Uzyskanie autokefalii przez Kościół Prawosławny Ukrainy ma kolosalne znaczenie dla dialogu ekumenicznego. Grekokatolicy mówią nawet o perspektywie jedności eucharystycznej z prawosławnymi.

W kwietniu ubiegłego roku pisałem tu – w tekście „Kijów bliżej Konstantynopola niż Moskwy?” – o pozytywnych konsekwencjach, jakie mogą wyniknąć z uzyskania autokefalii przez Kościół Prawosławny Ukrainy. Już dzisiaj widoczne są one przynajmniej na trzech płaszczyznach.

Po pierwsze, pomimo sprzeciwu Patriarchatu Moskiewskiego duża grupa Ukraińców, żyjących do tej pory w niekanonicznej strukturze, została włączona do rodziny światowego prawosławia. Po drugie, wzmocniona została samoidentyfikacja Ukraińców pragnących oddzielić się od Rosji na wszystkich płaszczyznach życia narodowego i społecznego. I wreszcie po trzecie, decyzja ta ma kolosalne znaczenie dla dialogu ekumenicznego.

Ekumeniczna strategia grekokatolików

Po utworzeniu Kościoła Prawosławnego Ukrainy pojawił się na Ukrainie silny ośrodek chrześcijaństwa tradycji wschodniej otwarty na dialog z innymi wspólnotami. I choć na razie nie wychodzi on z inicjatywą, widać, że staje się on partnerem dla bardziej aktywnych wspólnot. W tym momencie bez wątpienia główną rolę zaczyna odgrywać Ukraiński Kościół Greckokatolicki. Nie jest on najliczniejszą wspólnotą chrześcijańską na Ukrainie – według różnych obliczeń ma około 6 milionów wierzących – jednak nadaje nowy ton, do tej pory nieobecny w dialogu ekumenicznym.

Zwierzchnik grekokatolików podkreślił, że autokefalia jest krokiem „na drodze do pełnej jedności Kościołów chrztu Włodzimierza”

Od momentu pojawienia się pierwszych informacji na temat możliwości uzyskania autokefalii zwierzchnik grekokatolików abp Światosław Szewczuk popierał tę ideę i wpisywał ją w ekumeniczną strategię Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. W maju 2018 roku stwierdził, że stworzenie jednego Kościoła prawosławnego jest tylko pierwszym krokiem na drodze jedności Kościołów tradycji chrztu Włodzimierza w jednym Kościele Kijowskim. „Następnym krokiem jest ekumeniczny dialog miedzy Ukraińskim Kościołem Greckokatolickim a zjednoczonym ukraińskim prawosławiem w kierunku odnowienia pierwotnej jedności tego Kościoła” – mówił ukraiński hierarcha.

Zaraz po wyborze metropolity Epifaniusza wystosował do niego list gratulacyjny, który – poza ogólnie przyjętymi dyplomatycznymi sformułowaniami – zawiera również program dalszej współpracy. Już w pierwszym zdaniu, wyrażając wdzięczność za wydarzenie soboru zjednoczeniowego, abp Światosław pisze, że przejdzie on do historii niepodległej Ukrainy „jako wielki dar Boga na drodze do pełnej jedności Kościołów chrztu Włodzimierza”. Zwraca również uwagę, że oba Kościoły czerpią z jednego dziedzictwa liturgicznego i „chociaż dziś jeszcze nie ma między nami pełnej komunii eucharystycznej, jesteśmy jednak powołani, by wspólnie przezwyciężyć przeszkody, jakie stoją na drodze do jedności”.

Zjednoczony Kościół Kijowski?

Pragnienie to nie zrodziło się w ostatnich latach, ale czerpie z doświadczenia poprzednich pokoleń. „Tę historyczną misję i fundament przyszłego patriarchatu zjednoczonego Kościoła Kijowskiego wyznaczyli już wielcy mężowie Kościoła Piotr Mohyła i Józef Welamin Rutski”, którzy w połowie XVII wieku byli metropolitami Kijowa – pierwszy z nich prawosławnym, drugi greckokatolickim.

W artykule „Pojednanie bez wielkich słów” („Więź” 2/2018) zwracałem uwagę na reinterpretację własnej tradycji, jaka dokonuje się w ostatnich latach w Ukraińskim Kościele Greckokatolickim. Na dalszy plan zostaje odsunięta Unia Brzeska, natomiast coraz częściej pojawiają się odwołania do Kościoła narodzonego w wodach chrztu przyjętego przez wielkiego księcia Włodzimierza w 988 roku. Abp Szewczuk stwierdza, że grekokatolicy przechowują „pamięć niepodzielonego Kościoła”. Wspominając metropolitę Izydora, aktywnego uczestnika soboru we Florencji w 1439 roku, który był biskupem prawosławnym, zwierzchnik grekokatolików określa go mianem: „nasz metropolita Izydor”. Odwołanie do czasów chrztu Rusi Kijowskiej nie jest próbą oderwania od prawosławia, lecz powrotem do źródeł Kościoła sprzed schizmy.

Metropolita Epifaniusz (w środku), zwierzchnik nowego, zjednoczonego Prawosławnego Kościoła Ukrainy, podczas Liturgii Bożego Narodzenia w Soborze Mądrości Bożej w Kijowie 7 stycznia 2019 r.

Metropolita Epifaniusz (w środku), zwierzchnik nowego, zjednoczonego Prawosławnego Kościoła Ukrainy, podczas Liturgii Bożego Narodzenia w Soborze Mądrości Bożej w Kijowie 7 stycznia 2019 r. Fot. Mikhail Palinchak / president.gov.ua

Potwierdzenie tej linii budowania tożsamości odnajdziemy w wywiadzie udzielonym przez abp. Szewczuka 5 kanałowi telewizji ukraińskiej z okazji świąt Bożego Narodzenia (7 stycznia 2019). Zdaniem arcybiskupa poszukiwanie szukanie dróg jedności między chrześcijanami polega najpierw na odnowieniu jedności w wierze, a następnie ma wyrazić się w życiu eucharystycznym. Zerwanie jedności eucharystycznej jest działaniem zupełnie przeciwnym duchowi ekumenizmu. Według abp. Szewczuka Patriarchat Moskiewski, zrywając komunię z Konstantynopolem, wyklucza się z ruchu ekumenicznego.

Odnowienie jedności eucharystycznej?

Jednocześnie zaznaczył on, że czym innym jest zjednoczenie (об’єднання), a czym innym pojednanie (єднання). Zjednoczenie dokonuje się na poziomie struktur, natomiast pojednanie dotyczy wzajemnej współpracy dla „dobra ukraińskiego narodu, w imię prawdy i w poszukiwaniu powszechnej jedności chrześcijan”. Arcybiskup podkreśla, że „w wielu sprawach już możemy się pojednać”. Jednym z etapów tej wspólnej drogi będzie przebadanie wspólnego dziedzictwa chrześcijaństwa w Kijowie. Na przestrzeni dziejów często bywało tak, że Kościół greckokatolicki ulegał wpływowi Zachodu, w szczególności Kościoła łacińskiego, natomiast Kościół prawosławny przez długi okres był zależny od Moskwy. W związku z tym każda ze stron musi się zastanowić, co „kijowskiego” może odnaleźć we własnej tradycji.

W Ukraińskim Kościele Greckokatolickim na dalszy plan zostaje odsunięta Unia Brzeska, a coraz częściej pojawiają się odwołania do chrztu księcia Włodzimierza w 988 roku

Do tych samych kwestii powraca w wywiadzie udzielonym 9 stycznia portalowi Glavkom.ua. Poszukiwanie powszechnej jedności powinno dokonywać się na linii Rzym–Kijów–Konstantynopol. Dlatego nowopowstała struktura prawosławna wydaje się najbardziej odpowiednim partnerem. Chodzi o to, by nie tworzyć dwóch różnych patriarchatów, lecz dążyć do stworzenia jednego patriarchatu kijowskiego, który byłby uznany zarówno przez Stolicę Apostolską, jak i Konstantynopol. „Ukraiński Kościół Grekokatolicki przechowuje mistyczną pamięć niepodzielonego chrześcijaństwa pierwszego tysiąclecia. – podkreśla arcybiskup – Chociaż dzisiaj żyjemy w pełnej komunii z następcą Apostoła Piotra, uznajemy za nasz Kościół matkę Kościół starożytnego Konstantynopola”.

Rzecz jasna, hierarcha dostrzega szereg przeszkód, przede wszystkim dogmatycznych, które stoją na drodze do urzeczywistnienia tego projektu. Ma jednak nadzieję, że praca poszczególnych komisji teologicznych przyniesie efekty. Nie widzi on możliwości odnowienia jedności eucharystycznej jedynie w wymiarze lokalnym. Ukraina powinna być raczej laboratorium nowych idei.

Wspólny kijowski sobór?

Ostatnim tekstem, który wpisuje się w to nowe ekumeniczne otwarcie, jest list napisany przez abp. Szewczuka z okazji Dnia Jedności Ukrainy 14 stycznia 2019 roku. Już sam tytuł tego dokumentu jest znamienny: „Nasza Święta Sofia”. Podobnie jak w innych miejscach mówił o „naszym metropolicie Izydorze”, również tutaj odwołuje się do tradycji sprzed Unii Brzeskiej, tym razem nie do osoby, lecz do miejsca. Chodzi nie tylko o ideę Mądrości Bożej, która formowała naród ukraiński, ale przede wszystkim o jej widzialny znak – Sobór Mądrości Bożej w Kijowie, który „do dziś jest symbolem pierwotnej integralności i kompletności jednego i niepodzielnego Kościoła Kijowskiego”.

Odwołując się do swoich poprzedników: metropolity Andrzeja Szeptyckiego, kardynała Josyfa Slipego i kardynała Lubomyra Huzara, arcybiskup przypomina, że odnowa Soboru Mądrości Bożej nastąpi dopiero po przywróceniu pierwotnej jedności podzielonego obecnie Kościoła w Kijowie. „Dopóki ta jedność nie zostanie osiągnięta, żaden z kościelnych spadkobierców Kościoła Kijowskiego nie może sam posiadać starożytnej katedry Soboru Mądrości Bożej w Kijowie”. Miejsce to powinno być raczej przestrzenią dla spotkań wszystkich wspólnot zrodzonych z tradycji Kościoła Kijowskiego oraz „być przypomnieniem, wezwaniem, stróżem i nadzieją naszego zjednoczenia w Chrystusie”.

Ukraiński Kościół Greckokatolicki przedstawia odważny i konsekwentny program ekumeniczny. Do niedawna nie mógł liczyć na partnerstwo ze strony ukraińskiego prawosławia. Po uzyskaniu autokefalii przez Kościół Prawosławny Ukrainy grekokatolicy błyskawicznie przystąpili do działania. Ich pragnienia jedności Kościoła Kijowskiego nareszcie mogą zacząć się realizować. Wszystko zależy od otwartości nowopowstałej struktury prawosławnej. Metropolita Epifaniusz jak na razie nie wykazuje inicjatywy, sprawia natomiast wrażenie gotowego na współpracę.

Co na to Watykan?

Pojawia się tylko pytanie, czy ostatnie wypowiedzi abp. Szewczuka nie były zbyt śmiałe i przedwczesne. Grekokatolicy noszą w swoich sercach ten projekt przynajmniej od stu lat, natomiast prawosławni nie są w ogóle przygotowani do rozmowy na temat jedności z Rzymem. Z drugiej strony Watykan nie podejmuje działań, które wskazywały by na to, że zmienił swoją politykę względem słowiańskiego prawosławia.

Bardzo dyplomatyczne były również wypowiedzi przewodniczącego Konferencji Episkopatu Ukrainy bp. Bronisława Bernackiego oraz ordynariusza kijowsko-żytomierskiego bp. Witalija Krywickiego. Pierwszy z nich ograniczył się do przekazania życzeń, drugi natomiast w wypowiedzi nagranej dla portalu Credo.ua tłumaczył, że kwestia autokefalii zasadniczo nie dotyczy katolików.

Watykańska dyplomacja czuje się zagubiona, ponieważ powstanie Kościoła Prawosławnego Ukrainy burzy dotychczasową „politykę rozmowy z najsilniejszym”, czyli z Patriarchatem Moskiewskim

Czyje zatem stanowisko reprezentuje abp Szewczuk? Wydaje się, że wychodzi on przed szereg watykańskiej dyplomacji, która czuje się zagubiona, ponieważ powstanie Kościoła Prawosławnego Ukrainy burzy wypracowaną przez lata „politykę rozmowy z najsilniejszym”, czyli z Patriarchatem Moskiewskim.

Skąd te różnice w podejściu w kwestii ukraińskiego prawosławia? Sądzę, że tkwią one właśnie w owym śmiałym projekcie pojednania. Chodzi o to, jak z punktu widzenia eklezjologii możemy spojrzeć na grekokatolików. Czy są oni częścią Kościoła katolickiego, która zachowuje własny obrządek, czy raczej autonomicznym Kościołem obrządku wschodniego, który pozostaje w jedności z Rzymem? Odnoszę wrażenie, że bardzo często wśród rzymskich katolików – zarówno wiernych, księży jak i teologów – przeważa pierwsze podejście. Natomiast grekokatolicy coraz wyraźniej dążą w drugim kierunku.

Papież Jan Paweł II nazwał Ukrainę „laboratorium ekumenizmu”. Dziś widzimy, że właśnie tutaj wcielają się w życie idee, które mogą realnie ruszyć ekumenizm z martwego punktu. Abp Szewczuk kończy list skierowany do metropolity Epifaniusza następującymi słowami: „W tej doniosłej chwili wyciągam rękę w imieniu naszego Kościoła do was i do wszystkich braci prawosławnych, oferując wam rozpoczęcie wspólnego wyznaczania drogi do jedności, do prawdy”. Mam nadzieję, że w niedługim czacie również watykańskie dykasterie wyciągną rękę w kierunku Ukrainy.