Czy dramatyczne wydarzenie z Gdańska spowoduje, że dostrzeżemy, dokąd może prowadzić zabetonowanie się w świecie własnych, słusznych prawd i walka o to, by moje było na wierzchu?

Gdy słuchałam komentarzy po ataku nożownika na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza w czasie finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, przypomniało mi się wystąpienie Kasi Nosowskiej na Woodstocku w 2017 roku. Przejęta śpiewała utwór Kultu „Arahja”. Tłucze mi się po głowie fraza: „Mój dom murem podzielony…”. Myślę o tym, jak się w Polsce zapętliliśmy.

Wstrząsnął mną ten barbarzyński atak. Ale dało mi też do myślenia jego tło. Zastanawiam się, jakie są możliwe kody do odczytania tego, co stało się wczoraj.

Gdańsk. Do niedawna większość z nas, mówiąc o tym mieście, z dumą zaczynała od słów „wolność” i „Solidarność”. Wiele zrobiono w ostatnich latach, by umniejszyć wartość solidarnościowego zrywu. Z uporem godnym lepszej sprawy zajmowano się dekonstruowaniem legendy „Solidarności”, która w świecie uważana jest za piękny, społeczny ruch w obronie podstawowych praw człowieka.

Finał WOŚP. Dzień, w którym od 27 lat jakoś częściej się do siebie uśmiechamy i – wydaje się – jesteśmy trochę lepsi. Tradycją jednak stały się coroczne gorące dyskusje przeciwników i zwolenników tej akcji. Nie można przemilczeć faktu, że szczególnie media publiczne – finansowane przecież przez obywateli – od kilku lat robią wiele, by Polakom zohydzić działalność WOŚP i zdyskredytować Jerzego Owsiaka. Obcokrajowcy – podobnie jak w przypadku umniejszania sukcesu „Solidarności” – nie potrafią zrozumieć, jak można kwestionować wartość akcji, dzięki której uratowano życie i zdrowie tysięcy dzieci.

Dziki kraj

Po ataku na Pawła Adamowicza Owsiak mówił wzburzony: „To się dzieje w moim rodzinnym Gdańsku. (…) Dzieje się to w środkowej Europie, w Polsce, która wymyśliła wolność, «Solidarność». Wymyśliła, że można bez przemocy. Tak się zakręciliśmy, wzięliśmy za łby. A mówimy: grajmy bez focha. Że mając żale, pretensje, bóle, targniemy się z nożem na drugą osobę…? To jest momentami dziki kraj. Nie róbcie tego. Nie można przemocą walczyć z przemocą. Weźcie sobie to do serca. (…) Bądźmy Polakami, którzy się kochają, którzy mają w sobie przyjaźń, a nie mają agresji. Nie dzielmy się!”.

Niestety dopiero w takich dniach jak wczorajszy uświadamiamy sobie, ile wypowiedzieliśmy głupich, niepotrzebnych słów, jacy byliśmy zacietrzewieni. Zaczynamy zastanawiać się, o co właściwie prowadzimy te wszystkie wojny. Przez chwilę sami przed sobą wstydzimy się tych śmiesznych ambicji, urażonej dumy, lęków przed utratą pozycji, wpływów, władzy…

Czy to jest naprawdę nie do zrobienia, by zamiast obrzucania błotem ćwiczyć rzucanie dobrym słowem?

Nagle politycy z prawa i lewa zapewniają o modlitwie za człowieka, którego nieraz oczerniali. Internauci spontanicznie skrzykują się na Facebooku na marsze przeciwko nienawiści i przemocy. A prezydent Gdyni Wojciech Szczurek pisze: „Atmosfera politycznej nienawiści i narastających podziałów, początkowo politycznych, a teraz już po prostu społecznych, towarzyszy nam od dawna. W zasadzie przyzwyczailiśmy się do życia w atmosferze oszczerstw, podejrzeń i słabo lub wcale nie skrywanej nienawiści, jakby to była norma, a nie patologia. Dzisiejsze niewiarygodne, dramatyczne wydarzenie pokazuje aż nazbyt dobitnie, dokąd nas to zaprowadziło i jak zmieniło świat, który nas otacza. Napastnik próbował pozbawić życia Pana Prezydenta w czasie wydarzenia, które od blisko 30 lat było symbolem wspólnoty Polaków. Apeluję do polityków, liderów, do wszystkich obywateli o zero tolerancji dla nienawiści w życiu publicznym. Jeśli konsekwentnie wdrożymy taką zasadę, może uda się naprawić to, co w naszym społeczeństwie zostało zdemolowane”.

Czy to jest naprawdę nie do zrobienia, by zamiast obrzucania błotem ćwiczyć rzucanie dobrym słowem? Nie musisz mówić, jak prof. Marian Zembala, że Owsiak jest współczesnym dobrym Samarytaninem, jeśli tak nie myślisz. Wystarczy, że nie będziesz wylewać na niego kubła pomyj i szukać powodów, dla których nie warto przyłączać się do wymyślonej przez niego akcji charytatywnej.

Walka o rację

Myślę dziś o jednym z polskich grzechów głównych – wykluczaniu ludzi inaczej myślących, poszukujących, okazywaniu im wyższości – na ogół przy licznych deklaracjach, że jest się bardzo otwartym. To nakłanianie innych, by żyli w takiej prawdzie, jaka nam się podoba… I ta ciągła walka o rację.

Ile razy w ostatnich latach wydawało się, że więcej pogardy i hejtu w tym kraju nad Wisłą się nie zmieści, a kolejne wydarzenia pokazywały, że może być ich jeszcze więcej? Czy dramatyczne wydarzenie z Gdańska spowoduje, że dostrzeżemy, dokąd może prowadzić zabetonowanie się w świecie własnych, słusznych prawd i walka o to, by moje było na wierzchu?

Kiedy dookoła więcej pytań niż odpowiedzi, wracam do Tischnera. Chyba nikt w Polsce nie poświęcił filozofii dialogu tyle miejsca, co ten nieformalny kapelan „Solidarności”. Zauważał:

„Rzetelny dialog wyrasta z pewnego założenia, które musi być przyjęte – wyraźnie lub milcząco – przez obydwie strony: ani ja, ani ty nie jesteśmy w stanie poznać prawdy o sobie, jeśli pozostaniemy w oddaleniu od siebie, zamknięci w ścianach naszych lęków, lecz musimy spojrzeć na siebie niejako z zewnątrz, ja twoimi, a ty moimi oczami, musimy porównać w rozmowie nasze widoki i dopiero w ten sposób jesteśmy w stanie znaleźć odpowiedź na pytanie, jak to z nami naprawdę jest. Dopóki ja patrzę na siebie wyłącznie swoimi oczami – znam część prawdy. Dopóki ty patrzysz na siebie swoimi oczami, także znasz tylko część prawdy. Ale także odwrotnie: gdy ja patrzę na ciebie i biorę pod uwagę tylko to, co sam widzę, i gdy ty patrzysz na mnie i uwzględniasz tylko to, co widzisz – obydwaj ulegamy częściowemu złudzeniu. Pełna prawda jest owocem wspólnych doświadczeń – twoich o mnie, a moich o tobie. (…) Pierwszym warunkiem dialogu jest zdolność «wczuwania się» w punkt widzenia drugiego. Ale nie chodzi tylko o współczucie, lecz o coś jeszcze – o uznanie, że drugi ze swego punktu widzenia zawsze ma trochę racji. Nikt nie zamyka się w kryjówce dobrowolnie, widocznie ma jakiś powód. Trzeba ten powód uznać. W pierwszym słowie dialogu kryje się wyznanie: «z pewnością masz trochę racji». Z tym idzie w parze drugie, nie mniej ważne: «z pewnością ja nie całkiem mam rację». Wyznaniami tymi obydwie strony wznoszą się jakby ponad siebie, dążąc ku wspólnocie jednego i tego samego punktu widzenia na sprawy i rzeczy. Podejmując dialog, jestem tym samym gotów osobistą prawdę drugiego uczynić częścią mojej prawdy o nim, a prawdę o sobie uczynić częścią jego prawdy. Dialog to budowanie wzajemności”.

Boję się myśleć o tym, co będzie, jak wreszcie nie odrobimy tej lekcji.