Mowa nienawiści jest dziś niezwykle subtelna. Człowieka można zniszczyć ironią, kpiną czy drwiną – mówi siostra Małgorzata Chmielewska w rozmowie z Onetem.

Wywiad z siostrą Małgorzatą Chmielewską, przełożoną Wspólnoty „Chleb Życia”, ukazał się wczoraj na portalu Onet.

W rozmowie z Piotrem Rogozińskim Chmielewska mówi o mowie nienawiści. Jej zdaniem, współcześnie ma ona wiele odcieni i może być niezwykle subtelna. „Przykładowo, jeżeli chcemy kogoś obrazić, to mówimy do niego «ty debilu», «ty downie». Przecież nie ma tam wcale słowa «nienawidzę cię» czy «pogardzam tobą». My to ubieramy w dużo ładniejsze słowa. Oczywiście od razu uważając człowieka niepełnosprawnego umysłowo lub też człowieka, który urodził się z zespołem Downa za kogoś gorszego” – tłumaczy.

Jak zauważa siostra Chmielewska, „człowieka można zniszczyć ironią, kpiną czy drwiną. Żart jest rzeczą dobrą, natomiast ironia, drwina jest rzeczą straszną”. „Mamy przypadki dzieci, które popełniają samobójstwa z powodu tego, że były obiektami drwin kolegów” – dodaje.

Zdaniem przełożonej Wspólnoty „Chleb Życia”, „pogarda dla innych zawsze była, natomiast nie było na nią takiej aprobaty, jak jest obecnie. Oczywiście rozgrywane jest to przez polityków, ludzi, którzy walcząc o władzę, usiłują zniszczyć przeciwnika słowem, czasem doprowadzając też do jego psychicznego czy fizycznego zniszczenia. Czasem chodzi nie o jednego przeciwnika, ale całe grupy ludzi. Tak niestety zaczynały się wszelkiego typu wojny, których oczywiście źródło było dużo głębsze, bo zawsze chodzi o pieniądze i władzę”.

Dlaczego zatem ten model się powtarza? Nie wyciągamy wniosków? – pyta Piotr Rogoziński. „Generalnie mamy bardzo małą świadomość historii. My jej prawie nie znamy, a młode pokolenia w ogóle. (…) Historycznie przez zabory czy komunizm byliśmy odcięci od świata. Ta nasza jakby homogeniczność zamyka nas na inne kultury, ludzi i ich bogactwo” – odpowiada siostra Chmielewska.

Według niej jednym ze źródeł mowy nienawiści jest brak odpowiedzialności: „Nie zastanawiamy się nad mocą słowa, wykorzystujemy je poprzez wszędzie dostępne środki masowego przekazu i nie bierzemy za to żadnej odpowiedzialności. Myślę, że popełniamy błąd jako społeczeństwo, godząc się na to, nie reagując i tworząc przestrzeń, w której ta mowa nienawiści jest tolerowana. Sami bardzo często jej używamy”.

„Na wielu płaszczyznach przestaliśmy się wzajemnie traktować jak ludzie, a jeśli przestajemy się traktować jak ludzie, jak ewangeliczni bracia, a w wersji dla niewierzących współobywatele, to wtedy można drugiemu człowiekowi zrobić co się chce, a zwłaszcza słabszemu, bo się nie będzie bronił” – mówi siostra Chmielewska.

Jak zauważa, dziś „wielu ludziom wydaje się, że walka o władzę i pieniądze zwalniają z wszelkich zobowiązań wobec kultury”. Czy rzeczywiście chcemy żyć w wiecznych igrzyskach? – pyta. „To jest pytanie, a przyzwolenie na to jest. Ataki rasistowskie, wypowiedzi pełne pogardy w stosunku do ludzi słabszych, niepełnosprawnych, chorych psychicznie czy bezdomnych, płyną z ust nie tylko pana Kazia spod budki z piwem, ale płyną z ust ludzi, którzy powinni budować społeczeństwo solidarne i otwarte” – dopowiada.

Zdaniem zakonnicy, rola Kościoła w sprawie odpowiedzi na mowę nienawiści jest ogromna. „Powiem szczerze, że Kościół ma tutaj dużo zaniedbań i to od momentu, w którym przygotowuje się dzieci do pierwszej komunii. Nie tłumaczy się wówczas dzieciom, że ten uboższy kolega, to jest mój brat, któremu się należy szacunek” – zaznacza, dodając, że obecnie – choćby za sprawą papieża Franciszka – obserwujemy pewien przełom w podejściu do najsłabszych.

Siostra Chmielewska podkreśla, że gdyby osoby wykluczone i najsłabsze były w centrum polityki państwa, „to ludzie zobaczyliby, że to jest ważne”. „Państwo ma też w pewnym sensie wychować ludzi, to znaczy budować więzi i relacje społeczne. Bardzo wielu ludzi uważa polityków za prawie panów Bogów, albo nawet więcej. Dlatego tak wielką odpowiedzialność mają ci, którzy mają publiczny głos” – mówi.

DJ