Czy Judasz poczuł, że każdemu człowiekowi zostało dane przez Boga istnienie na próbę? Czy jego zdrada była odwetem za niedoskonałość stworzenia – a w szczególności niedoskonałość człowieka – która ujawnia się od początku świata? Czy na tym polega archaiczny sens zdrady?

Zdrajcy mogą znajdować wiele powodów, by swe zdrady usprawiedliwić. Ks. Józef Tischner w „Filozofii dramatu” pragnie odsłonić źródłową przyczynę zjawienia się nienawiści w człowieku, która prowadzić go może do zdrady urzeczywistnianej w wielu rodzajach zdrad. Chodzi tu o rodzaj bardzo pierwotnego zranienia – zła, z powodu którego zdradzający stają się „zjawami pomiędzy zjawami”. Odpowiedzi na pytanie: „dlaczego zdradzamy?” niełatwo się doszukać – choć autor „Filozofii dramatu” pokazuje, że jest to możliwe – w rozmowie Gloucestera z Anną. Konkluzja Tischnera odnośnie do źródeł zdrady w ludziach, którzy zdradzają, jest bowiem następująca: „Być zjawą znaczy: istnieć na ziemi wygnania, nie mając tu prawa do istnienia. Sens tego doświadczenia streszczają słowa: «istnieję istnieniem zdradzonym». Jestem istotą zdradzoną. Wszystko, czego tutaj doświadczam, potwierdza mi prawdę o zdradzie”[1].

W tych poruszających analizach fenomenu zdrady Tischner nie przywołuje wprost postaci Judasza, choć to los nieszczęsnego Apostoła być może najpełniej mógłby służyć za tłumaczenie intuicji krakowskiego filozofa. W tym pominięciu widzę szczególny rodzaj lęku, który sam nazwałbym teologicznym. Los Iskarioty może bowiem wskazywać na to, że zdrada nie wydarza się wyłącznie między ludźmi, jak to założył Tischner. Zdrada dotyczy również Boga i człowieka. Świadomość zdrajcy – przejawiająca się m.in. usprawiedliwianiem zdrady przez odwołanie się do doświadczenia własnej krzywdy spowodowanego przez zdradę innego zdrajcy – staje się w tej relacji szczególnym aktem oskarżenia. Spróbujmy jako wyrzut kierowany przez Judasza właśnie przeciw Bogu przeczytać następujący fragment „Filozofii dramatu”:

„W łonie świadomości: «jestem zdradzony» gnieździ się ukryte wartościowanie – «lepiej by mi było, abym się nie narodził» (podkr. SD). Lepiej nie istnieć, niż istnieć istnieniem zdradzonym. W przeświadczeniu tym zawarty jest sens ogólny, który dotyczy nie tylko mnie, ale wszystkich istniejących istnieniem zdradzonym. Moja indywidualna prawda ma znaczenie ogólne. To zobowiązuje do tego, by ją ogłosić na cztery strony świata. Powinni ją usłyszeć wszyscy zdradzeni, czyli ludzie. Ale jak ogłosić prawdę o zdradzie, żeby stała się przekonywająca? Jest jeden sposób: samemu zdradzić. Kuszę do zdrady, bo jestem zdradzony; jestem zdradzony, więc zdradzam. W ten sposób wraz z prawdą o złu dzieje się samo zło. Nie wystarczy proklamować zło, trzeba je realizować”[2].

Los Iskarioty może wskazywać na to, że zdrada nie wydarza się wyłącznie między ludźmi. Zdrada dotyczy również Boga i człowieka

Judasz nie zdradził Chrystusa, bo był chciwy lub doznał zawodu z przyczyny niespełnienia mesjańskich nadziei, które w Mistrzu pokładał. Nie były to w każdym razie powody pierwszoplanowe zdrady Apostoła. Judasz zdradził Boga – nie przypadkiem, powtórzmy raz jeszcze, w Ewangelii św. Jana w czasie Ostatniej Wieczerzy tuż przed wyjawieniem zdrajcy Jezus raz jeszcze wypowiada słowa: JA JESTEM, wzywając uczniów do wiary w Niego jako Boga – por. J,13–19) – bo sam czuł się przez Boga zdradzony. I znajdował dla tej zdrady przekonujące w swej niezłomnej logiczności usprawiedliwienie.

O samousprawiedliwianiu się zdrajców pisze Tischner następująco: „Logika samousprawiedliwienia zła ma szczególny charakter. Opiera się na aksjologii odwetu. Jej punktem wyjścia jest doświadczenie egzystencjalno-aksjologiczne: jestem – jestem zdradzony. Znakiem zdrady może być moja ułomność, moja choroba, moja brzydota, nienawiść otoczenia do mnie itp. Zdrada ma sens archaiczny (podkr. SD). Jest bardziej radykalna niż okoliczności, które ją przywołują z niepamięci. Wydobywa na jaw ranę, w której spoczywa ból przejawiający się we wszystkich innych bólach. Dano mi istnienie na próbę. Ale dać komuś coś na próbę znaczy: nie ufać mu. Moje istnienie jest więc owocem braku zaufania, owocem zdrady. Jestem tu na ziemi odmowy. Mam prawo do odwetu. Ale po co ten odwet? – zapyta ktoś. Aby prawda wyszła na jaw”[3].

Czy Judasz poczuł, że każdemu człowiekowi zostało dane przez Boga istnienie na próbę? Czy jego zdrada była odwetem za niedoskonałość stworzenia – a w szczególności niedoskonałość człowieka – która ujawnia się od początku świata? Czy na tym polega przywołany przez Tischnera archaiczny sens zdrady?

Całe doświadczenie człowieka skłania go do zdradzania Boga. Został bowiem stworzony jako skazaniec, który od początku nie był godzien zaufania: „W rajskim ogrodzie wąż wystawia mnie na próbę, a więc nie zaufano mi. Ziemia rodzi mi osty i ciernie, a więc żyję na ziemi odmówionej. Na ziemi odmówionej niemożliwy jest dom, niemożliwa świątynia. Mój brat grozi mi śmiercią, by mnie zniewolić. Boli mnie życie: zimno, gorąco, zmęczenie, nieporozumienia z innymi. Jestem skazany na życie. Jak zdrajca. Skazanie było wcześniej niż zdrada. Nie byłbym zdrajcą, gdyby nie skazanie”[4].

Taka świadomość oznacza początek nocy zła, w której dobro będące atrybutem Boga objawia swoją bezsiłę. To podstawowa okazja do ujawnienia się wszechludzkiej wspólnoty skuszonych zdradzonych, którzy sami kuszą i zdradzają: „Szyderstwo to śmiech, który idzie przez świat, głosząc klęskę dobra. Oto, co się stało: «zdradził i został zdradzony». Nie ma już świętych na ziemi wygnania. Święci także zdradzają. Nikt nikogo nie żałuje […]. Demony oddychają z ulgą. Nareszcie jest tak, jak naprawdę jest. Zdradzajmy! Zdradzajmy, bo nas zdradzono. Dar istnienia jest zdradą”[5].

Tischner nie nazywa tego porażającego stwierdzenia kłamstwem. Nie bardzo też wiadomo, czy w domniemaniu, że przez odwet spełniający się w zdradzie prawda wychodzi na jaw, mamy do czynienia z ironią czy raczej z niepokojącym stwierdzeniem status quo. Podejrzewamy, że Judaszem – tak jak innymi zdrajcami – mógł kierować przede wszystkim resentyment. Jednak czy trafnie wskazał na przyczynę swego cierpienia? Czy był nią Bóg?

Tischner z pewnością wiedział, że zdrady Judasza nie tłumaczą przytoczone w „Filozofii dramatu” zdania Nietzschego: „Wszyscy cierpiący posiadają przerażającą łatwość wynajdywania pretekstów do bolesnych uczuć. Rozkoszują się już samym podejrzeniem, gmeraniem w złościach i krzywdach pozornych, szperają w wnętrznościach swej przeszłości i teraźniejszości, poszukując ciemnych zagadkowych historii, które pozwalają im odpływać w dręczące domysły i upajać się trucizną własnej złośliwości – rozdzierają najstarsze rany, rozkrwawiają od dawna zagojone blizny, czynią złoczyńców z przyjaciela, żony i dziecka i ze wszystkiego, co dla nich najbliższe. «Cierpię, więc ktoś musi być winien temu» – tak myśli każda chorowita owca”[6].

Podejrzenie, że sprawcą najbardziej egzystencjalnych cierpień Judasza mógł być Bóg, nie musi opierać się na prawdzie. Może ono być skutkiem resentymentu. Ale czy za skutek resentymentu wolno uznać samo cierpienie, które pojawia się po odkryciu, że Inny nie był – i nie jest – w stanie mi zaufać? I co zostało Judaszowi, który słyszał, że „nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg” (Mk 10,18b), jak nie dokonać odwetu na Tym, który jest dobry? Dlatego uczynił siebie posłańcem piekła: „Wyjaśnia się przy okazji sens słów: ten człowiek jest zły. Dlaczego słówko «jest»? Czy między człowiekiem a złem zachodzi aż tak głęboka więź, by można było powiedzieć – jest zły? Popełniamy błąd, wyobrażając sobie, że zło jest podobne do farby, która z zewnątrz zabarwia postać człowieka. Nie jest tak, iż zło przychodzi do człowieka. Jest raczej tak, że człowieka wyłania się z horyzontu zła – człowiek przychodzi z wnętrza zła jako jakiś posłaniec zjawy. Mówimy: «zły człowiek to posłaniec piekła». Ma to głęboki sens. Piekło jest siłą, której wykonawcami są ludzie. Zło jest w wykonawcach. Barbarzyńca niesie ogień, który niszczy domy. Morderca niszczy życie. Pożądający bezgranicznie bogactw niszczy naturę. Zemsta czyni spustoszenie w świątyniach, profanuje cmentarz. Zdrajca niszczy każdą ku niemu skierowaną miłość. W nich wszystkich jest zło. Nie jako brak, lecz jako pozytywna moc – moc odwetu za archaiczną zdradę. Ale ich zniszczenie niesie zarazem coś, co rości sobie pretensję do metafizycznej prawdy: wszyscy są zdradzeni, wszyscy przeklęci, wszyscy mają prawo do zabijania i zdradzania wszystkich”[7].

Nic dziwnego, że nie ma w nas zgody na uznanie świętości w Judaszu. Gorzej, że sami przed sobą nie umiemy przyznać, że jesteśmy Judaszami. Być może dlatego, że mamy w pamięci koniec ziemskiego życia Iskarioty: „[…] widząc, że Go [Jezusa] skazano, [Judasz] opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym i rzekł: «Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną». Lecz oni odparli: «Co nas to obchodzi? To twoja sprawa». Rzuciwszy srebrniki ku przybytkowi, oddalił się, potem poszedł i powiesił się. Arcykapłani zaś wzięli srebrniki i orzekli: «Nie wolno kłaść ich do skarbca świątyni, bo są zapłatą za krew». Po odbyciu narady kupili za nie Pole Garncarza, na grzebanie cudzoziemców. Dlatego pole to aż po dziś dzień nosi nazwę Pole Krwi” (Mt 27,3–9).

Judasz zdradził Boga, bo sam czuł się przez Boga zdradzony

Judasz – bezlitośnie nazwany w Ewangelii Janowej „synem zatracenia” (por. J 17,12) – nagle zobaczył, że wydał na śmierć niewinnego, którego niedługo przedtem jeszcze uznawał za tego, który ponosi odpowiedzialność za jego egzystencjalny dramat. Nie wiemy, co go do tego skłoniło. Zdrada najwyraźniej nie likwiduje bólu, nie przynosi ulgi. Pojawia się wyrzut, ale we wspólnocie kusicieli zdradzających nie ma on żadnej wartości.

Judasz sam przecież został do zdrady skuszony. Pisze Tischner: „Czy kusiciel dotrzyma tego, co obiecał? Kusiciel nie chwyta wyciągniętej ręki. Kusiciel zdradza. Namawiał do zdrady i teraz, gdy to osiągnął, sam zdradza. Odsłania się ostateczny sens całego dramatu. To, co wydawało się obietnicą dobra, teraz okazuje się kuszeniem. Jawna staje się istota tragedii ludzkiej: poświęcić siebie na marne. Celem pokusy jest doprowadzenie do ofiary bez sensu. Ofiara bez sensu jest szczytowym momentem dramatu – dramatu zaczynającego się od jakiejś zdrady i kończącego się zdradą. Zdradzający, szukając wzajemności, sami zostają zdradzeni”[8].

Okazuje się, że to nie Bóg zdradza, ale inny człowiek. Wspólnota kusicieli i zdrajców jest międzyludzkim kościołem. Czy podważa to odnoszący się do Boga archaiczny sens zdrady? Judasz nie był w stanie tego sensu podważyć. Nie usłyszał nad sobą płaczu anioła, o którym tak pisze Tischner: „«Płacz anioła” to metafora opisująca żal nad klęską dobra, którego los na tym świecie określony został przez wolność. Płacz ów jest przede wszystkim świadectwem istnienia dobra. O czym mówi? Mówi, że ktokolwiek ulega pokusie, nie jest z gruntu zły. W jego sercu płonie ogień dobrych pragnień. Tyle że to za mało. Płomień jest zbyt słaby. Tragedią jest, iż wolność obraca się przeciw dobru. Jak niewiele potrzeba, by tak wiele uległo zniszczeniu! Ale płacz anioła to coś więcej niż tylko płacz. Płacz ów jest wyrazem innego porządku niż porządek zdrady i zła. Nie ma on wspólnych płaszczyzn ze złem. Jest zupełnie inny. Dlatego jest dla zła nietykalny. Istnieje jako światło, jako chwała, jako czysta przestrzeń nadziei. Z łona tego porządku wydobyła się kiedyś, po wygnaniu z raju, nowa Obietnica. Nowa Obietnica jest przeciwieństwem pierwszej pokusy. Zwraca się do zdrajców, których zdradzono. Dzięki niej zdrajca, który został zdradzony, odzyskuje jakąś nadzieję”[ix].

Dlaczego Judasz nadziei nie odzyskał? Czy uznał, że na pewno nie będzie mógł zostać prorokiem Nowej Obietnicy? Z pewnością nie zdołał dotknąć porządku, który jest dla zła nietykalny.


[i] J. Tischner, „Filozofia dramatu”, Kraków 2012, s. 259.
[2] Tamże.
[3] Tamże, s. 262–263.
[4] Tamże, s. 259.
[5] Tamże, s. 260.
[6] F. Nietzsche, „Z genealogii moralności”, tłum. L. Staff, Warszawa 1913, s. 154.
[7] J. Tischner, „Filozofia dramatu”, dz. cyt., s. 263.
[8] Tamże, s. 253.
[9] Tamże, s. 255.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, zima 2018.

KUP „WIĘŹ” w wersji papierowej lub elektronicznej!

Więź, zima 2018