„Tak wyraża się nasza obywatelska niezgoda na obecność w przestrzeni publicznej zła, pogardy dla drugiego człowieka i jego uprzedmiotowienia, gwałtu na jego wolności i prywatności, braku szacunku dla bólu i gniewu ofiar” – piszą w manifeście sprawcy obalenia pomnika ks. Henryka Jankowskiego.

Dziś w nocy, około 3 nad ranem, trzej aktywiści – Konrad Korzeniowski, Rafał R. Suszek i Michał Wojcieszczuk – powalili pomnik prałata Henryka Jankowskiego, stojący niedaleko kościoła św. Brygidy w Gdańsku. Jak relacjonuje OKO.press, „mężczyźni założyli na szyję prałata pętlę, podważyli cokół i ciągnęli, aż pomnik upadł na przygotowane wcześniej gumowe opony. Miały zapobiec zniszczeniu pomnika, bo, jak deklarują aktywiści, «celem jest rozbicie fałszywego i ohydnego mitu Henryka Jankowskiego, nie zaś – materii jego pomnika»”.

Sprawcy: Celem jest strącenie fałszywej pamięci

Aktywiści przekazali redakcji OKO.press manifest: „Podejmujemy działanie, którego celem  jest symboliczne strącenie ze wspólnotowego piedestału fałszywej pamięci i czci osoby Henryka Jankowskiego. Tak wyraża się nasza obywatelska niezgoda na obecność w przestrzeni publicznej zła, pogardy dla drugiego człowieka i jego uprzedmiotowienia, gwałtu na jego wolności i prywatności, braku szacunku dla bólu i gniewu ofiar, wreszcie też – mowy nienawiści”.

Autorzy manifestu oskarżają Henryka Jankowskiego „o podły i haniebny gwałt na godności, wolności seksualnej i prawie do prywatności oraz wykorzystanie z zimną krwią trudnej sytuacji społecznej młodych ludzi, dziewcząt i chłopców”; instytucję Kościoła katolickiego w Polsce, „w szczególności zaś tych jej przedstawicieli, którzy z pełną świadomością zła czynionego przez Henryka Jankowskiego nie zareagowali, aby złu temu położyć kres, milczeli lub wręcz – jak Sławoj Leszek Głódź, arcybiskup metropolita gdański – tolerowali ryzyko pojawienia się kolejnych ofiar”; administrację publiczną, „której decyzje  podejmowane przy istnieniu świadectw popełnionego przez niego zła, są odbierane jako akt instytucjonalnej zniewagi przez bezbronne ofiary pedofila oraz antysemity”.

„Upadek. Symboliczny. Widzicie to jako pierwsi. Czy polski Kościół weźmie się w końcu za rozliczenie swoich własnych win? Czy skończy jak prałat Jankowski?” – napisał dziennikarz Tomasz Sekielski na Facebooku pod filmem, na którym widać moment obalania pomnika ks. Janowskiego. Mężczyźni zostali zatrzymani przez policję i czekają na przesłuchanie.

Władze Gdańska: Nie może być zgody na akty wandalizmu. Ale pomnik nie wróci

Rzeczniczka p.o. prezydenta Gdańska Magdalena Skorupka-Kaczmarek na konferencji prasowej powiedziała, że pomnik nie zostanie ustawiony na cokole, ale trafi do magazynu. Dodała, że „pomnik obecnie nie nadaje się do tego, żeby go w tym miejscu postawić”.

Skorupka-Kaczmarek odczytała także oświadczenie władz Gdańska: „Nie może być zgody na akty wandalizmu, które noszą znamiona przemocy symbolicznej. Przewrócenie monumentu jest aktem samosądu naruszającym polski porządek prawny”. W piśmie zaznaczono jednak, że sprawcy obalenia pomnika, „zrobili to, ujawniając swoje twarze, nie zniszczyli pomnika, dbając, aby się nie roztrzaskał, a w akcie manifestu na przewróconej figurze położyli dziecięcą bieliznę i komżę”. Zdaniem gdańskiego ratusza, był to ich „wyraz sprzeciwu wobec milczenia Kościoła katolickiego po fali publikacji medialnych, jakie przetoczyły się w grudniu 2018 roku”.

Obywatelskie nieposłuszeństwo czy wandalizm?

Internet dyskutuje. „To było obywatelskie nieposłuszeństwo. Ludzie wzięli sprawy w swoje ręce. To powinno być zrobione miesiąc temu przez radę miasta” – napisała posłanka Joanna Scheuring-Wielgus na Twitterze. Dziennikarz Wirtualnej Polski Marcin Makowski zaznaczył z kolei, że „mamy mechanizmy prawne, których należy się trzymać. Sprawę ks. Jankowskiego należy zbadać, winnych rozliczyć, ale w sposób cywilizowany – podobne akcje przynoszą raczej odwrotny skutek”.

„W państwie demokratycznym pomniki się stawia, ale także obala w sposób przewidziany przepisami prawa. Po odpowiedniej debacie, refleksji i zachowaniu wszystkich procedur. Tak się tworzy wspólnotę. Przekraczając tabu, tworzymy niepotrzebne ryzyko – to który pomnik następny?” – komentuje Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich.

Sprzeciw wobec akcji wyraził także publicysta Łukasz Warzecha. „Ci, którzy teraz pochwalają wandalizm wobec pomnika ks. Jankowskiego, uprawiają zwyczajny kalizm – identyczny jak druga strona. Byle nasze było na wierzchu. Nie rozumieją konsekwencji” – tweetował.

Ks. Kazimierz Sowa na Facebooku: „Samosąd nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, nawet jak to jest samosąd nad pomnikiem. Wina za to, co wydarzyło się w Gdańsku kiedyś, za życia ks. Jankowskiego i teraz, już po ujawnieniu wielu gorszących faktów, spoczywa w dużej mierze na tych ludziach Kościoła, którzy wtedy milczeli i dziś nadal udają, że nic się nie stało. Kto sieje wiatr zbiera burzę, a burza może obalić nie tylko pomniki…”.

Tomasz Lis napisał na Twitterze, że „forma, w jakiej stawia się ostatnio w Polsce niektóre pomniki, jest równie nieakceptowalna jak forma, w których się je(jego) obala”.

Przypomnijmy. 3 grudnia ubiegłego roku w „Dużym Formacie”, dodatku do „Gazety Wyborczej”, ukazał się artykuł „Sekret Świętej Brygidy. Dlaczego Kościół przez lata pozwalał księdzu Jankowskiemu wykorzystywać dzieci?”. Bożena Aksamit opisała w nim świadectwa wykorzystywania seksualnego nieletnich przez ks. Henryka Jankowskiego. Wspomniała też sprawę postępowania karnego prowadzonego w związku z oskarżeniami na tym tle przeciw duchownemu w 2004 r., które zostało wówczas umorzone.

„Przed gdańskim kościołem św. Brygidy stoi pomnik tamtejszego byłego proboszcza. Wszystko wskazuje jednak, że uwiecznić należy także pamięć o jego ofiarach” – komentował Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny kwartalnika „Więź”.

DJ