Najlepszy sposób okazania solidarności z rannym prezydentem Gdańska to wyrzeczenie się wszelkiej przemocy.

Trudno zachować zimną krew w takich chwilach jak wczorajszy – równie okrutny, co szalony – atak na życie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Napastnik wybrał sobie na moment ataku finał akcji, która w absolutnej większości Polaków wyzwala dobro, wzajemną życzliwość i chęć pomagania innym. To iście szatański pomysł, by finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przekształcić w medialnie celebrowany seans nienawiści. Nie pozwólmy jednak, aby ta tragedia jeszcze bardziej podzieliła Polaków.

Odpowiedzią polskiej klasy politycznej na ten atak powinien być pakt o wyrzeczeniu się przemocy, poczynając od słownej agresji

Nienawiść jest przecież zaraźliwa – zwłaszcza teraz, w czasach mediów społecznościowych, gdy tak łatwo nakręcać jej spiralę… Nie dajmy się też wkręcić w łatwe polityczne interpretacje. Owszem, każdy z nas ma własne głębokie przekonanie, która partia pierwsza zaczęła w Polsce przyzwalać na nienawiść, kto jest bardziej winny, kto atakuje, a kto się tylko broni. Ale zawieśmy swoje przekonania w takim momencie.

Gdy w październiku 2010 roku w łódzkim biurze Prawa i Sprawiedliwości zamordowany został Marek Rosiak, a napastnik wykrzykiwał, że chce zabić Jarosława Kaczyńskiego – napisałem komentarz „Wszyscy jesteśmy z PiS-u”. Apelowałem w nim, abyśmy – wobec morderstwa, którego sprawca podaje motywy polityczne – uznali, że tego dnia wszyscy jesteśmy z PiS-u. Zwłaszcza politycy powinni reagować na mord polityczny tak, jakby ofiarą była osoba z ich własnego ugrupowania. Wszystko inne jest sprawą wtórną.

Podobnie dzisiaj zaapeluję: tego dnia wszyscy musimy być Adamowiczem. Najlepszy sposób okazania solidarności z rannym prezydentem Gdańska – poza modlitwą o jego zdrowie – to nie polityczna instrumentalizacja ataku na niego, lecz wyrzeczenie się wszelkiej przemocy i wspólny wysiłek, by przeważyć szalę na stronę dobra! „Przyszedł już czas, najwyższy czas, nienawiść zniszczyć w sobie” – jak śpiewał Czesław Niemen. Owszem, bardzo dziwny jest ten świat – ale nie czyńmy go jeszcze dziwniejszym, okrutniejszym i bardziej nienawistnym.

Odpowiedzią polskiej klasy politycznej na kolejny przejaw morderczej siły przemocy powinien być pakt o wyrzeczeniu się przemocy, poczynając od słownej agresji przeciwko sobie skierowanej. Wszyscy z Adamowiczem równa się wszyscy przeciwko przemocy! Pewnie tak nie będzie. Ale tak być powinno.

Jezus wzywa: „nie zwalczajcie zła złem!”. Apeluje, by nie dodawać nowej krzywdy do poprzedniej, żeby przerwać łańcuch zła

Są w ewangelicznym Kazaniu na górze słowa Jezusa, które bardzo się mogą przydać jako wskazówka w takim momencie. Niestety, w najpopularniejszym polskim przekładzie Biblii Tysiąclecia brzmią one myląco: „Nie stawiajcie oporu złemu” (Mt 5,39). Całe szczęście, Biblia Poznańska i Biblia Paulistów wybrały inny przekład: „nie zwalczajcie zła złem!”.

Jezusowi nie chodziło przecież o bierność jako odpowiedź na zło. Sam potrafił na nie zdecydowanie reagować. Wzywając do nadstawiania drugiego policzka, apelował o to, by nie odpowiadać złem na zło, nie dodawać nowej krzywdy do poprzedniej, żeby przerwać łańcuch zła.

O tych słowach Jezusa pisał tu ks. Andrzej Draguła w tekście „Rozbrajanie zła”: „nie chodzi o to, by zło pokonać jeszcze większym złem, a nienawiść silniejszą nienawiścią – bo to może prowadzić jedynie do eskalacji zła i nienawiści. Jezus proponuje strategię zupełnie nową: zło w nieprzyjacielu można pokonać jedynie zawstydzając go dobrem. […] zła nie pokonuje się większym złem, lecz jedynie dobrem. Zło, na które odpowiadamy złem, jedynie jeszcze bardziej się zbroi. Ale zło, które zostaje zaskoczone i zawstydzone dobrem, zostaje rozbrojone”.