W przymierzu na Synaju krew zwierząt ofiarnych wylana przez Mojżesza po połowie na ołtarz i na lud jest wyrazem najgłębszej jedności Boga ze swoim ludem. Ewangelista nawiązuje do tej symboliki, ukazując nowe przymierze we krwi Jezusa jako mesjańskie wypełnienie przymierza synajskiego.

Wątpliwe, czy jest zdanie z Ewangelii, które stało się przyczyną większej liczby ludzkich nieszczęść i cierpienia niż tytuł tego tekstu. Przez niemal dwadzieścia wieków chrześcijanie, powołując się na te słowa, przypisywali Żydom odpowiedzialność za zbrodnię bogobójstwa. Wszystkim Żydom, wszystkich pokoleń.

To zaś w oczach licznych chrześcijan było źródłem i usprawiedliwieniem przekonania, iż spotykające Żydów cierpienia są po prostu przewidzianą w Boskich planach częścią ich losu, karą za ciążącą na tym narodzie zbrodnię. Pół biedy, gdy owocowało to obojętnością wobec tych cierpień… Bywało przecież gorzej, niejednokrotnie na tej podstawie chrześcijanie przyznawali sobie prawo prześladowania, a nawet masakrowania współczesnych im Żydów w ramach pomszczenia Chrystusa. W średniowieczu istniało wręcz przeświadczenie, że Żydzi z racji bogobójstwa wyjęci są spod prawa.

Ślady takiego myślenia spotkać można zresztą do dzisiaj. A to każe nam zapytać, czy tytułowe zdanie nie kompromituje zatem samej Ewangelii? Ewangelii, czyli Dobrej Nowiny o miłości Boga do każdego człowieka. Nieco bliższe przyjrzenie się przywołanej sentencji wydaje się więc sprawą istotną.

Tylko Mateusz

W relacji biblijnej słowa te zostały wypowiedziane wtedy, gdy tłum zgromadzony przed rzymskim namiestnikiem, Poncjuszem Piłatem, domagał się od niego ukrzyżowania Jezusa. Wówczas Piłat „wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: «Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz». A cały lud zawołał: «Krew Jego na nas i na dzieci nasze»” (Mt 27,24–25; cytaty biblijne podaję w przekładzie Biblii Tysiąclecia, III wyd.).

Warto zwrócić uwagę, że choć wszyscy czterej ewangeliści opisują dość dokładnie scenę z Jezusem przed Piłatem, to słowa te pojawiają się tylko w Ewangelii wg św. Mateusza. Czyżby zatem pozostali nie dosłyszeli tego, co lud wołał, zignorowali wołanie całego ludu albo dyskretnie je przemilczeli? Przecież św. Jan, a najprawdopodobniej także św. Marek byli naocznymi świadkami tej sceny. Dlaczego więc u nich nie ma słowa o tak brzemiennym w skutkach jednogłośnym wołaniu wszystkich zgromadzonych? A może fakt, że Jan nie zamieścił tych słów, świadczy o jego powątpiewaniu w wierność opisu Mateusza, którego dzieło wszak mógł znać?

W średniowieczu istniało przeświadczenie, że Żydzi z racji bogobójstwa wyjęci są spod prawa. Ślady takiego myślenia spotkać można zresztą do dzisiaj

To dość naiwne pytania i zapewne niektóre sformułowania spotkać by się mogły u niejednego biblisty – w zależności od temperamentu – z groźnym pomrukiem albo pobłażliwym uśmiechem. Tym niemniej jednak warto tego typu pytania zadawać sobie podczas lektury tekstów Pisma Świętego, ponieważ stawianie nawet najprostszych pytań może nas czasem ustrzec przed zbyt pochopnym wyrokowaniem o treści i znaczeniu biblijnych fraz.

Trzeba przy tym pamiętać, że zamiarem ewangelistów nie była faktograficzna, kronikarska relacja z życia Jezusa. Podstawowym celem ich dzieła było bowiem głoszenie orędzia zbawczego. Łatwiej również uniknąć interpretacyjnej pomyłki, kiedy nie będziemy tracić z pola widzenia jednej z fundamentalnych zasad hermeneutyki biblijnej, która podkreśla wagę kontekstu – zarówno bliższego, jak całości Pisma Świętego – dla prawidłowego zrozumienia natchnionych tekstów. Z tych wszystkich powodów dobrze będzie na początek wskazać tu kilka charakterystycznych rysów Ewangelii wg św. Mateusza.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, zima 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, zima 2018