Panie Prezydencie, Gdańsk będzie zawsze miastem wolności i solidarności. Twoim miastem. Naszym miastem. Domem dla wszystkich. O tym marzymy i o tym rozmawiamy na skrwawionych ulicach.

Moje kochane miasto płacze. Miasto solidarności i wolności – roztrzaskane, spętane krzywdą i zalane krwią. Jeszcze w poniedziałek rano ludzie żyli nadzieją, zaniepokojeni, poruszeni. Nie było nikogo, kto nie oczekiwałby na dobre wieści, nie prosił o cud. Niestety, zadane rany były zbyt silne.

Od chwili, gdy dowiedzieliśmy się o śmierci śp. Prezydenta Pawła Adamowicza, ulice jakoś bardziej szare niż zwykłą zimową porą. Ludzie poruszają się w jakiejś niewypowiedzianej ciszy. Za przesłoną refleksji, zadumy, modlitwy. I pytań: dlaczego? Czy naprawdę musiało do tego dojść? Jak pojąć przelanie niewinnej krwi – w takiej chwili, w taki sposób? Każda gdańszczanka i gdańszczanin (celowo używam tego wyodrębnienia, które tak bardzo polubił śp. Prezydent) wciąż szukają sposobu, by choć w maleńkim stopniu ukoić ból. Przez chwilę wydawało się, że zło zatriumfowało, zebrało swoje żniwo.

Zginął przede wszystkim człowiek, mąż, ojciec, członek rodziny, przyjaciel – a dopiero potem polityk. Zginął prezydent ukochanego miasta, reprezentant nas wszystkich, wybrany w demokratycznych wyborach. Zginął podczas dawania siebie innym, podczas charytatywnej akcji, w której uczestniczył od lat. Został zamordowany, gdy był bezbronny. Przelała się niewinna krew. Brat zabił brata. Cóż to za miasto, gdzie płynie krew po ulicach? Cóż to za czasy, gdy pogarda i przemoc zbierają żniwo? Przemoc zaatakowała w mieście, które oficjalnie się jej sprzeciwiało.

Zło jednak nigdy nie triumfuje, nigdy naprawdę nie zwycięża. Gdańsk żegna swojego Prezydenta najlepiej, jak potrafi. Stając się już teraz miastem, o którym marzył i którego nas uczył. Ludzie chyba bardziej niż kiedykolwiek rozumieją, co to znaczy solidarność, co znaczy, by zło dobrem zwyciężać.

Przemoc zaatakowała w mieście, które oficjalnie się jej sprzeciwiało. Zło jednak nigdy nie triumfuje, nigdy naprawdę nie zwycięża

Na wieść o śmierci Prezydenta zabiły dzwony gdańskich świątyń, w tym jednej z najstarszych – w bazylice św. Mikołaja, z którą tak bardzo był związany, w której był ochrzczony, i w której się modlił. Gdy słuchałem dzwonów gdańskich kościołów, myślałem o tragicznych losach Gdańska, które jednak nigdy nie złamały nadziei mieszkańców miasta. Nadziei kresowian, w tym z Wileńszczyzny (do których zalicza się rodzina śp. Prezydenta), nadziei stoczniowców i studentów (z którymi razem Paweł Adamowicz działał w opozycji demokratycznej), nadziei młodych (śp. Prezydent był uczniem I Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika, sąsiadującego z historyczną bramą Stoczni Gdańskiej), wreszcie nadziei Europejczyków i Polaków (którą jako samorządowiec przez wiele lat budował), by nasze miasto było domem dla wszystkich – bezpiecznym, otwartym, tolerancyjnym, opartym o najpiękniejsze wartości europejskiego humanizmu.

Ludzie rozmawiają – jak mogło dojść do tak niewyobrażalnego dramatu. Wciąż nie mogą uwierzyć, że przekroczyliśmy kolejną nieprzekraczalną granicę. Zastanawiają się nad tym niepojętym paradoksem, że w mieście nadziei doszło do tragedii. Wielu znajomych nauczycieli dodaje, że w szkołach uczniowie spontanicznie organizują się, by rozmawiać o mowie nienawiści, o tym, jak budować kulturę rozmowy, dialogu, debaty. Moi studenci są poruszeni, choć pochodzą z różnych stron kraju.

Gdańsk nie tylko płacze, ale także modli się i daje świadectwo. Codziennie odprawiane są w różnych kościołach Msze święte za Prezydenta Adamowicza. Modlą się także przedstawiciele innych wyznań. Jakże wzruszające było, gdy podczas spotkania w poniedziałek przed Dworem Artusa, w obecności tysięcy gdańszczanek i gdańszczan, modlili się przedstawiciele katolicyzmu, protestantyzmu, prawosławia i innych rozmaitych wspólnot chrześcijańskich, muzułmanie i Żydzi. Jakże wspaniałe świadectwo dali zwykli ludzie, gdy pozwolili ciszy przemawiać głośniej niż najbardziej wrzaskliwy krzyk. Jakże piękny był Mazurek Dąbrowskiego, wyrażający nadzieję, oddający hołd, przywracający wspólnotę. Jakże wymowne było rozejście się w pokoju i zadumie.

Gdańsk, 16 stycznia 2019 r.

Gdańsk, 17 stycznia 2019 r. Fot. Tomasz Snarski

Już w poniedziałek wieczorem, ledwie kilka godzin po śmierci Pana Prezydenta, zarówno podczas Mszy w bazylice Mariackiej, jak i podczas pożegnania przed Dworem Artusa, pośród tysięcy ludzi, na nowo rodziła się solidarność. Solidarność w brzemieniu cierpienia, ale i solidarność w smutku, nadziei, pokonywaniu zła. Ludzie płakali, zatrzymywali się w refleksji, wzajemnie się wspierali. Wspominali chwile rozmów i spotkań z Prezydentem.

– Był tak zwyczajny, nigdy nie stronił od ludzi.

– Potrafił bronić niepopularnych rozwiązań, gdy wierzył, że są dobre.

– Tak niedawno był razem z nami, zawsze obecny, gdy walczyliśmy o wolne sądy.

– Inteligentny, potrafiący znaleźć wspólny język ze wszystkimi. To tylko niektóre powtarzające się głosy, które można było wyłowić w tłumie.

Wydaje się, że Gdańsk jest teraz miejscem pokonywania zła i rodzenia się dobra. Gdy w środę pod pomnikiem Poległych Stoczniowców ustawiono serce ze zniczy historia zatoczyła koło. Miasto znowu pokryło się krwią i znowu powstaje z niej, by walczyć o dobro. Pozostaje tylko ufać, że podobnie jak krew robotników była przestrogą przed siłowymi rozwiązaniami, tak krew śp. Pana Prezydenta Pawła Adamowicza nie została przelana na marne, że stanie się ostateczną przestrogą dla naszego narodu przed waśniami i sporami, przed wyniszczającą konfrontacją, przed mową nienawiści i szczuciem jednych przeciw drugim, przed ustami wypełnionymi Ewangelią z wiarą martwą, bo bez uczynków miłosierdzia. Gdańsk jest dziś symbolem odradzającego się dobra, tym większego, im większy jest atak zła.

Są także drobne, lecz cudowne w swojej wymowie gesty. Na mojej klatce schodowej ktoś powiesił fotografię zmarłego Prezydenta. Na pogrzebie, zgodnie z wolą Rodziny, zamiast wieńców i zniczy, będziemy składać ofiary na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy oraz gdańskiego Hospicjum im. ks. Eugeniusza Dutkiewicza SAC. Znicze przed Urzędem Miejskim płoną cały czas, a ludzie czekają w kolejkach, by chociaż kilka słów przelać na papier w księdze kondolencyjnej, w ostatnim pożegnaniu. Przed pogrzebem trumna z ciałem Prezydenta zostanie wystawiona w Europejskim Centrum Solidarności, które powstało dzięki niemu, by pamięć o „Solidarności” przetrwała i była przekazywana na cały świat, byśmy nie zaprzepaścili dziedzictwa gdańskiego, polskiego Sierpnia, gdy bez przemocy i rozlewu krwi udało się osiągnąć porozumienie dotychczas nieosiągalne.

Zabójstwo Prezydenta Pawła Adamowicza porusza serca – to próba zabójstwa naszych najświętszych wartości

Zabójstwo Prezydenta Pawła Adamowicza porusza serca – to próba zabójstwa naszych najświętszych wartości, zamach na cały Gdańsk i jego dziedzictwo. Dlatego ludzie już dziś wiedzą, że będą stać na straży solidarności i wolności, kierując się gdańskim zawołaniem nec temere, nec timide – „bez zuchwałości, ale i bez lęku”.

Jest zresztą tak wiele miejsc, które w Gdańsku są w sposób szczególny osamotnione. Uniwersytet Gdański na specjalnych ekranach wyświetla wspomnieniową fotografię – śp. Prezydent Adamowicz, zanim stał się samorządowcem z krwi i kości, był studentem, a potem pracownikiem uczelni (w tym jej prorektorem); pozostał na zawsze z nią związany i jej oddany. Wspomniane już I Liceum Ogólnokształcące im. Mikołaja Kopernika nie może otrząsnąć się ze straty jednego z najwybitniejszych swoich absolwentów. Śp. Prezydent nie tylko był uczniem Jedynki, a potem jej absolwentem, lecz pozostał tej szkole wierny, był jej przyjacielem, wspierał ją zawsze i był obecny w jej życiu. I tak można by wymieniać bez końca. Europejskie Centrum Solidarności, stadion piłkarski w gdańskiej Letnicy, tunel pod Martwą Wisłą. Jeśliby szukać jakiegoś iunctim między tak różnymi miejscami, to będzie to właśnie osoba śp. Pana Prezydenta – jego wartości. To on te miejsca współtworzył, to on chciał, by stały się one czymś więcej niż tylko materialnym skokiem cywilizacyjnym.

Nasze miasto miało wspaniałego gospodarza. Niestety, dziś już wiemy, że nie będzie mu więcej dane oglądać miasta bezpiecznego, otwartego, tolerancyjnego, wolnego od nienawiści i przemocy. Wierzymy, że wciąż pozostanie z nami poprzez słowa, czyny, pamięć. Palimy znicze, modlimy się, staramy zatrzymać w refleksji i zadumie.

Panie Prezydencie, Gdańsk będzie zawsze miastem wolności i solidarności. Twoim miastem. Naszym miastem. Domem dla wszystkich. O tym marzymy i o tym rozmawiamy na skrwawionych ulicach.