Stajemy się chyba nieuważni na zdarzenia potoczne. A co, jeśli to w codzienności dzieją się rzeczy ostateczne?

„Podstawę naszego istnienia stanowi codzienność” – czytamy w eseju „Szczeliny istnienia” wybitnej polskiej filozofki prof. Jolanty Brach-Czainy.

Codzienność ma drobny wymiar i dużą częstotliwość. Stanowiąc ciche tło zdarzeń niezwykłych, pozostaje dla nas niezauważalna. W efekcie łatwo stajemy się nieuważni, nie potrafimy spojrzeć na zdarzenia potoczne, nie umiemy zachować przytomności istnienia. Tak jakbyśmy składali się tylko z rzeczy wielkich. Z przełomowych momentów. W końcu co ma pranie ręcznika do wielkich uniesień? A przecież codzienność – jedzenie chleba, zaparzanie herbaty, zmywanie naczyń, poranna toaleta – pozwala na znalezienie wspólnych punktów odniesienia, jednoczy nas we wspólnocie uczestniczenia w pełni wielkiego chaosu i pomaga go oswoić.

By dostrzec kosmiczną energię w codzienności, trzeba chyba pielęgnować w sobie wrażliwość. Nie tylko ze względu na – mówiąc szumnie – dostrojenie swojej energii do rozmówcy, lecz także (a może przede wszystkim) dlatego, że najprostsze pytanie o drobiazg może wywołać falę wspomnień i emocji. Małgorzata Rejmer, laureatka tegorocznego Paszportu „Polityki”, w wywiadzie dla Dwutygodnika mówi, co zrozumiała, pracując nad książką „Błoto słodsze niż miód”: „tak naprawdę powinnam pytać o najprostsze rzeczy, czym jest szczęście, przyjaźń, wolność. Pytałam o to, jakie słodycze ludzie jedli albo w co [moi bohaterowie] się bawili jako dzieci”.

Paradoksy

W czytanych przeze mnie książkach zawsze szukałam rzeczy ważnych, ostatecznych i poważnych. Wskazówek, odpowiedzi na pytanie – co w życiu liczy się tak naprawdę? Nie wstydzę się już mazać po stronach długopisem, zaznaczać ulubione cytaty kolorowymi karteczkami.

Książką, która uporczywie przewraca się i bezczelnie leży na mojej książkowej półce, jest najnowszy zbiór reportaży „Nie ma” Mariusza Szczygła. Sięgnęłam po niego akurat w momencie, w którym zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, jak często w moim życiu zdarzają się paradoksy: pustka otworzyła mnie na bliskość; samotność sprawiła, że z większą uwagą pielęgnuję relacje. Zauważenie najmniejszych komponentów świata zapoczątkowało proces pojmowania go całościowo, co więcej – podjęcia próby odnalezienia w nim siebie. Namysł nad codziennością pomógł odkryć magię świata. Mam zatem szczęście, że często to nie ja wybieram książki, ale one same wpadają mi w ręce.

Czy nieobecność jest nam potrzebna? Jeden z bohaterów mówi: „Pustka też ma swoją wartość, dokładnie taką samą jak to, co mogłoby ją wypełnić”

Ostatnio czytam zresztą głównie reportaże. Czując ogromną potrzebę oderwania się od własnego życia, z zachłannością rzuciłam się w zawirowane żywota nieznanych mi osób. I wpadłam po uszy. Zanurzona w historiach innych ludzi nabierałam dystansu, jednocześnie intensywnie czując, jak unosi mnie nurt mojej własnej drogi. Długie rozmowy, uważnie nakreślone portrety, wręcz ściekająca z przewracanych niecierpliwymi palcami stron wrażliwość na drugiego człowieka – te różnobarwne szkiełka tworzyły mozaikę tak różnorodną, że aż ciężko mi uwierzyć, że wszystkie mikrokosmosy należą do tej samej całości. W dodatku sama jestem jej częścią.

Pustka, która ma wartość

„Nie ma” dawkowałam sobie z cierpliwością i uwagą. 29 krótkich form. Rozmówcami Mariusza Szczygła są ludzie z różnych światów. Poznajemy historię ukraińskiego żołnierza, izraelskiej pisarki, czeskiej poetki, nie zabraknie także słów wypowiedzianych przez samą Hannę Krall, w najkrótszym reportażu, składającym się tylko z jednego zdania: „Wszystko musi mieć swoją formę, swój rytm, panie Mariuszu. Zwłaszcza nieobecność”. Zwraca uwagę właśnie ta różnorodność form. Jeden z tekstów rozpoczyna się od obszernej tabelki w excelu, inny poprzedzielany zostaje wieloma wykropkowanymi miejscami, kolejny jest obszerny jak dziennik pełen intymnych wspomnień.

Nie ma

Mariusz Szczygieł „Nie ma”, Dowody na istnienie, Warszawa 2018

Już sam tytuł zbioru wywołał skojarzenie z tegoroczną zdobywczynią Nike – książką „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”. NIE MA u Marcina Wichy to pustka po utracie ukochanej osoby, to rzeczy, które wywołując mnóstwo wspomnień, sprawiają, że postać nie odchodzi z tego świata całkowicie. Czym jest zaś NIE MA u Szczygła? To bardzo różne nieobecności. Nieobecność sytuacji, rzeczy, nieobecność emocji (jedno z moich ulubionych określeń: „był emocjonalnie zamurowany”), nieobecność zrozumienia. Nieobecność pamięci, skazanie na nieistnienie. Czy NIE MA jest nam zatem potrzebne? Jeden z bohaterów próbuje udzielić odpowiedzi: „Pustka też ma swoją wartość, dokładnie taką samą jak to, co mogłoby ją wypełnić”.

A jak wypełnić? Weźmy tekst „Czytanie ścian” – pierwszy i mój ulubiony w całym zbiorze. Przyczynkiem do jego powstania było natknięcie się Mariusza Szczygła na wiersz Violi Fischerovej w wagonie metra. Wyobrażam sobie, że w autorze zaszedł dobrze znany, przyjemny proces: drobne ukłucie w sercu, gdy wiesz, że trafiasz na coś, co zgrywa się z Twoim wewnętrznym rytmem i dajesz się ponieść tej fali, odkrywając przy tym nieodwiedzany wcześniej kawałek własnego mikrokosmosu. Wypełnione pustką wiersze Fischerovej nakarmiły i mój głód paradoksu.

„Żyjąc, tracimy życie”

W „Nie ma” znajdziemy mnóstwo przemyśleń poświęconych pamięci. Świeżo po lekturze „Ucha igielnego” Wiesława Myśliwskiego pamięć u Mariusza Szczygła jawi mi się jako kolejny paradoks. Jest wszystkim, co mamy, będąc jednocześnie narzędziem niezwykle wybrakowanym. Ułomna pamięć przetwarza przecież wydarzenia we wspomnienia, za każdym razem tworząc odrębną historię.

Książka Szczygła przypomina ponadto, że w codzienności „nie ma” miesza się z „jest”, nieistnienie ociera się o nas każdego dnia. Biegniemy na przykład do metra w szaleńczym tempie, jakby było to najważniejszą czynnością w życiu, by sekundę później o tym nie pamiętać. I w dodatku akceptujemy to. „Rzeczy po prostu się dzieją” – czytamy w zbiorze. Rzeczy po prostu się dzieją, jedne po drugich, zlewając się w masę tworzącą nasze istnienie.

„Żyjąc, tracimy życie” – głosi tytuł jednej z książek Marii Janion. Wszystko przemyka w ruchu spraw, przyciąga uwagę po czasie, gdy w rękach nie zostają już żadne dowody. Czy warto więc skupiać uwagę nad szarą codziennością, skoro NIE MA i tak przenika wszystko, co nas otacza? A co, jeśli to w codzienności dzieją się rzeczy ostateczne?