Żydowsko-chrześcijańską powinnością jest dziś obrona wartości ludzkiego słowa, aby ocalić wrażliwość na Boże Słowo.

„Nie przychodzę, żeby zatracać” (Oz 11,9). Dziś pod tym hasłem Kościół w Polsce obchodzi Dzień Judaizmu – inicjatywę, która pozwala nam odkrywać korzenie chrześcijańskiej wiary i spojrzeć z miłością na tych, którzy razem z nami słuchają słów Pierwszego Przymierza. Coraz bardziej przekonuję się, że nie chodzi w tym dniu tylko o przeszłość, lecz o teraźniejszość i odczytywanie jej duchowego kontekstu: wspólne inspiracje, troskę o świat nam ofiarowany, modlitwę.

Udaje się w tym dniu – dzięki wysiłkom wielu ludzi dobrej woli – pokazać coś dobrego w różnych zakątkach naszej ojczyzny. Niewątpliwie odbywa się to ciągle jeszcze w mikroskali, ale choć jedno serce przemienione i otwarte na współpracę warte jest tego trudu. Każda przestrzeń dialogu, jak pokazuje to nasza codzienność, jest bezcenna. Dzięki odważnemu spojrzeniu na swoją tradycję w świetle żydowskiego przeżywania wiary możemy pogłębić zrozumienie tego, dzięki czemu jesteśmy tym, kim jesteśmy jako chrześcijanie.

Dewaluacja ludzkiego słowa, które staje się nienawistne i rodzące podziały, na końcu uderza w zaufanie do najważniejszego Słowa

W jednym z tekstów ściśle definiujących pontyfikat Franciszka, jakim jest niewątpliwie adhortacja „Evangelii gaudium”, znajdują się – bardzo rzadko komentowane – słowa o komplementarności chrześcijaństwa i judaizmu: „Bóg nadal działa w narodzie Starego Przymierza i sprawia, że rodzą się skarby mądrości wypływające z jego spotkania ze Słowem Bożym. Dlatego również Kościół się wzbogaca, gdy przyjmuje wartości judaizmu. Chociaż niektóre przekonania chrześcijańskie są nie do przyjęcia przez judaizm, a Kościół nie może wyrzec się głoszenia Jezusa jako Pana i Mesjasza, istnieje bogata komplementarność, pozwalająca nam czytać razem teksty Biblii hebrajskiej i pomagać sobie nawzajem w studiowaniu bogactwa Słowa, jak również podzielać wiele przekonań etycznych i wspólną troskę o sprawiedliwość i rozwój ludów” (EG 249).

Słowa te wprawiły w spore zakłopotanie wielu teologów. Nie zdarzyło mi się jeszcze przeczytać poważniejszej refleksji na ten temat. Papież mówi tam o komplementarności w tym, czym obecnie żyją obydwie wspólnoty religijne, a nie tylko o historycznych źródłach, na nowo odczytanych w świetle Jezusa (przyjętego lub nie), jak chcieliby widzieć dialog jego adwersarze.

Jest jeden aspekt tej komplementarności, który mnie osobiście szczególnie uderza. To szacunek do bogactwa Słowa Bożego. Judaizm i chrześcijaństwo to dwie wielkie tradycje religijne, które skupiają się wokół wypowiedzianego do człowieka Słowa. I w mocy tego Słowa odnajdują sens swojego istnienia i misję.

Dlatego właśnie to, co dzieje się dziś ze słowem przez małe „s”, nie może być obojętne zwłaszcza Żydom i chrześcijanom. Dewaluacja słowa, które staje się zbyt łatwo i zbyt często nienawistne i rodzące podziały, na końcu uderza w zaufanie do najważniejszego Słowa. Żydowsko-chrześcijańską powinnością jest dziś obrona wartości ludzkiego słowa, by ocalić wrażliwość na Boże Słowo.

Słowo Boga nie przychodzi, by zatracać. Ludzkie też nie musi nękać. Pomóżmy w tym sobie nawzajem. Mógłby to być piękny owoc XXII Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce.