Największą siłą Wiosny jest jej potencjał pokoleniowy. Słabością – podsycanie konfliktu plemiennego w polskiej polityce.

Na początku kongresu założycielskiego partii Wiosna Robert Biedroń wszedł w dialog z publicznością. Pytał, skąd przyjechali uczestnicy: – A czy jest moje kochane Krosno, w którym się wychowałem? – zapytał niemal na samym początku, a sala odpowiedziała krzykami i wiwatami, może nie najgłośniejszymi, ale bez wątpliwości: Krosno jest! Oglądając później to nagranie, poczułem się – jako krośnianin z pochodzenia – równie zakochany w tym mieście jak Biedroń.

Obejrzałem więc ponad godzinne wystąpienie Biedronia z zaciekawieniem. Całość została zorganizowana z rozmachem na warszawskim Torwarze, rzut beretem od budynków parlamentu, od jakiegoś czasu odgrodzonych od reszty miasta niczym forteca. Lider Wiosny opowiadał o tym, jak to na odgrodzonej Wiejskiej panuje zima, ale z Łazienkowskiej – ulicy, przy której znajduje się hala Torwaru – nadchodzi nowa pora roku, nowa energia i świeży entuzjazm. Całość robiła wrażenie dobrze przemyślanej, przygotowanej i wyreżyserowanej, a Biedroń – choć nie jest wybitnym mówcą – potrafił złapać autentyczny kontakt z salą.

Dziś widać, że stadion, na którym grają PiS i PO trochę opustoszał, za to zapełniły się aż nadto trybuny za bramkami, na których przesiadują najbardziej fanatyczni kibice obu drużyn

Ale najważniejsze pytania brzmią: do kogo właściwie skierowana jest nowa inicjatywa polityczna?; z kim będzie konkurować o głosy?; jaki to jest właściwie pomysł na Polskę?; czy rzeczywiście Wiosna może być siłą, która nada jałowemu konfliktowi politycznemu nową dynamikę?

Przebieg kongresu Wiosny sugeruje, że liderzy nowej partii nie chcą wchodzić na boisko, na którym odbywa się już któryś z rzędu mecz między PiS a PO. Na pierwsze starcie kilkanaście lat temu przyszedł cały stadion widzów, bardziej przyciągnięty obietnicą nowej jakości niż szczególnie silnym uczuciem do jednej z ekip. Dziś widać, że stadion trochę opustoszał, za to zapełniły się aż nadto trybuny za bramkami, na których – jak zwykle bywa na stadionach piłkarskich – przesiadują najbardziej fanatyczni kibice, bardziej skupieni na werbalnym atakowaniu przeciwników niż na umiejętnościach własnych zawodników. Ci ostatni z kolei prezentują antyfutbol okraszony nieustannymi faulami, prawdopodobnie sami znudzeni sytuacją, ale świadomi, że muszą ciągnąć rozgrywki i nie dopuszczać innych drużyn na boisko. Mogłoby się przecież okazać, że nowy rywal jest dużo groźniejszy od obecnego.

Biedroń i spółka chcą przenieść grę na nowe boisko, by pokazać inny wachlarz umiejętności niż prezentowany przez zawodników dotychczas grających drużyn. Co proponują? Nieopodatkowaną emeryturę minimalną na poziomie 1600 zł miesięcznie, poprawę dostępności opieki zdrowotnej (m.in. skrócenie czasu oczekiwania na lekarza specjalistę do 30 dni, a po tym czasie opłacanie z kasy NFZ usług prywatnej służby zdrowia), radykalny (a być może wręcz otwarcie wrogi) rozdział Kościoła od państwa, zamknięcie kopalni węgla w Polsce, ułatwienia dla przedsiębiorców, poprawę systemu edukacji, a zwłaszcza jakości nauczania języka angielskiego w szkołach, aborcję na żądanie do 12 tygodnia ciąży, walkę z wykluczeniem transportowym i rozliczenie PiS z psucia państwa przed specjalną komisją.

Jak na dłoni widać, że postulaty te nie są jednorodne. Część z nich jest liberalna, część socjaldemokratyczna, niektóre zostały wzięte z ruchu zielonych. Wśród propozycji znalazły się takie, które do debaty publicznej wprowadziły ruchy miejskie i obywatelskie oraz ośrodki myśli, w tym te konserwatywne. Jakich kibiców może zatem przyciągnąć na swoje boisko Wiosna? Wydaje się, że tych z lewego skrzydła PO (inicjatywa Biedronia wydaje się bliźniaczo podobna do ruchu Barbary Nowackiej), sieroty po Ruchu Palikota, niedobitki rozpadającej się Nowoczesnej, zwolenników coraz bardziej nieobecnej Partii Razem i być może część elektoratu antysystemowego Kukiza, do którego mogą trafić zapowiedzi rozbicia duopolu PO-PiS oraz większej transparentności państwa. Zainteresowani propozycjami Wiosny powinni być przedstawiciele elektoratu wielkomiejskiego, klasa średnia i lepiej sytuowani mieszkańcy mniejszych ośrodków miejskich. Nie widzę zbytnio możliwości, by Wiosna mogła odebrać głosy Prawu i Sprawiedliwości – postulaty socjalne nie wybrzmiały jednak na kongresie wystarczająco mocno (z wyjątkiem kwestii emerytury minimalnej i walki z wykluczeniem transportowym), a zarysowanie tak wyraźnie liberalnej koncepcji dostępu do aborcji automatycznie wyklucza znaczną część elektoratu.

Doświadczenia Biedronia to historia, do której młodsi wyborcy nie odczuwają takiego dystansu jak do konfliktów w łonie dawnej opozycji antykomunistycznej

Wydaje się więc, że – trzymając się metafory nowego boiska – niewielu widzów opuści stadion, na którym gra PiS i PO. Być może ci nieliczni, którzy pozostali jeszcze w sektorach neutralnych, ale bliższych PO, oraz osoby, które kiedyś może siedziały na trybunach, ale od dłuższego czasu śledzą jedynie wynik meczu przez aplikację na smartfonie. Czy to znaczy, że Wiosna skazana jest na klęskę? Niekoniecznie, przecież frekwencja na głównym stadionie jednak zmalała – trybuny z fanatykami pękają w szwach, ale siłą rzeczy mają znacznie mniejszą pojemność niż te biegnące wzdłuż dłuższego boku boiska.

Największą siłą partii Biedronia jest jej potencjał pokoleniowy. Biedroń jest wciąż – jak na polską politykę – nową i młodą twarzą, a współpracownicy, których zaprezentował w sobotę, do tej pory działali głównie na polach samorządowym, pozarządowym i w sektorze prywatnym. To ludzie urodzeni około 1980 roku, doświadczeni i wiarygodni w swoich obszarach działania. Biografia Biedronia również może uwiarygadniać go w oczach młodszych pokoleń. Doświadczenie ubóstwa przełomu lat 80. i 90., zaangażowanie pozarządowe, prezesowanie Kampanii Przeciw Homofobii, prezydentura w Słupsku – to brzmi nie tylko jako wiarygodna droga do polityki, ale również historia, do której młodsi wyborcy nie odczuwają takiego dystansu jak do konfliktów w łonie dawnej opozycji antykomunistycznej. Warto też dodać, że Biedroń poświęcił w ostatnich latach – co wielu mieszkańców Słupska ma mu za złe – wiele czasu na podróżowanie po Polsce i spotkania z ludźmi.

Postulaty równościowe – jak związki partnerskie, walka z przestępstwami powodowanymi nienawiścią, a także równość płac kobiet i mężczyzn – mają potencjał inkluzywny i w jakiejś formie mogą zostać poparte przez dużą część społeczeństwa. Postulat liberalizacji prawa aborcyjnego może dać poczucie reprezentacji politycznej lewicy obyczajowej, ale nie spodziewałbym się, by był to znaczący elektorat w skali kraju – choć sondaże nie są jednoznaczne, to Polacy są raczej za utrzymaniem w tej kwestii status quo. Warto też dodać, że w świetle orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego wprowadzenie aborcji na życzenie byłoby niekonstytucyjne. To istotne, bo sam Biedroń na antenie TVN24 zaapelował w dniu konwencji: „Jeżeli bronimy konstytucji, to brońmy jej w całości”. Swoją drogą, spór o aborcję w Polsce będzie prawdopodobnie jeszcze bardziej agresywnym konfliktem niż obecna wojna między PiS a PO. A to dlatego, że obie strony, w wyniku zaostrzenia języka debaty, coraz częściej postrzegają siebie w kategoriach „morderców” – jedni kobiet, a drudzy dzieci. Czy można w ogóle mówić o dialogu społecznym – a to przecież zapowiada ruch Biedronia – gdy będziemy widzieli w sobie morderców? To jest największa słabość Wiosny – podsycanie konfliktu plemiennego w polskiej polityce.

Ściślejsze opodatkowanie Kościoła i zmniejszenie jego wpływu na życie publiczne oraz zmiana formy nauczania religii w Polsce nie muszą budzić wielkich oporów społecznych, a wręcz mogą budzić pewien entuzjazm części wyborców, ale postulat renegocjacji (czyli prawdopodobnie zerwania) konkordatu, połączony z prymitywną sugestią, że Polska nie jest krajem suwerennym (Watykan spełnił w wypowiedzi Biedronia funkcję „eurobolszewii” z miraży nacjonalistycznej prawicy) – nie znajdzie raczej dużego poparcia społecznego.

Czy można w ogóle mówić o dialogu społecznym – a to przecież zapowiada ruch Biedronia – gdy będziemy widzieli w sobie morderców?

Warto przywołać przykład partii Razem. Wydaje się, że zaczęła ona tracić poparcie i wyrazistość, gdy – wbrew początkowym zapowiedziom i oczekiwaniom potencjalnego elektoratu – zaczęła się stosunkowo mocniej angażować w spór na polu symbolicznym, kosztem postulatów socjalnych i pokoleniowych. Biedroń najwyraźniej uważa inaczej lub nie interesuje go doświadczenie Razem.

Lewicową wrażliwość Biedroń wystawił na próbę poprzez zapowiedź zamknięcia wszystkich kopalni węgla – górnicy mają zostać skierowani do pracy w sektorze odnawialnych źródeł energii. Słowa te padły w zasadzie bez żadnego dodatkowego komentarza, mogły więc przypominać podobne postulaty Ryszarda Petru lub radykalne reformy Leszka Balcerowicza. Nie padły natomiast słowa o problemie importu węgla z Rosji, o fatalnej sytuacji energetycznej kraju, o pożądanym modelu energetyki i znaczeniu przemysłu węglowego dla Śląska (i nie pomogą tutaj postulaty uznania śląskiego za język narodowy). Tak, od węgla musimy jako społeczeństwo i cywilizacja odejść, ale entuzjazm Biedronia zabrzmiał, jakby chodziło o najbardziej oczywisty postulat modernizacyjny. A będzie to przecież bolesny proces o wysokich kosztach dla wielu obywateli Polski – tej perspektywy zabrakło.

Co może zatem wnieść nowa partia do polskiej polityki? Próba przeniesienia rozgrywek politycznych na nowe boisko jest pożądana. Mimo wysokiego poziomu emocji wywoływanych przez politykę śmiem twierdzić, że większość Polaków (biorąc pod uwagę osoby niegłosujące oraz te głosujące z ciężkim sercem) czuje się po prostu politycznie niereprezentowana – dzięki Wiośnie ich liczba spadnie, bo brakowało do tej pory na scenie politycznej partii centrolewicowej (liberalnej obyczajowo i umiarkowanie socjalnej). Mam jednak wrażenie, że nowa partia nie ściągnie póki co na swoje boisko licznych kibiców. Wielu niewątpliwie będzie się bacznie przyglądać jej dalszemu rozwojowi, ale jeszcze więcej zrozumiało w niedzielę, że nie jest to partia, na którą czekali.