Duch Święty nie bawi się w politykę ani w zdradę czy w odwracanie uwagi. Papież Franciszek rozeznał, że Duch przemawia poprzez twarze i głosy tych, którzy cierpią.

„List do Ludu Bożego” wystosowany przez papieża Franciszka 20 sierpnia 2018 r. wyznacza przełomowy moment w życiu Kościoła. Jeżeli zestawimy go z listem do episkopatu Chile, widać, że jest to przykład natchnionego przywództwa, które jest tak charakterystyczne dla obecnego pontyfikatu.

Ten rodzaj przywództwa ukierunkowany jest duszpastersko, ma wymiar praktyczny, duchowy i profetyczny zarazem. Papież potępia nadużycia seksualne ze strony księży, biskupów i kardynałów, które spowodowały „głębokie rany” w ofiarach, ale i w Kościele – a także apeluje o gruntowną przemianę hierarchii kościelnej i kultury klerykalnej. Jest to zadanie, które może być osiągnięte tylko przy współudziale całego ludu Bożego.

Duch przemawia przez tych, którzy cierpią

W ostatnich miesiącach na światło dzienne został wydobyty niewyobrażalny ból spowodowany przez wszelkie możliwe formy wykorzystywania seksualnego w Kościele. Ukazana została także rzeczywistość Kościoła, w której panowała zmowa ze sprawcami ofiar (powodowana różnymi motywami). Próbowano uciszać ofiary i ukrywać prawdę.

Jak to możliwe, że pewna grupa w Kościele mogła sądzić, iż ochrona siebie samej jest większą służbą Bogu niż uznanie ogromu bólu i zrujnowanego życia niewinnych wiernych? Jak to możliwe, że Kościół bronił godności osoby ludzkiej i twierdził, że jest rzecznikiem ubogich i bezsilnych, głosem pozbawionych głosu i pamięcią zapomnianych – skoro sam uciekał się do równie przebiegłych zabiegów co świeckie organizacje, uciszając krzyki tych, których miał kochać i otaczać czułą opieką? Jeżeli usprawiedliwieniem miałoby być zapobieżenie skandalom, które podważyłyby wiarę ludu Bożego, to kto był chroniony: Kościół czy kasta klerykalna? To w tym kontekście, wobec słusznie padających pytań, papież napisał swój „List do Ludu Bożego”.

Niektórzy uznają, że to tylko pobożne słowa i, co zupełnie zrozumiałe, wątpią, czy apel o pokutę i modlitwę jest adekwatny do ogromu kryzysu i głębi bólu, który już został zadany i może być zadany w przyszłości. Jednakże Franciszek swoimi działaniami już pokazał, że nie chodzi mu tylko o zabiegi retoryczne. W jego liście słychać echa krzyku ofiar, który zbyt długo był tłumiony, uciszany czy wręcz odrzucany. Mówi on o prawdzie nadużyć klerykalnych w Kościele, które wydarzyły się jeszcze wcześniej niż powstał raport Sądu Najwyższego z Pensylwanii. Błędem byłoby sądzić, że takie nadużycia da się sprowadzić jedynie do Ameryki, Chile, Wielkiej Brytanii czy Europy.

Jak to możliwe, że pewna grupa w Kościele mogła sądzić, iż ochrona siebie samej jest większą służbą Bogu niż uznanie ogromu bólu i zrujnowanego życia niewinnych wiernych?

List papieża nie jest strategią polityczną czy wyznaniem winy w nadziei, że sprawa przycichnie, zostanie przyklepana lub zapomniana, gdy uwagę opinii publicznej przykuje jakieś kolejne szokujące wydarzenie. Franciszek nie jest politykiem, lecz sługą Boga i jego Kościoła. Kościół oraz ci, którzy doznali cierpienia, nie mogą tak po prostu przejść nad tym do porządku dziennego. Rzeczywistość nadużyć i prawda o nich, która zawsze ma wymiar osobisty, powinna przeniknąć teraźniejszość, a wręcz przeszyć ją na wylot. Nie wolno jej oswoić, obłaskawić słowami czy też odłożyć do lamusa historii. To byłaby największa możliwa zdrada.

Duch Święty nie bawi się w politykę ani w zdradę czy w odwracanie uwagi. Wyznacznikiem Ducha jest prawda: prawda o Bogu i o nas samych. Papież Franciszek rozeznał, że Duch przemawia poprzez twarze i głosy tych, którzy cierpią. Jeżeli nie posłuchamy, a nasza reakcja ograniczy się tylko do działań przewidzianych w procedurach i zapisach prawnych, to Kościół przegapi łaskę, jaka została mu dana. Istnieje ryzyko, że trwanie Kościoła stanie się celem samym w sobie, oraz że podda się on pokusie instytucjonalnego bałwochwalstwa.

Uważam, że papież stara się być uważnym na głos Ducha Świętego i jego obecność. Jego list wskazuje, że nadszedł moment, kiedy to nie można się już cofnąć. List uznaje cierpienia ofiar wykorzystywania seksualnego przez osoby duchowne i konsekrowane, a także ukazuje kulturę, która te zbrodnie utrwala. Opisuje także stan spustoszenia, w którym znalazł się z tego powodu Kościół. Jednak jest to list nie spustoszenia, lecz pocieszenia. Przez jego słowa przenika tchnienie Ducha.

Tłum. Magdalena Macińska. Powyższy tekst ukazał się pierwotnie na łamach internetowego czasopisma brytyjskich jezuitów „Thinking Faith” (thinkingfaith.org). Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji „Więzi”.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, zima 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, zima 2018