Wpływ programu 500+ na aktywność zawodową młodych rodziców jest korzystniejszy, niż sądzono? Wciąż ma jednak poważne słabości.

Z początkiem roku Główny Urząd Statystyczny opublikował raport, wedle którego program 500+ bardziej aktywizuje, niż dezaktywizuje zawodowo osoby otrzymujące świadczenie na dziecko. Wnioski te kolidują choćby w wynikami wcześniejszego raportu Instytutu Badań Strukturalnych (wykorzystującego z kolei wcześniejsze dane GUS, które dowodziły tezy przeciwnej). Zwykły obywatel może zatem czuć się nieco zdezorientowany.

Wyjaśnienia i wątpliwości

Z opracowania GUS wynika, że – na prawie 300 tys. przebadanych – dla łącznie 151 tys. osób 500+ było pozytywnym zawodowo bodźcem. 76 tys. pod wpływem świadczenia podjęło pracę, a 75 tys. zaczęło jej poszukiwać. Przeciwny, dezaktywizujący, skutek otrzymywania środków z programu 500+ zadeklarowała ponad dwa razy mniejsza grupa – 67 tys. badanych, spośród których 34 tys. zaprzestało poszukiwania pracy, a 33 tys. z niej zrezygnowało.

Jaki mechanizm sprawił, że ktoś – otrzymując świadczenie – zdecydował się na aktywność zawodową? Można to tłumaczyć następująco: pojawienie się tak istotnego zastrzyku gotówki mogło umożliwić rodzicom opłacenie prywatnego żłobka lub zatrudnienie niani, co z kolei wyzwoliło dotychczas uśpiony potencjał zawodowy rodzica. Takie wytłumaczenie wydaje się logiczne.

Wpływ programu na zachowania zawodowe jego beneficjentów nie zachodzi automatycznie, dla każdego tak samo

Pytani o wyniki raportu GUS eksperci sugerują jednak, że skala pozytywnego wpływu programu na aktywność zawodową beneficjentów może być w istocie niższa, niż pokazało badanie. Wszak opierano się na deklaracjach, a te nie zawsze wiernie oddają realia. Zadowoleni z otrzymywanego programu obywatele mogli być przecież skłonni mówić więcej o jego dobrych stronach, a mniej o potencjalnych słabościach. Do tego doszła jeszcze niechęć wskazywania ewentualnej rezygnacji z pracy, co mogłoby uchodzić za wyraz rozleniwienia lub roszczeniowości (według przypisywanego przez lata beneficjentom programów wsparcia schematu: tylko biorą kasę, a nie chcą pracować).

Różnorodne czynniki

Schematy myślowe są silnie obecne w dzisiejszych dyskusjach o 500+ i jego odbiorcach. Niekiedy utrudniają nam spokojną, merytoryczną dyskusję, sprzyjają jedynie okopywaniu się na swoich pozycjach. Takie reakcje dostrzegłem także w komentarzach dotyczących najnowszych wyników GUS. Wśród entuzjastów programu (nie tylko zwolenników obecnej władzy) często spotykany ton był z grubsza taki – „to było do przewidzenia, a tylko liberalne elity i ich klakierzy, kierując się uprzedzeniami i stereotypami, wmawiali nam, że świadczenie wychowawcze rozleniwia”. Z kolei wśród sceptyków pojawiła się chęć przemilczenia kłopotliwych wyników niepotwierdzających, że 500+ dezaktywizuje zawodowo Polaków lub wręcz podważenia ich wiarygodności i rzetelności.

Tymczasem warto podejść do sprawy inaczej i przyjąć, że w pewnych sytuacjach faktycznie korzystanie z programu może służyć podjęciu pracy przez młodego rodzica. Zaznaczmy jednocześnie, że nie unieważnia to faktu, iż w wielu przypadkach nie będziemy mieć efektu aktywizującego, a są i takie historie, w których program przyczynił się do rezygnacji z aktywności zawodowej (zresztą najnowszy raport GUS temu nie przeczy – potwierdza, że część badanych właśnie taką zależność na swoim przykładzie wskazała).

Samo postawienie pytania o to, czy program 500+ dezaktywizuje zawodowo, czy też nie, pcha nas ku dość schematycznej wizji człowieka, jego postaw i motywacji. Statystycznie możemy oczywiście próbować szacować wpływ programu na poziom aktywności obywateli, co też pozwoli lepiej opisywać, prognozować i przekształcać rzeczywistość. Jednak wpływ programu na zachowania zawodowe jego beneficjentów nie zachodzi automatycznie, w sposób mechaniczny, dla każdego tak samo. To, czy perspektywa otrzymania świadczenia 500+, a czasem i 1000+ czy 1500+ (gdy mamy pod opieką więcej niepełnoletnich dzieci), zmienia ich nastawienie do pracy, zależy od wielu czynników, które dla każdego są trochę inne. Warto rozróżnić, jaką kto ma pracę lub szanse jej znalezienia i utrzymania. Nie chodzi tylko o zarobki, ale również o prestiż danej profesji, fakt, na ile w pracy panuje uciążliwa i obciążająca atmosfera, jakie dana osoba ma poczucie sensu i spełnienia przy jej wykonaniu. Ważne pozostaje też to, jakie kto ma wsparcie otoczenia przy wychowaniu dziecka, sytuację rodzinną, preferencje i aspiracje. To parametry mocno zindywidualizowane.

Krytyczne spojrzenie

W kontekście wspomnianego raportu niepokoi mnie scenariusz jeszcze szczelniejszego zamknięcia dyskusji nad reformami programu 500+ i samej polityki z pograniczna wsparcia rodziny i rynku. Póki w społecznej świadomości na obrazie programu istniała rysa, znacznie łatwiej było inicjować rozmowy o zmianie. Teraz zaś zwolennicy zostawienia status quo mogą triumfalnie oznajmiać, że rządowy program jest sukcesem w pełnej krasie. Nie dość przecież, że radykalnie zmniejszył ubóstwo wśród rodzin z dziećmi, może przyczynić się do podniesienia wskaźników dzietności (choć to akurat kwestia sporna), to jeszcze dodatnio wpływa na poziom aktywności młodych rodziców. Po co zatem cokolwiek zmieniać i w ogóle o tym rozmawiać? Spieszę z odpowiedzią.

Po pierwsze, nawet jeśli w części przypadków (choćby była to mniejsza grupa, niż pokazały wyniki raportu) program 500+ sprzyja aktywizacji zawodowej Polaków, nie możemy tracić z pola widzenia faktu, że dla części Polek (liczonej nawet w dziesiątkach tysięcy) okazał się on bodźcem wejścia w sferę tzw. bierności zawodowej lub pozostania w niej (nie pracowania zarobkowo ani też nie szukania zatrudnienia). Choć wiele osób, decydując się na bierność zawodową, nadal wykonuje ważne społeczne funkcje (głównie związane z opieką i wychowaniem dzieci i nieodpłatną „pracą” domową), taki scenariusz ma swoje zarówno indywidualne, jak i społeczno-ekonomiczne konsekwencje, nie tylko pozytywne. Gdy dziecko podrośnie, może być już trudno wrócić na rynek pracy – bywa, że tymczasowa rezygnacja z zatrudnienia nieoczekiwanie przeradza się w trwałe i później już niedobrowolne bezrobocie. To zaś ryzyko dla bezpieczeństwa socjalnego, zwłaszcza gdy dziecko już się odchowa, a prawo do 500+ wygaśnie lub gdy przejdzie się na emeryturę. To zjawisko dotyczy tysięcy kobiet.

Pojawiają się ponadto braki kadrowe w poszczególnych segmentach gospodarki i w gospodarce narodowej jako całości, która – zwłaszcza w dobie szybkiego starzenia się społeczeństwa – cierpi na kurczenie się liczby pracujących w relacji do tych, którzy już nie pracują z uwagi na wiek lub stan zdrowia. To problem systemowy i realny, którego bynajmniej nie należy sprowadzać do uprzedzeń kręgów niechętnych programowi 500+ i szukających dziury w całym. 

Samo postawienie pytania o to, czy program 500+ dezaktywizuje zawodowo czy też nie, pcha nas ku dość schematycznej wizji człowieka, jego postaw i motywacji

Po drugie, nawet jeśli program 500+ przyczynia się tu i ówdzie do zwiększenia zdolności rodzin do korzystania z opieki formalnej nad dzieckiem (poprzez wykupienie miejsca w żłobku lub zatrudnienie niani), oparcie rozwoju opieki instytucjonalnej na wykupowaniu usług dzięki programowi 500+ (i pośrednio tym sposobem podniesienie poziomu zatrudnienia kobiet) niekoniecznie jest najwłaściwszą drogą. Może to przyczyniać się bowiem do swoistej prywatyzacji opieki nad małym dzieckiem, według zasady, że gdy ktoś potrzebuje wsparcia w opiece, może sobie je wykupić, a pomogą w tym pieniądze otrzymywane od państwa. A co wówczas z inwestowaniem w publiczne instytucje opieki, w infrastrukturę dostępną na terenie całego kraju, w odpowiednie standardy? Rozwój programu pieniężnego na dzieci co prawda w zasadzie tego nie wyklucza, ale też wiara, że 500+ wypełni luki w dostępie do opieki instytucjonalnej może osłabiać presję na rozwijanie publicznej infrastruktury opiekuńczej, a ta w polskich realiach jest na tle innych krajów wciąż dość słabo rozwinięta. Dwie trzecie kraju nie ma na swoim terenie instytucji opieki nad dzieckiem do lat 3. Dobrze będzie, jeśli gdzieniegdzie za sprawą 500+ ograniczy się dotkliwość tych braków, ale jest to raczej łatanie dziury niż rozwiązanie problemu.

Po trzecie wreszcie, nawet jeśli przyjąć, że wpływ programu 500+ na aktywność zawodową młodych rodziców jest korzystniejszy, niż sądzono, nie unieważnia to jego innych słabości i zastrzeżeń wobec jego kształtu. Zasadniczym pozostaje ten, czy jako państwo powinniśmy przeznaczać tak ogromne środki na jeden program polityki społecznej (podczas gdy wiele innych działań jest rażąco zaniedbanych bądź niedoinwestowanych) i to w sytuacji, gdy ów jawi się jako nieszczególnie sprawiedliwy. Przypomnijmy, że nadal rodzice (w tym samotne matki) o zarobkach ledwo co przekraczających minimalną płacę mogą nie otrzymać wsparcia, w odróżnieniu od rodzin milionerów z więcej niż jednym dzieckiem. A tych ostatnich nie jest wcale garstka. Wprowadzając tzw. daninę solidarnością na rzecz wsparcia niepełnosprawnych, rząd szacował, że osób zarabiających powyżej 1 mln złotych rocznie (którzy byliby objęci wspomnianym podatkiem w wysokości 4 proc. od nadwyżki powyżej tegoż miliona) ma być około 20 tys. A to przecież tylko najbogatsi. Oprócz nich zaś mamy znacznie liczniejszą grupę ludzi zamożnych na tyle, by poradzili sobie i bez comiesięcznego świadczenia wychowawczego od państwa. Czy na pewno stać nas, byśmy na ich drugie i kolejne dziecko (które będzie miało godziwe materialne warunki rozwoju i bez tego wsparcia) płacili miesięcznie 500 zł, podczas gdy na tak wiele bardziej pilnych potrzeb państwo jakoś nie może znaleźć środków? Ocena programu pod kątem wpływu na aktywność zawodową to jedno, a ocena pod kątem słuszności i sprawiedliwości – drugie. Jedno nie powinno przykryć ani wyprzeć drugiego.  

Następstwa największego rodzinnego programu w Polsce nie są więc tak jednoznacznie pozytywne. Nadal jest o czym krytycznie dyskutować.

Priorytet

Jeśli chodzi o problem aktywności zawodowej Polaków (a zwłaszcza Polek), jest on oczywiście szerszy niż dyskusja o 500+. Przyczyny tego, że wskaźniki aktywności zawodowej w Polsce nadal są poniżej stanu pożądanego (jak i unijnej średniej), pozostają rozproszone.

Bez wątpienia problem jest poważny i pilny, choć politycy i media głównego nurtu nie bardzo zdają sobie z tego sprawę. A powinny. Bez zwiększenia aktywności zawodowej Polaków możemy mieć trudności z podtrzymaniem zarówno programu 500+, jak i systemu emerytalnego czy zdrowotnego. Mogą też nasilić się jeszcze bardziej tendencje do niskiej dzietności, gdyż dorośli w wieku zawodowym nie będą mieli czasu i środków na zakładania rodzin – zajęci zarabianiem na utrzymanie starszych pokoleń, których emerytury nie pozwolą na godne i bezpieczne życie. Niestety, to możliwy scenariusz, jeśli publiczna dyskusja nie wyjdzie poza utarte schematy.