Znany watykanista uważa, że jeszcze za wcześnie, by mówić o winie australijskiego kardynała i o potępianiu go.

Sąd w Melbourne w Australii uznał kard. George’a Pella za winnego seksualnego wykorzystywania małoletnich. Grozi mu do 50 lat więzienia. Na łamach amerykańskiego portalu „National Review” sprawę analizuje znany amerykański publicysta katolicki i watykanista George Weigel.

Uważa on, że jest jeszcze za wcześnie, by mówić o winie australijskiego kardynała i potępiać go. Wykazuje w dziesięciu punktach wątpliwości dotyczące zarzutów pod adresem purpurata.

Autor przypomina, że policja stanu Victoria (którego stolicą jest Melbourne) rozpoczęła dochodzenie przeciw Pellowi na rok przed pojawieniem się jakichkolwiek skarg na niego. W czasie czynności funkcjonariusze szukali w miejscowej prasie informacji o wszelkich niegodnych zachowaniach hierarchy wobec nieletnich w katedrze św. Patryka, nie znaleźli jednak żadnych śladów jego niewłaściwego postępowania.

Po wysunięciu oskarżeń i powrocie kardynała z Watykanu do Australii przesłuchano go, aby ustalić, czy stawiane mu zarzuty mogą być przedmiotem rozprawy sądowej. Prowadząca sprawę sędzia przedstawiła kilka zarzutów, pozwoliła też innym sędziom wysunąć dalsze, chociaż sama zaznaczyła, że nie będzie głosować za skazaniem kardynała.

Weigel przypomina, że podczas pierwszej rozprawy (odbywającej się pod wielkim naciskiem mediów) obrona obaliła zarzuty prokuratury, wykazując niedociągnięcia dochodzenia policyjnego. W efekcie zawieszono skład ławy przysięgłych, która niemal jednogłośnie (dziesięć głosów „za”, dwa „przeciw”) opowiedziała się za uniewinnieniem hierarchy. Według Weigela podczas rozprawy apelacyjnej o niewinności oskarżonego było przekonanych wszystkich 12 przysięgłych.

Autor przytacza również argumenty obrony, których nie uwzględniono. Były wśród nich takie, jak dziwne znikanie domniemanych świadków poszczególnych zdarzeń, np. ceremoniarza katedralnego czy zakrystianina – obowiązkiem tego drugiego było stałe przebywanie w zakrystii, zwłaszcza podczas dużych uroczystości, łącznie z tymi sprawowanymi na zewnątrz katedry. A przecież Pell miał dokonywać przestępstw w zakrystii, której drzwi były szeroko otwarte, obok przechadzali się ludzie. Nie było też innych ministrantów, a ci, którzy po mszy powinni byli przyjść do zakrystii, aby się przebrać, nie zrobili tego. Poza tym co najmniej 40 osób nie zauważyło, żeby dwóch chórzystów opuściło zespół w czasie trwania liturgii. Te okoliczności – zdaniem Weigela – powinny przynajmniej wzbudzić wątpliwości składu sędziowskiego.

W obronie kardynała wystąpił ostatnio także australijski jezuita, a przy tym znany i ceniony tam prawnik o. Frank Brennan. On również zwrócił uwagę na liczne niedociągnięcia i wątpliwości w akcie oskarżenia przeciw kardynałowi, wyrażając przy tym przekonanie, że wiele z nich jest tak bardzo nieprawdopodobnych, że po prostu niemożliwych do zaistnienia. Podkreślił ponadto, że abp Pell był znany ze swego rygoryzmu liturgicznego, nie do pomyślenia zatem jest, aby mógł tak po prostu wyjść z niedzielnej Mszy św., aby dopuścić się w tym czasie przestępstwa.

KAI, DJ