Nienawiść naprawdę nie ma barw politycznych. W nienawiści chodzi o to, żeby okna były zasłonięte i zamknięte, aby patrzeć tylko w lustro.

„Wiemy, jak długo reanimowano prezydenta Adamowicza”; „Wiemy, kim był nożownik”; „Wiemy, jakiej broni użył napastnik” – tuż po tragicznym finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy media informacyjne rozpoczęły kampanię „wiedzy” i „faktów”. W ślad za nimi ruszyli publicyści z komentarzami wzywającymi do opamiętania, bo znaleźli winną – nienawiść – i nie omieszkali o tym poinformować swoje grono wiernych odbiorców.

Tak jak człowiek upadający odruchowo łapie się poręczy, tak jako ludzie w chwilach kryzysu szukamy czegoś stałego, trwałego, pewnego – czego możemy się uchwycić. Chory potrzebuje diagnozy, by skanalizować swój lęk przed chorobą, społeczeństwo kraju zaatakowanego zbrojnie oczekuje informacji o wsparciu ze strony sojuszników – jak Polacy, którzy radośnie demonstrowali pod francuskimi i brytyjskimi placówkami 3 września 1939 r.

Nienawiść niszczy przede wszystkim tego, który nienawidzi – mówił Jacek Kuroń. A grzech niszczy przede wszystkim grzesznika – jak uczy Kościół

Uczestnicy (a może bardziej: odbiorcy?) globalnego spektaklu medialnego chcą na „swoich” portalach informacyjnych, w „swoich” telewizjach i u „swoich” publicystów w mediach społecznościowych znaleźć – możliwie jak najszybciej – informacje o tym, co się stało, jak się to stało i co należy o tym myśleć. Szybkość jest kluczowa, by nie zostawić nas z koniecznością zmierzenia się z feralnym stanem niewiedzy, niepewności, dezorientacji – byśmy nie musieli stawić czoła ciszy.

Problem w tym, że „szybko” nie zawsze oznacza „dobrze”, a zazwyczaj nie oznacza „dogłębnie”. Łatwe odpowiedzi na pytanie o źródła nienawiści, która jest wszystkiemu winna, są nie tyle błędne czy nietrafione, ile pozbawione głębszej refleksji. Równie szybko jak są wypowiadane, stają się orężem walki. Jedni powiedzą, że nienawiść to wina PiS, narodowców, faszystów i Krystyny Pawłowicz, a drudzy – że lewaków, liberałów, komunistów i Jana Hartmana. Te słowa już padają, a nienawiść się zaognia, choć jeszcze przed chwilą wydawało nam się, że to najwyższa pora, by się zjednoczyć.

Nie chodzi o przyjęcie z góry założenia symetryzmu i uznanie, że obie strony są winne – chodzi o uznanie, że nienawiść to przede wszystkim MOJA wina: „kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Żeby dostrzec w sobie winę, trzeba najpierw się zatrzymać, wyjść z kręgu prostych i szybkich odpowiedzi i dać sobie szansę, żeby pocierpieć. Właśnie pocierpieć, bo nienawiść niszczy przede wszystkim tego, który nienawidzi – jak mówił Jacek Kuroń. A grzech niszczy przede wszystkim grzesznika – jak uczy Kościół.

Czym jest więc moja nienawiść w praktyce? Traktowaniem drugiego człowieka z wyższością? Niewątpliwie. Pogardą dla geja, muzułmanina, lewicowca, feministki, wierzącego, prawicowca, kibica? To też. Ale nienawiść to coś znacznie więcej. Zygmunt Bauman mądrze kontynuował myśl prof. Barbary Skargi: „osoba, która nienawidzi, to znaczy wybiera przeciwieństwo miłości, zdaniem wielkiej świeckiej filozof Barbary Skargi uznaje to, co ma wartość, co jest ważne dla innych jedynie za wtórne, zdegenerowane, za oszustwo. Barbara Skarga wykorzystuje bogactwo języka polskiego w definiowaniu słowa «nienawiść». Wyraża ono: «nie widzę cię, ignoruję cię». A potem również: «nie poświęcam ci uwagi, zamykam oczy, nie chcę cię widzieć ani słyszeć, nie istniejesz dla mnie». Takie jest znaczenie słowa «nienawiść» w języku polskim. Chodzi w nim o to, żeby okna były zasłonięte i zamknięte, aby patrzeć tylko w lustro”.

Nienawiść to „niewidzenie” innych. Zaczyna się to od traktowania siebie i swojej szeroko pojętej niszy (bańki) społecznej jako jedynego punktu odniesienia

Nienawiść zaczyna się od traktowania siebie i swojej szeroko pojętej niszy (bańki) społecznej jako jedynego punktu odniesienia. Nienawiść to „niewidzenie” innych zupełnie dosłownie – jak omijanie wzrokiem osób w kryzysie bezdomności na ulicach naszych miast – lub symbolicznie, gdy przestajemy dostrzegać racje, lęki i poglądy innych osób. Nienawiść wyraża się, gdy wieloletniego przyjaciela wyrzucam ze znajomych na Facebooku, bo ma inne niż ja poglądy, albo gdy odmawiam komuś zdolności do czynienia dobra ze względu na jego tożsamość i odmienne stanowisko ideologiczne. Nienawiść naprawdę nie ma barw politycznych.

Życzę sobie i czytelnikom tego tekstu ciszy – nie tylko w tych dniach. Oby cisza przyniosła nam też dar łez i świadomość, jak bardzo nienawiść rozpowszechniła się w naszym życiu.