W ostatnich dniach prezydent pokazał, że potrafi zachować się naprawdę godnie.

Ten sam kościół, ten sam bohater, dwa skrajnie różne obrazy.

16 sierpnia 2016 roku, bazylika Mariacka w Gdańsku. Trwają uroczystości pogrzebowe Danuty Siedzikówny „Inki” i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. Podczas mszy św. prezydent Andrzej Duda drwi z poprzednich lat Trzeciej Rzeczpospolitej. Mówi, że po 1989 roku tylko teoretycznie nie panował już ustrój zdrajców i morderców. Zgromadzeni entuzjastycznie odpowiadają okrzykami i brawami.

I 19 stycznia tego roku, pogrzeb zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Prezydent Andrzej Duda, mimo najwyższej rangi urzędu, zgodnie z wolą organizatorów zajmuje nieeksponowane miejsce w piątym rzędzie, ustępując między innymi Donaldowi Tuskowi, Lechowi Wałęsie, Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, Bronisławowi Komorowskiemu, Jerzemu Buzkowi czy Leszkowi Millerowi. Obok Dudy stoją premier Mateusz Morawiecki i wicepremier Piotr Gliński. Atmosfera jest podniosła, padają wezwania do powstrzymania się w kraju od nienawiści, lecz także do obrony konstytucji i zerwania z obecnymi praktykami mediów publicznych (które, jak mówi Aleksander Hall, dyskwalifikowały moralnie Pawła Adamowicza). Andrzej Duda wygląda na polityka zdruzgotanego – widać to na oficjalnych zdjęciach Kancelarii Prezydenta.

Widok prezydenta, który mimo oskarżeń wobec jego środowiska politycznego o przyczynienie się do śmierci Pawła Adamowicza i mimo niechęci większości zebranych tego dnia w świątyni, przyjechał i wziął udział w uroczystościach pogrzebowych, budzi mój szacunek.

Andrzej Duda wygląda na polityka zdruzgotanego – widać to na oficjalnych zdjęciach Kancelarii Prezydenta

A to nie wszystko. Nie tylko czyny, lecz także i słowa Andrzeja Dudy wypowiadane po ataku nożownika na prezydenta Gdańska warte są przywołania i zapamiętania. Słowa te istotnie różnią się od partyjnych przekazów dnia kierowanych z Nowogrodzkiej do posłusznych działaczy PiS. Prezydent Duda mówi własnym głosem.

„Wrogość i przemoc przyniosła najtragiczniejszy skutek i ból. Nie wolno nam się z tym pogodzić” – napisał na Twitterze 14 stycznia, gdy zmarł Adamowicz.

„Niech każdy z nas, choćby uważał się za najświętszego, najgodniejszego i najdelikatniejszego, zrobi sobie sam rachunek sumienia i zastanowi się, czy zdarzyło mu się napisać lub powiedzieć niepotrzebne słowo, którego potem żałował. W moim rachunku sumienia mogę dostrzec co najmniej kilka razy, gdy na pewno żałowałem wypowiedzianego czy napisanego słowa. Chociaż uważam siebie za umiarkowanego” – mówił 18 stycznia w Pałacu Prezydenckim na dorocznym spotkaniu z przedstawicielami Kościołów, związków wyznaniowych i mniejszości narodowych.

To wyznanie powtórzył jeszcze we wczorajszym wywiadzie dla Wirtualnej Polski: „Nie powiem, żebym również i ja – kiedy popatrzę na przestrzeni lat mojej działalności politycznej – wszystkie wypowiedzi miał zawsze w porządku”.

Na tych łamach krytykowałem Andrzeja Dudę nie raz; prezydent autoryzuje ustrojową demolkę Prawa i Sprawiedliwości. W ostatnią sobotę pokazał jednak, że potrafi schować do kieszeni dumę, potrafi zachować się naprawdę godnie.