Książka „Miłość i nicość” potrzebuje ciszy. Nie warto czytać jej od deski do deski, za jednym przysiadem. Lepiej czytać powoli, wracać do niektórych wątków kilkakrotnie. Bo to nie podręcznik ani monografia, ale rozmowa, do której Czytelnik zostaje zaproszony.

 Od lat publikowane są, cieszące się zazwyczaj dużą popularnością, wywiady rzeki z ciekawymi i zasłużonymi osobistościami. Ta moda trwa nadal, może nawet się nasila. Trudno zliczyć wszystkie książki prezentujące w ten sposób znanych polityków, aktorów czy piosenkarzy. Godne szczególnej uwagi są zwłaszcza rozmowy z ludźmi już w podeszłym wieku, którzy swoim życiem i działaniami w znaczący sposób wpłynęli – i nadal wpływają – na nasze rozumienie człowieka i jego miejsca w świecie polityki, religii i szeroko pojętej kultury.

Tylko w ostatnich dwóch latach pojawiły się na rynku wydawniczym co najmniej cztery pozycje tego rodzaju. Obok rozmowy z prof. Władysławem Stróżewskim, której poświęcę tu szczególną uwagę, w tym samym Wydawnictwie „Więzi” ukazała się w 2017 r. rozmowa z prof. Adamem Strzemboszem. W roku 2018 Wydawnictwo Bernardium udostępniło nam rozmowę z Arcybiskupem Henrykiem Muszyńskim, zaś staraniem Wydawnictwa Arche otrzymaliśmy rozmowę z mecenasem Jackiem Taylorem. To godne pochwały inicjatywy wydawnicze. Pozwalają nam one poznać bliżej życie bohaterów tych książek, życie z reguły bardzo ciekawe, wpisane w dramatyczne dzieje Polski ostatnich dekad. Co więcej, i co bodaj ważniejsze, owi bohaterowie mogą nas inspirować do twórczej kontynuacji ich przemyśleń, do przejęcia się tym, co było i wciąż jest ich życiową pasją. Oby te publikacje spotkały się z żywym zainteresowaniem Czytelników, bo ich lektura stanowi ważny nurt rozwoju naszej kultury.

Piękno i muzyka

Zapewne każda z tych pozycji jest na swój sposób wyjątkowa. Z pewnością taka jest książka o znamiennym tytule „Miłość i nicość”. Podzielona ona została na dwie zasadnicze części, zatytułowane „Człowiek filozofii” oraz „Filozofia człowieka”, ale poprzedza te części „Preludium”, rozdziela je „Intermezzo”, a kończy „Finale”. Muzyczne skojarzenia tych tytułów nawiązują oczywiście do wrażliwości muzycznej prof. Stróżewskiego, ale ich sens wydaje się głębszy. Cała rozmowa przepojona jest swoistym pięknem i nie przypadkiem drugą część książki wieńczy rozdział zatytułowany „Piękno nas zbawi”. Rozmówcom chodzi o piękno, które sięga głębiej niż estetyczny zachwyt nad jakimś dziełem artystycznym, o piękno, które mieści w sobie i sobą wyraża prawdę i dobro – aż po pełnię realizacji człowieczeństwa w człowieku, zaś muzyka zdaje się ten wymiar piękna szczególnie głęboko odsłaniać.

Miłość i nicość

Anna Kostrzewska-Bednarkiewicz, Władysław Stróżewski, „Miłość i nicość”, Wydawnictwo Więź, Warszawa 2017

Część pierwszą książki wypełniają rozmowy o życiu prof. Stróżewskiego, przy czym kolejne etapy tego życia osadzone są w miastach, w których on żył i w których rodziła się i dojrzewała jego filozoficzna pasja. Są to kolejno: Koźmin, Krotoszyn, Lublin i Kraków. Nie ma sensu przywoływanie poszczególnych wydarzeń i przeżyć, o których Profesor opowiada, zapewne rozmaite momenty jego życia Czytelnikom będą się wydawały cenne lub poruszające. Mnie uderzyły najbardziej dwie cechy osobowości Profesora, które przebijają przez wszystkie jego wspomnienia. Pierwszą z nich jest (o drugiej w dalszej części tekstu) przenikająca tę osobowość ciekawość świata wraz z pogodą ducha i nadzieją – to coś więcej niż powierzchowny optymizm.

Stróżewski przywołuje szereg swych dramatycznych przeżyć, ale z reguły okazuje się, że nie gaszą one jego ducha; przeciwnie – otwierają na nowe perspektywy rozwoju, inspirują do nowych, coraz dojrzalszych przemyśleń. Czas wojny to dla małego dziecka czas straszny: strzelanie Niemców do cywilów, aresztowanie ojca, ucieczka z całą rodziną do Lublina, a potem pełen niebezpieczeństw powrót do Krotoszyna, tułanie się po cudzych mieszkaniach. W tych relacjach, szczerych i szczegółowych, wiele jest wspomnień o bólu i przerażeniu, ale nie ma goryczy. Jest serdeczne wspomnienie szewca Ratajczaka, który oddał Stróżewskim mieszkanie, sam z psem przenosząc się do warsztatu. Jest mowa o tym, jak Stróżewski zaczynał grać na fortepianie, a także o tym, jak protest wobec germanizacji zaowocował szczególnym umiłowaniem języka polskiego.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, zima 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, zima 2018