Odpowiedzialność za bulwersujący projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie spoczywa na minister Elżbiecie Rafalskiej. Albo wiedziała o naruszeniu prawa przy jego powstawaniu, albo nie panuje nad tym, co się dzieje w jej ministerstwie. Dlaczego kozłem ofiarnym ma być wiceminister?

Projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie zbulwersował opinię publiczną zarówno zapisami uderzającymi w ochronę ofiar przemocy, jak i trybem jego procedowania. Po nagłośnieniu sprawy przez media premier Mateusz Morawiecki natychmiast kazał zdjąć projekt ze strony Rządowego Centrum Legislacji i napisał na Twitterze: „Przeciwdziałanie przemocy domowej jest priorytetem rządu PiS, a polskie prawo musi być klarowne i bez cienia wątpliwości w pełni chronić ofiary”.

Wczoraj, w czasie posiedzenia rządu, minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska złożyła wniosek o dymisję wiceminister Elżbiety Bojanowskiej – za umieszczenie projektu na stronie RCL.

Na tym jednak sprawa się nie kończy. Podstawowe fakty wymagają wyjaśnienia. Według moich ustaleń w pracach nad nowelizacją uczestniczyli przedstawiciele kilku resortów, a jej istotnym celem był interes grupy samorządowców – kosztem dobra ofiar przemocy.

Ustawka w ministerstwie

„Rzeczpospolita” podała w poniedziałek, że z prac nad nowelizacją ustawy wykluczono ekspertów z zespołu monitorującego ds. przeciwdziałania przemocy w rodzinie trzeciej kadencji, który działa przy ministrze rodziny, pracy i polityki społecznej.

Kadencja poprzedniego zespołu upłynęła w czerwcu. Obecny powołała minister Elżbieta Rafalska w lipcu 2017 roku, czemu towarzyszyły ogromne kontrowersje opisane przez Oko.press: między innymi pominięto przedstawicieli organizacji pozarządowych od lat pracujących z ofiarami przemocy. 

Zespół spotyka się co najmniej dwa razy w roku. Ma inicjować, monitorować i opiniować zmiany w przepisach, by usprawniać niesioną pomoc. Tymczasem inicjatorami projektu nowelizacji byli radni z Zakopanego. Z moich ustaleń wynika, że minister Bojanowska już w marcu 2016 roku obiecała im, że zapisy ustawy, które ci kwestionują, zostaną zmienione. Czy skład nowego zespołu powołano tak, by nie przeszkadzał w nowelizacji?

Do zespołu należy między innymi Magdalena Łuka z Katolickiego Stowarzyszenia Pomocy Osobom Potrzebującym Agape w Lublinie. Zapytałam ją, czy ostatnio zaproponowane zmiany w ustawie są potrzebne. – Nie słyszałam w tej sprawie żadnych głosów ze środowiska osób pracujących z ofiarami przemocy. Moim zdaniem obecna ustawa spełnia swoją rolę. Umożliwia wsparcie osób doświadczających przemocy i ich ochronę przez różne instytucje państwa, a przede wszystkim organizacje pozarządowe. Dzięki niej drogi pomocy zostały udrożnione i ona jest świadczona. To zadziałało – mówi Łuka. 

Nowelizacja to najbardziej skandaliczne działanie, jakie ma na sumieniu rząd PiS. Bo interes grupy samorządowców z tej samej opcji politycznej przedłożył ponad dobro bitych i maltretowanych ofiar

Z kolei Konrad Wojterkowski, organizator ogólnopolskich kampanii „Kocham. Nie biję”, „Kocham. Reaguję”, członek zespołu monitorującego pierwszej i drugiej kadencji, który uczestniczył w pracach grupy roboczej, chciałby pewnych zmian. Uczestniczył też w pracach grupy roboczej sprzed „dobrej zmiany”, ale ocenia obecny projekt jako nie do przyjęcia. – Kierunek nowelizacji zmienił się o 180 stopni, za sprawą radnych z Zakopanego – tłumaczy.

O grupę roboczą, która odpowiada za projekt znany nam z RCL, zapytałam w piątek wydział prasowy MRPiPS. Resort twierdzi, że podstawą jej powołania „były przepisy rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Społecznej z dnia 28 stycznia 2011 r. w sprawie Zespołu do spraw Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie (Dz.U. Nr 28,146). Jej członkowie mieli dokonać analizy dotychczasowego systemu przeciwdziałania przemocy w rodzinie oraz podjąć próbę opracowania zmian do ustawy. Składała się ona m.in. z członków Zespołu Monitorującego do spraw Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie: przedstawicieli resortów zajmujących się powyższą tematyką, środowisk naukowych, ale również praktyków: przedstawicieli organizacji pozarządowych i samorządów lokalnych”.

Rozporządzenie, na które powołuje się ministerstwo, mówi jasno, że przewodniczący zespołu może powoływać grupy robocze do realizacji poszczególnych zadań należących do zakresu działania zespołu, a członkami grup roboczych są osoby wchodzące w skład zespołu.

Resort pisze: „Wśród trzech przedstawicieli samorządów lokalnych wchodzących w skład Grupy Roboczej, był przedstawiciel miasta Zakopane – ówczesny Zastępca Przewodniczącego Rady Miasta, którego włączenie do Grupy nastąpiło na prośbę i wniosek Przewodniczącego Rady Miasta”. Konkluzje są więc takie:

  1. Radny z Zakopanego uczestniczył w pracach grupy roboczej bezprawnie, skoro nie był członkiem zespołu monitorującego.
  2. Wiemy, że lobbował za zmianami korzystnymi dla Rady Miasta.
  3. Nie wiemy, czy były w grupie roboczej inne osoby spoza  zespołu.
  4. Nie wiemy, czyje jeszcze interesy grupa mogła realizować.
  5. W pracach nad nowelizacją brali udział przedstawiciele innych ministerstw.

Na liście członków zespołu monitorującego są: radca w Departamencie Społeczeństwa Obywatelskiego w KPRM, starszy specjalista w Departamencie Wychowania i Kształcenia Integracyjnego z MEN, dyrektor Narodowego Centrum Kultury z MKiDN, główny specjalista z MSWiA). Zdumiewa fakt, że nie ma przedstawiciela Ministerstwa Sprawiedliwości. Można zapytać: dlaczego w składzie zespołu nie ma nikogo z Zakopanego, skoro samorząd był zainteresowany nowelizacją?

Jedno jest pewne. Projekt nowelizacji trafił na stronę Rządowego Centrum Legislacji. Odpowiedzialność za całość prac tajemniczej grupy spoczywa na minister Rafalskiej. Albo wiedziała o naruszeniu prawa przy procedowaniu zmian, albo nie panuje nad tym, co się dzieje w jej ministerstwie.

Kto i po co chciał zmienić ustawę? Interwencja rady Zakopanego

O nowelizacji ustawy cały zespół monitorujący został poinformowany – bez konkretnych propozycji i prawa do ich oceny – na spotkaniu w dniach 4-6 kwietnia 2018 roku za sprawą Marzeny Bartosiewicz, zastępcy dyrektora departamentu pomocy i integracji społecznej. Przewodniczyła spotkaniu i reprezentowała nieobecną minister Bojanowską. Na kolejnym spotkaniu, w listopadzie, już z udziałem Bojanowskiej, zespół omawiał jedynie pewne zmiany „technicznie” dotyczące zapisów w Niebieskiej Karcie (dokument wypełniony przez policjanta lub innego uprawnionego pracownika służb społecznych w przypadku stwierdzenia przemocy w rodzinie). Według Łuki powinien być w niej choćby PESEL. W rozmowie ze mną stwierdziła, że projekt umieszczony na RCL był dla niej zupełnym zaskoczeniem.

Resort w mailu zaprzecza, że pomysł nowelizacji wyszedł od radnych z Zakopanego. Pisze o innych podmiotach postulujących zmiany, wymieniając między innymi rzecznika praw obywatelskich. Tymczasem RPO, podobnie jak Wojterkowski, postulował inny kierunek zmian. Nowelizacja nie może wspierać sprawców przemocy, a ta – wspiera.

Cytat z maila z resortu: „Celem zmian do ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie było między innymi zwiększenie efektywności udzielanej pomocy oraz usprawnienie procedury „Niebieskie Karty”, mając na uwadze fakt, iż wszystkie działania Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej prowadzone są w kierunku wzmacniania polskich rodzin i jej ochrony”. Celem zmian nie była w pierwszym rzędzie troska o ofiary przemocy, tylko wzmocnienie autonomii, trwałości i wizerunku rodziny. Za to, moim zdaniem, odpowiada minister Rafalska.

Żeby pojąć, co naprawdę się stało, trzeba uważnie prześledzić działania radnych z  Zakopanego. Było tak.

W 2010 roku w ramach nowelizacji ustawy z 2005 roku weszły w życie przepisy bardziej skutecznie chroniące ofiary. Radni od początku nie zgadzali się między innymi z art. 6, który do zadań własnych gminy zaliczył: opracowanie i realizację gminnego programu przeciwdziałania przemocy w rodzinie (ust. 2, pkt 1); 2. tworzenie zespołów interdyscyplinarnych (ust. 2, pkt 4).

Istotą obu zapisów było opracowywanie działań strategicznych na poziomie lokalnym i jak najlepsza koordynacja pracy różnych instytucji na terenie gminy (Niebieską Kartę czasem zakłada policja, czasem pracownicy innych służb). Przepisy te są dla gmin obligatoryjne. Rada Miasta Zakopane do dziś nie podjęła uchwały na „tak”, a głosowała wiele razy. Interweniowały wszelkie możliwe organy, od Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przez wojewodę małopolskiego, pełnomocniczkę rządu ds. równego traktowania po rzecznika praw obywatelskich. W 2012 roku Rada Miasta Zakopane skierowała wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności ustawy z Konstytucją. Pierwszy zawierał błędy formalne i został umorzony. Kluczowy był ten z 2015 roku.

W radzie przeważa klub Zjednoczonej Prawicy, ale nawet samorządowcy niezwiązani z PiS mają podobne poglądy. Jak to ujął Leszek Dorula, burmistrz kolejnej kadencji, który startował z poparciem PiS, do partii się nie zapisze, ale łączą go z nią wartości: Bóg, honor, ojczyzna. Większość łączy też rodzina. Katolicka, tradycyjna i trwała.

4 grudnia 2015 roku rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar wystosował pismo w sprawie opornych radnych do minister Elżbiety Rafalskiej – do wiadomości ówczesnego przewodniczącego Rady Miasta Zakopane Grzegorza Jóźkiewicza. Jest dostępne w sieci. 29 grudnia 2015 roku wiceminister Bojanowska poinformowała RPO, że wystosowała pismo ponaglające do burmistrza Zakopanego i zwróciła się do wojewody małopolskiego jako organu sprawującego nadzór i kontrolę nad jednostkami samorządu terytorialnego o podjęcie działań. Z tego, co ustaliłam, Urząd Wojewódzki przeprowadzał w Zakopanem kontrole od 2012 roku (ostatnią we wrześniu 2017 roku), nakazując wdrożenie wszystkich przepisów ustawy. Wojewodzie nie podlega jednak rada miasta. Może kontrolować tylko np. pracę ośrodków pomocy społecznej. A – jak zaznacza w piśmie Bodnar – Zakopane pomaga ofiarom przemocy. Tyle, że na swoich zasadach – w rodzinach z problemem alkoholowym, co można robić w oparciu o ustawę o pomocy społecznej. Radni odmawiają uznania przemocy tam, gdzie alkoholizmu nie ma.

Stworzenie gminnego programu przeciwdziałania przemocy i powołanie zespołu interdyscyplinarnego należy do zadań własnych gminy (art. 6 ustawy). Uchwałę musi więc podjąć rada miasta. Rada głosowała – na „nie”. Dział prawny wojewody małopolskiego groził jej nawet rozwiązaniem i wprowadzeniem zarządu komisarycznego. 4 marca 2015 roku „Gazeta Krakowska” pisała: „Z ramienia Urzędu Wojewódzkiego zamierzamy pisemnie ponaglić radę, by wprowadziła w życie ten program – mówi Mirosław Chrapusta, szef biura prawnego wojewody. Wątpi jednak, by to pomogło. Dlatego po kolejnym odrzuceniu projektu, zgodnie z procedurą poinformuje o sprawie ministra administracji i cyfryzacji. Zarząd komisaryczny? Jak wyjaśnia prawnik wojewody minister może sprawę umorzyć lub uzna, że rada łamie prawo, więc winno się ją rozwiązać i wprowadzić w zastępstwie komisarza do czasu wyborów. – Według prawa, taką decyzję musi podjąć Sejm – mówi Chrapusta. Problem w tym, że podobny przypadek nie zdarzył się w Polsce od 20 lat”.

Pismo dotarło, o czym mówił potem lokalnym mediom radny Józef Figiel. Nic z tego nie wynikło. Poza tym, że dociskani radni po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych… znaleźli poparcie w ministerstwie kierowanym przez Elżbietę Rafalską.

W piątek tak rzecz opisała (w odpowiedzi na mojego maila) Anna Karpiel-Semberecka, kierowniczka Biura Komunikacji Społecznej i Promocji Urzędu Miasta Zakopane: „W związku z pismami, które wpłynęły do Rady Miasta Zakopane […] przedstawiciele Rady Miasta wraz z ówczesnym Przewodniczącym Grzegorzem Jóźkiewiczem oraz Wicestarostą Jerzym Zacharko udali się w dniu 7 marca 2016 r. do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Wyjaśnili wówczas, że negatywne decyzje Rady Miasta Zakopane w sprawie powołania zespołu interdyscyplinarnego podejmowane były wielokrotnie i radni czynili to zgodnie z własnym sumieniem kierując się Konstytucją RP. Ich obawy podzieliła Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Elżbieta Bojanowska deklarując powołanie zespołu mającego na celu opracowanie zmian ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, bądź też całkowite wycofanie jej z obiegu prawnego. Jednocześnie zaprosiła także przedstawiciela Rady do pracy w tym zespole. Przedstawicielem Samorządu Miasta Zakopane uczestniczącym w pracach grupy roboczej mającej wypracować zmiany w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy został Andrzej Jasiński – Zastępca Przewodniczącego Rady Miasta Zakopane”.

Według resortu włączenie radnego do grupy roboczej nastąpiło na prośbę  i wniosek przewodniczącego Rady Miasta Zakopane. Obie strony przerzucają się odpowiedzialnością. Resort nie zaprzeczył, że projekt nowelizacji miał być… przesłany do konsultacji Radzie Miasta Zakopane (co wiem z maila Karpiel-Sembereckiej). 

Wszystko to przeczy deklaracjom troski o ofiary zarówno minister Rafalskiej, jak i premiera Morawieckiego. Zresztą cały projekt nowelizacji przeczy nowej preambule, w której czytamy: celem ustawy jest „zwiększenie skuteczności przeciwdziałania przemocy domowej”. Fasada to jedno, fakty – drugie. 

Nowelizacja a wnioski do TK, czyli szukanie igły w stogu siana

Media koncentrują się na najbardziej szokujących zmianach: nowej definicji przemocy, wymaganiu zgody na założenie Niebieskiej Karty przez ofiarę i tak dalej. Ustawa z 2005 roku liczy 16 stron. Projekt nowelizacji – 23 strony. To dla dziennikarzy oznacza szukanie igły w stogu siana. Igłą są czasem dwa niewinne słowa, jak dla tak zwanej afery Rywina słowa „lub czasopisma”.

Sprawdziłam na stronie Trybunału Konstytucyjnego, które przepisy ustawy zaskarżyli radni Zakopanego. Są to (za wnioskiem z 2015): art. 2 pkt l; art. 2 pkt 2; art. 2, w zakresie w jakim nie definiuje osoby stosującej przemoc w rodzinie; art. 6 ust. 2 pkt l, w zakresie w jakim używa nieostrego i niezdefiniowanego pojęcia „ofiara przemocy w rodzinie”; art. 6 ust. 2 pkt 2, w zakresie w jakim używa nieostrego i niezdefiniowanego pojęcia „rodzina zagrożona przemocą w rodzinie”; art. 6 ust. 2 pkt 3, w zakresie w jakim używa nieostrego i niezdefiniowanego pojęcia „osoba dotknięta przemocą w rodzinie; art. 6 ust. 2; art. 9a ust. 3 pkt 3-6, ust. 4, ust. 5 i ust. 11 pkt 3-5, w zakresie w jakim wskazane przepisy zezwalają na wykonywanie zadań gminy przez osoby, które nie podlegają służbowo organom gminy; art. 9a ust. 10; art. 9c ust. l; art. 12a ust. l i 3.

Wszystkie (w mojej ocenie) zostały uchylone lub zmienione w projekcie nowelizacji. W bardzo drobiazgowy sposób, rozmontowując akt prawny bez konieczności jego zniesienia – na czym zależało radnym.

Na przykład: w miejsce zespołów interdyscyplinarnych mają powstać zespoły ds. przeciwdziałania przemocy domowej (art. 9a). Nie chodzi jednak o kosmetyczną zmianę nazwy. Art. 9a, ustęp 3 wymienia sześć podmiotów, których przedstawiciele mogą wejść w skład zespołu. Po zmianach zniknęli przedstawiciele organizacji pozarządowych.

Dlaczego kozłem ofiarnym ma być wiceminister Bojanowska?

W maju tego roku – publicznie, o czym pisały media – radnych Zakopanego poparła wicepremier ds. społecznych Beata Szydło. Podczas spotkania z nią radny Józef Figiel mówił, że w opinii zakopiańskich radnych „ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie pozwala zabierać dzieci i przekazywać obowiązki rodzicielskie organizacjom pozarządowym, pozwala zakładać Niebieskie Karty bez wiedzy osoby zainteresowanej i pozwala inwigilować rodziny”. Zaapelował: – Zwracamy się do pani o pomoc jako przedstawiciela rządu. Zakopane bardzo ceni rodziny i wartości, na których rodzina jest budowana. Rodzina musi być mocna.

I poprosił o pomoc w nowelizacji ustawy.

– Muszę państwu przede wszystkim pogratulować, boście są odważni. No, jedyny samorząd w całej Polsce, który się sprzeciwił, ale górale, no wiadomo, jest naród odważny – odpowiedziała Szydło.

Media upatrują prowodyra zmian w prawnikach z Instytutu Ordo Iuris. Jego prezes, mecenas Jerzy Kwaśniewski, członek i sekretarz zespołu monitorującego (oficjalnie reprezentuje Caritas), zaprzecza. On jednak także wnioskował do Trybunału Konstytucyjnego o zmianę przepisów ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Na stronie TK są dokumenty z tego postępowania.

Wniosek o stwierdzenie niezgodności kilku przepisów ustawy z Konstytucją ma datę 28 sierpnia 2014 roku i złożył go mecenas Jerzy Kwaśniewski jako pełnomocnik grupy posłów PiS. Zawiera osiem punktów i w dużej części pokrywa się z wnioskiem radnych. W uzasadnieniu napisano: „Z uwagi na fakt, iż przepisy u.p.p.r. dotyczą ingerencji w tak istotne i społecznie doniosłe wartości konstytucyjnie jak dobro dziecka, ochrona rodziny, konieczność poszanowania prawa rodziców do wychowania dziecka oraz prawo każdego do dostępu do zebranych przez władze publiczne danych o jego osobie oraz z uwagi na bardzo dużą częstotliwość stosowania zakwestionowanych regulacji, wnosimy o pilne rozpoznanie niniejszej sprawy”. 31 maja 2016 roku Trybunał Konstytucyjny wydał postanowienie o umorzeniu postępowania.

Jeśli chodzi o losy wniosku radnych z 2015 roku, to stanowisko zajęły dwa stosowne organy – już za rządów PiS. Najciekawsze jest stanowisko Sejmu z 26 stycznia 2018 roku podpisane przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Większość przepisów ustawy z wniosku uznał za zgodne z Konstytucją. W pozostałym zakresie wniósł o umorzenie postępowania. Trybunał Konstytucyjny zmienił się przez ostatnie trzy lata. Orzeczenia nie ma do dziś.

Jak wierzyć słowom premiera Morawieckiego, że pomoc ofiarom przemocy w rodzinie jest dziś priorytetem rządu? Dymisja minister Bojanowskiej niczego nie rozwiązuje. Nowelizacja to najbardziej skandaliczne działanie, jakie ma na sumieniu rząd PiS. Bo interes grupy samorządowców z tej samej opcji politycznej przedłożył ponad dobro bitych i maltretowanych ofiar.