Radykalna bliskość, jakiej doświadczamy w małżeństwie, to bardzo silna potrzeba większości ludzi. Warto ją promować – mówi Lena Kozakowska, współinicjatorka kampanii społecznej Tydzień Małżeństwa.

Anna Kot: Choć małżeństwo jest chyba równie stare jak świat, to w ostatnich czasach wymaga ono chyba szczególnej ochrony, jak gatunek narażony na wyginięcie. To dlatego wpadli Państwo w Gdańsku na pomysł, aby zorganizować taki czas ochronny – raz w roku przez tydzień cały świat ma się kręcić wokół małżeństw?

Lena Kozakowska: Raczej nie czas ochronny, a czas świętowania dla małżonków. Czas wspólnych aktywności i cieszenia się z bycia razem we dwoje. Ślub i wesele to dla większości par bardzo ważne wydarzenie. Jego oprawa, staranność, z jaką narzeczeni podchodzą do różnych szczegółów, ma znaczenie przecież głównie dlatego, by zaakcentować rangę i wagę tego wydarzenia. Małżeństwo zaczyna się więc świętem, ale później wiele par znajduje coraz mniej okazji do tego, by świętować z powodu wspólnego życia. A przecież, choć niepokojąco rośnie liczba tych, którzy się rozwodzą, ludzie z jakiegoś powodu cały czas się pobierają.

Zanim poszukamy odpowiedzi na pytania, dlaczego tak się dzieje, wyjaśnijmy, jak to się zaczęło. Kiedy pojawiła się idea Tygodnia Małżeństwa, która teraz z Gdańska rozszerza się na inne polskie miasta, a nawet wsie?

– Zaczęło się od krótkiej depeszy Katolickiej Agencji Informacyjnej o tym, że w USA odbywa się Tydzień Małżeństwa. To nas zainspirowała do pomysłu, by zorganizować taką kampanię promującą ideę znaczenia relacji małżeńskiej w Gdańsku. Dopiero późnej dowiedzieliśmy się, że pomysłodawcą akcji jest Brytyjczyk Richard Kane. Zmartwiony rozwodem swych przyjaciół, postanowił zorganizować kampanię zachęcająca małżonków do rozwoju i propagująca małżeństwo jako trwałą, bliską i satysfakcjonującą relację kobiety i mężczyzny. I tak powstał Marriage Week International. Pierwsze jego obchody odbyły się w Anglii 22 lata temu, w roku 1997.

Dobre małżeństwo to takie, w którym stajemy się coraz bardziej sobą w wymiarze indywidualnym, dzięki temu, że tworzymy to unikalne MY

Kiedy oddział gdański Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich, do którego należę, zainicjował w 2015 r. obchody Tygodnia Małżeństwa w Polsce, Marriage Week odbywał się już na 4 kontynentach, zawsze w terminie 7–14 lutego. Polska stała się jednym z 22 krajów na świecie, gdzie celebrowany jest ten czas dla małżeństw. Richard Kane bardzo ucieszył się z faktu, że Polska znalazła się na mapie Marriage Week, czemu dał wyraz, przyjeżdżając do nas dwukrotnie, najpierw na robocze spotkanie do Warszawy, a później na Galę Otwarcia II Tygodnia Małżeństwa. To było dla nas – myślę, że wzajemnie – bardzo inspirujące. Richard był bardzo poruszony faktem, że gala odbywa się w Europejskim Centrum Solidarności. Mówił o tym, że właśnie w małżeństwie zaczyna się mała solidarność.

Częścią tamtego wydarzenia była też bardzo ważna debata z udziałem członków redakcji „Więzi” na temat „Czy małżeństwo ma przyszłość?”.

Dlaczego właśnie redakcja „Więzi” ?

– Dlatego, że mamy poczucie, iż myślenie „Więzi” o małżeństwie jest naszym myśleniem. Raport Laboratorium „Więzi” zatytułowany „Małżeństwo: reaktywacja”  od pierwszej edycji Tygodnia Małżeństwa inspiruje i porządkuje nasze myślenie. Podsumowanie tego raportu od początku obecne jest na stronie internetowej TM – po prostu nikt z nas lepiej by tych myśli nie sformułował. Mnie osobiście bardzo pociąga zwłaszcza myśl, że istota małżeństwa jest w pewnym sensie dopiero do odkrycia…

Idea kampanii wydaje się klarowna, ale jak wypełnić cały tydzień wydarzeniami poświęconymi tylko małżeństwu i małżeństwom? To po pierwsze. A po drugie – jak w dzisiejszym świecie zdobyć przychylność małżonków i zachęcić do udziału, a przede wszystkim znaleźć poparcie decydentów, czyli pomoc finansową na organizację tak dużej akcji społecznej?

– Choć obecnie to już piąta edycja, nadal się uczymy i szukamy właściwych rozwiązań. W 2015 roku zaproponowaliśmy głównie warsztaty psychoedukacyjne. Kampania obejmowała wtedy zasięgiem właściwie tylko nasze miasto, ale dotarła też do nas informacja, że jedno wydarzenie zorganizowali mieszkańcy Brzegu. Od następnego roku – dzięki przychylności Miasta Gdańsk – nasz program zaczął pączkować i zajmować, miejmy nadzieję, stałe, znaczące miejsce w kalendarzu wydarzeń Trójmiasta. Przybywało też miejscowości, których mieszkańcy spontanicznie się organizowali i przyłączali do tej kampanii, a także: partnerów, sponsorów, no i pomysłów na wydarzenia wypełniające cały Tydzień Małżeństwa.

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz wręcz entuzjastycznie poparł ideę Tygodnia Małżeństwa i udzielił jej oficjalnego wsparcia, także finansowego

W tym roku dołączyło do kampanii kilkanaście miast i miejscowości, a wśród wydarzeń są koncerty dedykowane małżonkom, spektakle teatralne, warsztaty, spotkania, konferencje, bale, marsze i biegi, nabożeństwa i msze w intencji małżeństw, jest nawet hartowanie małżeństwa w wodach Bałtyku! Do tego różne instytucje proponują małżonkom w tym okresie zniżki, najczęściej „na zdjęcie ślubne”. W Gdańsku otrzymaliśmy takie bonifikaty m.in. na wydarzenia w Filharmonii Bałtyckiej, w Muzeum Narodowym, Muzeum II Wojny Światowej. Wiemy, że w Jastarni hotelarze i restauratorzy naprawdę dbają o małżeństwa, oferując solidne rabaty na swoje usługi.

Richard Kane miał w Anglii potężne poparcie dla swojej inicjatywy – nazwisko Tony’ego Blaira, ówczesnego premiera, z pewnością otwierało pomysłodawcom kampanii mnóstwo drzwi i budżetów. W Gdańsku trudno było szukać tak silnego poplecznika.

– Cóż, Gdańsk to nie Londyn, ale też miał swego dobrego ducha. Nie sposób przemilczeć faktu, że pierwszym, który wręcz entuzjastycznie poparł ideę Tygodnia Małżeństwa i udzielił jej oficjalnego wsparcia, także finansowego, był prezydent Paweł Adamowicz. Mieliśmy z nim i jego służbami (nadal mamy) bardzo dobry kontakt. Wiedzieliśmy, że Szef jest nam życzliwy, to otwierało różne drzwi instytucji miejskich. Prezydent kiedy mógł, był na gali otwarcia, a kiedy nie mógł, przygotował dla naszych gości i uczestników filmik z przesłaniem. Czuliśmy jego autentyczną życzliwość i to na pewno dodawało nam odwagi.

Od początku bardzo wspiera nas także i mobilizuje do działania senator Antoni Szymański, dla którego temat rodziny jest szczególnie ważny. Także biskup Zbigniew Zieliński jest przekonany do tej kampanii i daje nam to niezmiennie odczuć. Z kolei Grupa Energa nie tylko w tym roku znacząco nas wspiera finansowo. Możemy też mówić o stałej już współpracy z Europejskim Centrum Solidarności, Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie czy Filharmonią Kaszubską w Wejherowie.

To wzrastające poparcie, zwłaszcza finansowe, pozwalało Państwu znacząco rozszerzać ofertę kampanii.

– Mamy nadzieję, że stajemy się rozpoznawalni i wiarygodni. Od samego początku zakładaliśmy, że to nie może być tylko psychoedukacja (warsztaty, wykłady, zajęcia). Chcieliśmy, aby małżonkowie spotykali się z sobą w różnych obszarach wspólnej aktywności – także w sferze kultury i sztuki, sportu i rekreacji i oczywiście duchowości.

Nie obawiają się Państwo, że w przestrzeni społecznej, może nawet wbrew intencjom organizatorów, pojawia się komunikat, że jedynie słusznym i zalecanym małżeństwem jest to zawarte w otoczeniu religijnym?

– Zależy nam na zaangażowaniu różnych środowisk. I ta kampania ma taki potencjał. Widać to po patronatach, wydaje się, że nie mają tu znaczenia poglądy polityczne, o co w dzisiejszej Polsce bardzo trudno. Lubimy mówić w fundacji, że różnice są szansą dla miłości. A w małżeństwie uczymy się obchodzić z różnicami.

Małżeństwo to budowanie trwałych, ważnych relacji. To przestrzeń dla rozwoju człowieka

Powołaliśmy Fundację Tydzień Małżeństwa, która zajmuje się jego organizacją, koordynuje wszelkie działania i formułuje misję. Wcześniej kampania była organizowana przez Stowarzyszenie Psychologów Chrześcijańskich, co mogło być jednoznacznie kojarzone ze środowiskiem chrześcijan jako odbiorców. Fundacja jako nowy podmiot pokazuje szerszą perspektywę. Choć nie ulega wątpliwości, że Tydzień Małżeństwa będzie pewnie identyfikowany głównie ze środowiskiem chrześcijańskim. I trudno się dziwić, ponieważ właśnie to środowisko pielęgnuje ideę małżeństwa i troszczy się o nie.

Ale w ubiegłym roku podjęliśmy także próbę szerszej refleksji nad istotą małżeństwa, organizując międzyreligijne spotkanie z udziałem przedstawicieli różnych wspólnot – Żydów, muzułmanów i chrześcijan różnych denominacji wraz z małżonkami, które poprowadził ks. Krzysztof Niedałtowski.

Wygląda na to, że małżeństwo „zachodu jest warte”…

– Na pewno warte jest starań, dbałości, troski. Ta małżeńska „radykalna bliskość”, o której piszą autorzy raportu „Więzi”, to bardzo silna potrzeba większości dorosłych ludzi. Małżeństwo to przecież budowanie trwałych, ważnych relacji. To przestrzeń dla rozwoju człowieka. W małżeństwie pozbywamy się lub próbujemy się pozbyć egoizmu, ale też zaspokajamy swoje istotne potrzeby emocjonalne. Nie zapominajmy też, że kiedy dorośli są usatysfakcjonowani swoim życiem, ich dzieci też się zwykle dobrze mają. Warto o tym przypominać, że czas poświęcony współmałżonkowi nie jest dla dziecka stratą, ale raczej zyskiem. Dlatego nie chodzi nam o jakieś małżeństwo, ale o jakość małżeństwa, czyli budowanie obszaru, w którym każdy z małżonków odczuwa wsparcie, radość i bliskość.

Zna Pani przepis na dobre małżeństwo?

– Nie odważę się podawać przepisów. Ale może jedna z definicji udanego małżeństwa mogłaby brzmieć tak: dobre małżeństwo to takie, w którym stajemy się coraz bardziej sobą w wymiarze indywidualnym, dzięki temu, że tworzymy to unikalne „MY”. Aby to „MY” mogło się rozwijać, potrzebne jest na pewno własne zaangażowanie. I do tego zachęcamy podczas Tygodni Małżeństwa.

Lena Kozakowska – absolwentka pedagogiki Uniwersytetu Wrocławskiego, psychoterapeutka. Od niemal dwudziestu lat pracuje w obszarze pomocy psychologicznej i psychoterapii z młodzieżą, dorosłymi i rodzinami. Członek Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich. Współinicjatorka Tygodnia Małżeństwa w Polsce, członek Fundacji Tydzień Małżeństwa.

Program Tygodnia Małżeństwa w Polsce dostępny jest tutaj. „Więź” jest patronem medialnym tej kampanii społecznej.