolickiej, dla której problemem aktualnym jest utrzymanie pełnej tożsamości mimo wielokierunkowego procesu modernizacji i oczyszczania – a nie rozrachunek. To sprawa istotna raczej dla tych z zewnątrz, którzy chcą odrzucić resztki nieufności. Jest dziś faux pas towarzyskim i dowodem prymitywizmu wspominać o Inkwizycji[2] i tym podobnych sprawach – szczególnie wobec wydarzeń otwierających w Kościele niezwykłej wagi perspektywy w przyszłość, ale w sytuacji, gdy jeszcze w XX wieku działo się wiele i w Kościele, i przez Kościół, co wymagałoby wyraźnej negatywnej samooceny, każdy brak w tej dziedzinie jest nowym zawodem. Myślę, że jednym z największych triumfów moralnych Kościoła byłby taki jasny i wyraźny rozrachunek, wyjmujący Kościół katolicki z rzędu większości znanych z dziejów instytucji ludzkich, których z reguły nigdy nie stać na taką samoocenę. Chodzi zaś tu nie tylko o porządkowanie historii: byłaby to zarazem deklaracja gwarancyjna na przyszłość. Niemniej jednak Encyklika poświęcona jest innej problematyce – skończmy więc z tym motywem.

Jan Paweł II daleko wyszedł w swej Encyklice poza moralne ogólniki, tłumacząc normy i zasady, które znamy – choć nie zawsze się do nich stosujemy – na język konkretów społecznych

Jan Paweł II w rozdziale „Prawa człowieka: «litera» czy «duch»” swej Encykliki pisze o „zjawisku niewiary, areligijności, ateizmu” jako fenomenie ludzkim i dodaje: „Trudno więc z «czysto ludzkiego» nawet punktu widzenia przyjąć takie stanowisko, wedle którego tylko ateizm ma prawo obywatelstwa w życiu publicznym i społecznym”. Zdanie nie tylko słuszne, pod którym człowiek taki, jak ja, może z miejsca się podpisać (a co do jego treści podpisywałem się zawsze), ale co więcej bynajmniej nie abstrakcyjne, odnosi się do realiów społecznych XX wieku. Gdyby tak było jeszcze jego odwrócenie, zastrzegające, że tak jak ateizm nie może mieć wyłącznego prawa obywatelstwa – tak nie powinien być tego prawa pozbawiany!… Brak tego stwierdzenia w tym miejscu zauważa się tym bardziej, iż w Encyklice mowa jest o bardzo szeroko pojmowanym ekumenizmie, wychodzącym nie tylko poza chrześcijaństwo: „Zbliżamy się równocześnie do wszystkich kultur, światopoglądów, do wszystkich ludzi dobrej woli”. A więc może i do ludzi o światopoglądzie ateistycznym lub [do] agnostyków. Ale i nie to jest zasadniczą treścią Encykliki.

Inaczej muszą czytać Encyklikę ludzie niewierzący niż wierzący. Założenia, będące istotną treścią Encykliki, nie mogą być przez ludzi niewierzących do końca zrozumiane ani tym bardziej przeżyte. Wysiłek włożony w zrozumienie ich, choć z konieczności nie w pełni skuteczny (może nawet tylko w małym stopniu skuteczny), stokrotnie jednak się opłaci. Jeśli nie w sensie stricte logicznym, to intuicyjnie można jednak uchwycić sprawę ogromnej wagi: że to, co w Encyklice jest bezpośrednio dostępne takim czytelnikom jak niżej podpisany, a więc jej treści tyczące człowieka, społeczeństwa, historii – jest bardzo organicznie związane z założeniami natury religijnej. W dokumencie stworzonym przez człowieka wiary, który zwraca się w pierwszym rzędzie do innych wierzących tak samo jako on, daje to rękojmię, że tak oto będą w dającej się przewidzieć przyszłości rozumiane przez Kościół sprawy zawarte we wnioskach. Są to zaś wnioski, które muszą być przyjęte z radością i aplauzem.

Najpierw etyka, potem technika

Papież Jan Paweł II daleko wyszedł w swej Encyklice poza moralne ogólniki. Zrozumiałe, że Kościół zobowiązany jest przez swą misję do tego, by i ogólniki były nieraz powtarzane, jeśli mają znaczenie fundamentalne. Ale Encyklika „Redemptor Hominis” wychodzi bardzo daleko poza ogólniki, tłumacząc normy i zasady, które znamy – choć nie zawsze się do nich stosujemy – na język konkretów społecznych. I tłumaczenie to dokonane głównie, choć nie wyłącznie, w części Encykliki pt. „Człowiek odkupiony i jego sytuacja w świecie współczesnym” wydaje mi się miejscami rewelacyjne, prawie w całości zaś („prawie” dlatego, że w paru miejscach rodzą się pytania; pytania, nie niezgoda) budzące spontaniczną akceptację u czytelnika o tak różnej formacji i tradycji, nie mówiąc o światopoglądzie, jak niżej podpisany. Możliwe to jest zapewne dzięki temu, iż chrześcijańskie zasady sformułowane przez Papieża w rozdziale „Postęp czy zagrożenie[?]” („pierwszeństwo etyki przed techniką”, „prymat osoby w stosunku do rzeczy”, „pierwszeństwo ducha wobec materii”) są zasadami, które stanowią fundament etycznej kultury przynajmniej w naszym, ukształtowanym przez chrześcijaństwo, kręgu cywilizacyjnym, a chyba i szerzej; łącznie z zasadą trzecią, która – różnie rozumiana – nie musi wywoływać głębszych nieporozumień między wierzącymi a niewierzącymi.

Jan Paweł II – nawiązując do innych dokumentów kościelnych okresu, który symbolicznie można określić Vaticanum II (w pewnym sensie Sobór ten, choć zamknięty – trwa) – przeprowadza jasną, niedwuznaczną krytykę sytuacji człowieka w świecie współczesnym jako „daleką od obiektywnych wymagań porządku moralnego, daleką od wymagań sprawiedliwości, a tym bardziej miłości społecznej”[3]. Po wskazaniu podstawowych elementów diagnozy społecznej Autor pisze: „(Sytuacja świata współczesnego) domaga się rozwiązań odważnych i twórczych, zgodnych z autentyczną godnością człowieka. Zadanie to jest możliwe do realizacji. Szeroko rozumiana zasada solidarności musi tu być natchnieniem dla skutecznego poszukiwania właściwych instytucji oraz właściwych mechanizmów”[4].

Rewelacją jest dla mnie w Encyklice Jana Pawła II pośrednie ustosunkowanie się Autora do paradoksu sprzeczności między wolnością a równością

Optymizm tego fragmentu podnosi na duchu tym bardziej, że aż zbyt często znamy z własnego doświadczenia nieufność i pesymizm, częste właśnie w polskich środowiskach katolickich w stosunku do szukania programów instytucjonalnej naprawy życia społecznego – nieufność i pesymizm, na obronę których można by sporo przytoczyć, ale w rezultacie prowadzące często do samousprawiedliwienia bierności. Jednym z głębszych, katolickich uzasadnień teoretycznych nie tyle pasywizmu, co pesymizmu wobec natchnionego poszukiwania utopii jest teza o nierealizowalności – z powodu grzechu pierworodnego – programu doskonałego systemu społecznego. Sądzę, że i bez koncepcji grzechu pierworodnego sceptycyzm może być w tej dziedzinie usprawiedliwiony, ale jednak najbardziej odpowiada mi postawa Jana Pawła II. Wiem, że nie jest człowiekiem naiwnym, toteż wiem, że nie ma On na myśli raju na ziemi. Ten ostrożny sąd: „zadanie to nie jest niemożliwe do realizacji” winien stać się drogowskazem, a mimo swej powściągliwości (może dlatego?) chwyta bardziej za serce i przemawia bardziej do wyobraźni niż niejedna oda do młodości.

Konsekwencje tego są daleko idące. Papież Jan Paweł II określa między innymi dokładnie „podstawowy sens istnienia państwa jako wspólnoty politycznej”. Polega on „na tym, że całe społeczeństwo, które je tworzy – w danym wypadku odnośny naród – staje się niejako panem i władcą swoich własnych losów. Ten sens nie zostaje urzeczywistniony, gdy na miejsce sprawowania władzy z moralnym udziałem społeczeństwa czy narodu, jesteśmy świadkami narzucania władzy przez określoną grupę wszystkim innym członkom tego społeczeństwa”[5]). I pisze o „prawidłowym uczestniczeniu obywateli w życiu politycznym wspólnoty”. „Kościół zawsze uczył obowiązku działania dla dobra wspólnego” – pisze Jan Paweł II (co warto przypominać tym katolikom, którzy sądzą, że dobrze wypełniają swe moralne obowiązki, mimo bierności wobec problemów zbiorowych) – i przechodzi do deklaracji „zasady poszanowania obiektywnych, nienaruszalnych praw człowieka […] w imię założeń obiektywnego porządku etycznego”. Encyklika zwraca się przeciw „różnym formom przemocy, totalizmu, neokolonializmu, imperializmu” – ostrzegając: „naruszanie praw człowieka idzie w parze z gwałceniem praw narodu”.

Papież Jan Paweł II uważa za konieczne „przekształcenie struktur życia ekonomicznego”, jako warunek realizacyjny stawia jednak, jak niegdyś Abramowski (u którego było to raczej z tradycji chrześcijańskiej niż socjalistycznej), „prawdziwą przemianę umysłów, woli i serc” – dodając: „Zadanie to wymaga stanowczego zaangażowania się poszczególnych ludzi oraz wolnych i solidarnych narodów”.

Między wolnością a równością

Ten bogaty ładunek myśli społeczno-polityczno-etycznej (podkreślam słowo „polityczno-”, gdyż problematyka ta rzadko trafia do dokumentów kościelnych, a dla współczesnego człowieka jest niezwykłej wagi, jeśli nie chcemy oddać całej wielkiej dziedziny naszego życia w pacht manipulatorom pozbawionym motywacji etycznych) powinien dotrzeć do świadomości nie tylko katolików i nie tylko ludzi wierzących.

Rewelacją jest dla mnie w Encyklice Jana Pawła II pośrednie ustosunkowanie się Autora do paradoksu sprzeczności między wolnością a równością. Od dawna myśliciele społeczni zwracali uwagę na to, iż im bardziej akcentuje się w praktyce społecznej równość – tym bardziej rośnie tendencja ograniczenia wolności. Na paradoks ten kładą nacisk polemiści występujący przeciw egalitaryzmowi z pozycji liberalistycznej, przy czym na ogół argumentacja ich pomija problemy egalitaryzmu politycznego, a koncentruje się na egalitaryzmie ekonomicznym, głównie nawet konsumpcyjnym. Otóż najsilniejszy cios tej antyegalitarystycznej erystyce zadał Jan Paweł II: niekontrolowaną etycznie postawę konsumpcyjną, zezwalającą na głód bądź niedostatek obok nadmiaru dóbr, traktuje nie tylko jako nadużycie wolności, lecz zarazem jako ograniczenie wolności cierpiących nędzę. Jest to prosty, jasny argument, ukazujący nowy aspekt problemu – a bliski tradycji demokratycznego socjalizmu.

Encyklika „Redemptor hominis” wymaga (i będzie je miała z pewnością) głębokich studiów. Zdecydowałem się jednak na te półimpresyjne uwagi, by dać już teraz świadectwo reakcji czytelnika określonej formacji i określonej tradycji na ten wielkiej wagi dokument, który, kto wie, czy nie okaże się rozstrzygający zarówno dla postawy katolików wobec splotu problemów etyczno-politycznych, wypływających z odpowiedzialności za świat, jak i dla ludzi spoza Kościoła, którzy powinni przyjąć z ufnością jedyny w tej chwili rokujący poprawę program przebudowy świata: program wywodzący się mianowicie z wartości podstawowych i uniwersalnych.

[1979]

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 10/2011


[1] Encyklika „Redemptor hominis” – pierwsza encyklika ogłoszona przez Jana Pawła II – to ważny tekst dla Jana Józefa Lipskiego. Świadczy o tym jego wypowiedź drukowana w WIĘZI 1979 nr 7/8 (s. 238–240), dotycząca pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski („O wizycie Papieża – obserwacje, przeżycia, refleksje”). Niniejszy tekst odnoszący się do encykliki „Redemptor hominis” został napisany na pewno między publikacją encykliki a wizytą papieża w Polsce, tj. między marcem a czerwcem 1979 r. Zachowano pisownię wielką literą słów „Encyklika”, „Hominis” (w tytule encykliki) jako autorską cechę stylu. Podstawą druku jest maszynopis z odręcznymi poprawkami autora. Lipski zatytułował swój tekst „Po lekturze Redemptor Hominis”. Tytuł „Encyklika prawie rewelacyjna” i śródtytuły pochodzą od redakcji WIĘZI. Przypisy od autora opracowania.
Tekst złożony został do druku w redakcji Tygodnika Powszechnego”, w którym jednak się nie ukazał. W archiwum domowym Jana Józefa Lipskiego znajduje się list od Jerzego Turowicza, mps. 28.I.1980, pół roku po przesłaniu artykułu, w którym czytamy m.in.: „Doszliśmy z trudem – i żalem – do wniosku, że drukować go nie możemy. Piszę – z żalem – bo artykuł jest piękny, w zasadzie całkowicie słuszny, i jako pisany przez człowieka «z zewnątrz» miałby wartość świadectwa. Przeciw przemawiają dwa względy: niektórych partii, np. o ateizmie na pewno nie puściłaby cenzura państwowa; bez nich zaś artykuł byłby zdeformowany. Po wtóre: uwagi krytyczne o encyklice, aczkolwiek sformułowane z wielką rewerencją i z naszego punktu widzenia całkowicie uprawnione, mogłyby – obawiam się – być na łamach «Tygodnika» źle zrozumiane przez szerokie koła katolickie, a nawet… niektórych członków hierarchii”. (Por. Ł. Garbal., D. Szczerba, „Archiwum domowe Jana Józefa Lipskiego. Próba opisu zasobu”, Warszawa 2009, poz. 440, s. 56).
[2] Ustalenia wielu historyków korygują potoczne mniemania o Inkwizycji; ks. Grzegorz Ryś w „Encyklopedii PWN” napisał m.in., że „[…] zachowane fragmentarycznie źródła wskazują, że wyrokiem śmierci (z reguły przez spalenie na stosie) kończyło się ok. 5 proc. wszystkich dochodzeń”. Rozróżnić też trzeba egzekucje rzeczywiste (in persona) od symbolicznych (in effigie) – często w publikacjach nieodróżnianych.
[3] RH 16.
[4] Cytat z jednym zniekształconym zdaniem; w tekście encykliki czytamy dosłownie: „Zadanie to nie jest niemożliwe do realizacji”.
[5] RH 17.