Z wystawy „Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918” niewiele dowiadujemy się o Polsce AD 1918, ale za to wiele o krzyku, a właściwie o krzyku wojennym.

Dobrze jest sobie przypomnieć, do czego nawiązuje jej tytuł. „Szli krzycząc: »Polska! Polska!« – wtem jednego razu / Chcąc krzyczeć zapomnieli na ustach wyrazu; / Pewni jednak, że Pan Bóg do synów się przyzna, / szli dalej krzycząc: »Boże! ojczyzna! ojczyzna«. / Wtem Bóg z Mojżeszowego pokazał się krzaka, / Spojrzał na te krzyczące i zapytał: »Jaka?«” – pisał Juliusz Słowacki. Próżno szukać na wystawie odpowiedzi na to pytanie.

Wystawa obejmuje siedem sal, w których pokazano 280 prac, głównie ze zbiorów Muzeum Narodowego, wiele z nich po raz pierwszy. Są obrazy, rzeźby, grafiki. Tych ostatnich szczególnie dużo. Pierwsza sala zatytułowana „Przed wielkim jutrem” rozbudza nadzieje. Podprowadzeni scenami z filmowej adaptacji „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Andrzeja Wajdy, wchodzimy wprost na obraz Jacka Malczewskiego „Hamlet polski. Portret Stanisława Wielopolskiego”. Obraz został namalowany w roku 1903, a więc – utrzymując się w poetyce wystawy – nawet nie przed „wielkim jutrem”, ale wciąż jeszcze w głębokiej nocy zaborów. Polskie „być albo nie być” było jeszcze na etapie rozważań teoretycznych, a w Galicji ten dylemat wcale nie był taki oczywisty, zważywszy na daleką swobodę i autonomię, jaką cieszyli się mieszkańcy tej prowincji Austro-Węgier. Sam Malczewski wydaje się nie skłaniać do żadnej wizji Polonii – ani starej, ani młodej, a trzymana przez Wielopolskiego margerytka przywodzi na myśl losową wyliczankę. Od pytania, jaka Polska wyłoni się z mroku zaborów, dla twórców wystawy wydaje się ważniejsze pytanie, w jaki sposób się wyłoni i za jaką cenę.

Swoiste preludium do odpowiedzi stanowią zbiory drugiej części pierwszej sali, które poświęcone są ruchom rewolucyjnym z lat 1905-1907. „Miał być lepszy od zeszłych nasz XX wiek” – napisze kilkadziesiąt lat później Wisława Szymborska. Ale wiek XX wcale nie okazał się lepszy, lecz gorszy – gdyż zło, wojna i nienawiść też nauczyły się wykorzystywać nowe technologie i przemyślne strategie. Ruchy rewolucyjne początku wieku stały się zapowiedzią tego, co się wydarzy za niespełna dziesięć lat. Przejmujący „Wisielcy” Mariana Wawrzenieckiego, z chmurami układającymi się w postać śmierci z kosą, są zwiastunem zbliżającej się hekatomby wojny.

Myśl wystawy idzie wbrew modnemu ostatnio myśleniu o wojnie w kategoriach tryumfalistycznych, martyrologicznych i wzniosłych

Pierwszej wojnie światowej wystawa poświęca najwięcej miejsca. Trzy kolejne sale to: „Okropności wojny”, „Legiony Polskie i wojna w sztuce” oraz „Żołnierze, sosny i mogiły”. Temat wojny powróci w sali nr 6 – poświęconej walkom z bolszewikami i sporom o granice. Niekwestionowaną wartością tej części ekspozycji jest realistyczne ukazanie okropności I wojny światowej, która dla wielu narodów Europy wciąż jest „Wielką Wojną” (fr. la Grande Guerre). Polska pamięć o tej wojnie została przesłonięta przez apokalipsę II wojny światowej, która przetoczyła się nie tylko przez nasz kraj, ale także – z naszym udziałem. Wojna 1914-18 to raczej wojna obcych armii toczących walki na ziemiach Rzeczypospolitej.

Zebrane tutaj zbiory – zwłaszcza grafiki polskich i niemieckich artystów – to próba ukazania wojny w jej okrutnej, niszczycielskiej sile. To nie tylko wojna niczym uwodząca pani, za którą idą „chłopcy malowani” – jak śpiewano żołnierskiej piosence z roku 1914. (Na obrazie Adma Bunscha „Karabinowa kula” wojenna śmierć jest piękną kobietą w błękicie.) To wojna pożerająca życie tysięcy żołnierzy i ludności cywilnej, o czym często zapominamy, mając przed oczyma obrazy, które stanowią heroiczną apoteozę wojny, jak to jest na przykład u Wojciecha Kossaka. Myśl wystawy idzie wbrew modnemu ostatnio myśleniu o wojnie w kategoriach tryumfalistycznych, martyrologicznych i wzniosłych, co doskonale widać choćby w modzie na rekonstrukcje bitew. Szczególnie zebrane grafiki ukazują ciemną stronę wojny: śmierć, tułaczkę, groby, a także pogromy ludności cywilnej, w tym – jak na grafikach Abla Panna – ludności żydowskiej, z istnienia których podczas I wojny światowej nie zdawałem sobie sprawy. Wojna to także nieustająca żałoba, której symbolem staje się nie brzoza, ani nie wierzba, ale sosna, pod którą usypano niejedną żołnierską mogiłę.

Adam Bunsch, „Karabinowa kula”

Adam Bunsch, „Karabinowa kula”, 1929, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie

Sala nr 5 zatytułowana „Niepodległa Polska i nowa sztuka” stanowi zaskakujące interludium w historycznej narracji, która dominuje na wystawie. Pomysłodawca ekspozycji każe widzowi porzucić dyskurs tematyczny na rzecz formalnego. Nie, pokazane w tej sali prace nic nie mówią nam o Niepodległej, jej społeczno-politycznym kształcie, pierwszych dniach, problemach, radości z odzyskanej niepodległości. Nowa Polska to tylko „nowa sztuka”, nowa estetyka, która balansuje między wpływami nurtów europejskich a polską tożsamością. Po okropnościach wojny nagle oglądamy religijny cykl „Pascha” Zofii Stryjeńskiej, który jednak pokazywany jest nie ze względu na tematykę, ale poszukiwania formalne. To samo można powiedzieć także o pozostałych zbiorach tej sali, które – owszem, ukazują różnorodność artystyczną, choćby poprzez przywołanie prac artystów ukraińskich czy żydowskich – ale prócz tego, że Polska stałą się krajem wieloetnicznym, niewiele mówią o niej samej.

Finał wystawy to właściwie Józef Piłsudski, którego postać dominuje już w sali poświęconej wojnie polsko-bolszewickiej. Jeśli przyjąć, że przestrzeń symboliczna jest odzwierciedleniem tego, co w danym momencie społecznie żywe, to trzeba przyznać, że wystawa daje obraz roli, jaką Piłsudski spełniał w II Rzeczypospolitej. Mamy tutaj prace takich artystów jak Ludomir Śleńdziński („Piłsudski pod Wilnem”), Jerzy Hulewicz („Szarża”) czy Józef Mańkowski („Rok 1920 – Portret Józefa Piłsudskiego”), ale także rysunki, popiersia, rzeźby czy portrety, które współtworzą legendę Marszałka. Kult Wodza domaga się przecież wizerunków, legend i realizowanej w przestrzeni liturgii, której przecież nie da się sprawować bez pomników.

Czy ktoś na tej wystawie krzyczy „Polska!”? Przyznam, że ja tego krzyku nie dosłyszałem. Chyba jednak najbardziej daje się on słyszeć z pracy Piotra Uklańskiego, która otwiera – jeszcze w holu muzeum – wystawę. Na pracę składają się fotografie wykonane przez artystę w 2017 roku podczas Marszu Niepodległości, który odbył się 11 listopada w Warszawie.

Co krzyczeli żołnierze padający w okopach I wojny światowej? Co krzyczeli legioniści, gdy rozpoczynali szarżę? Nad wystawą unosi się krzyk umierającego żołnierza. Z jakim słowem ginie się na ustach? Czy było to słowo „Polska”? 

Jedno jest pewne. Z wystawy „Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918” niewiele dowiadujemy się o Polsce AD 1918, ale za to wiele o krzyku, a właściwie o krzyku wojennym. Polska wyrasta z wojennej rzezi, ubrana jest w szynel wojskowy – jak zmartwychwstała Polonia na obrazie Malczewskiego „Polonia II” – i szybko popada w kult wodza. Tyle.