Niestety przez dwa tysiąclecia odrzucaliśmy siebie nawzajem, walczyliśmy ze sobą, nawet nienawidziliśmy siebie. W historii rzadko pojawia się druga szansa. A my właśnie obecnie – po wielkiej tragedii Holokaustu – otrzymaliśmy tę drugą szansę, aby pełnić wolę Bożą.

Dlaczego Żyd miałby pracować dla rozwoju pozytywnej teologii chrześcijaństwa? Dlaczego chrześcijanie i Żydzi próbują budować nowe dobre stosunki pomiędzy naszymi religiami?

Zacznę od wyznania, że skoro Bóg jest twórcą obu naszych religii i wspiera je od ponad dwóch tysięcy lat, to wierzę, że stwarzając je obie, nasz Pan nie pragnął odrzucenia jednej kosztem drugiej, ale chciał, byśmy Mu służyli jako współpracownicy w udoskonalaniu świata. Pracując w ramach równoległych przymierzy dla tikun olam (naprawy świata), wspólnie możemy prowadzić ludzkość do odkupienia Bożego stworzenia. Niestety przez dwa tysiąclecia odrzucaliśmy siebie nawzajem, walczyliśmy ze sobą, nawet nienawidziliśmy siebie.

W historii rzadko pojawia się druga szansa. A my właśnie obecnie – po wielkiej tragedii Holokaustu – otrzymaliśmy tę drugą szansę, aby pełnić wolę Bożą. Chcąc to osiągnąć, musimy dojść do nowego zrozumienia siebie nawzajem i naszych ról w Bożym planie.

Na początek przeanalizujmy nasze dotychczasowe teologiczne rozumienie drugiej strony. Opiszę tu kolejno trzy etapy żydowskiej teologii chrześcijaństwa, które są zarazem odzwierciedleniem chrześcijańskiej teologii judaizmu.

Etap pierwszy: narodziny i oddzielenie

W pierwszym etapie relacje Żydów i chrześcijan charakteryzowały się antagonizmem i wrogością. Wzajemne stosunki warunkował fakt, że chrześcijaństwo wyrosło w judaizmie. Obie wiary, które na początku były jedną, niosły wspólne przesłanie: jest Bóg; Bóg kocha; tikun olam (naprawa świata) jest wolą Bożą. Wiara zakładała, że rezultatem Bożego dzieła podejmowanego wspólnie z ludzkością, któremu przewodzi lud Izraela, będą nowe, idealne niebo i ziemia (zostało to przepowiedziane przez Izajasza i przez Pawła). Wspólną nauką jest wiara w powstanie i rozwój świata. Ten świat jest stworzeniem – nie przypadkowym kosmosem, ale konsekwencją woli Stworzyciela. Stworzenie jest prowadzone do odkupienia, czyli udoskonalenia poprzez przymierze, które jest partnerstwem Boga i ludzkości. Izrael przewodzi w tym partnerstwie, a jego rolą jest przyprowadzenie Boga do ludzi, a ludzi do Boga, aby w ten sposób przynieść błogosławieństwo wszystkim ludom na ziemi.

Chrześcijaństwo rozprzestrzeniło się wśród pogan, ale nie wśród Żydów. Właśnie dlatego, że judaizm był oczywistym źródłem chrześcijaństwa, decyzja większości Żydów, aby nie przystępować do nowej wiary, stanowiła problem

Choć chrześcijaństwo ostatecznie oddzieliło się od judaizmu, jednak powstało na jego gruncie i było głęboko zakorzenione w tradycji żydowskiej. Dlatego chrześcijanie uważali, że ich Nowe Przymierze miało zastąpić Stare Przymierze – podobnie gdy rodzi się dziecko, rodzic po jakimś czasie umiera, a dziecko żyje dalej. Pierwsi chrześcijanie mieli nadzieję, że Żydzi przyjmą ich nauczanie i że ruch skupiony wokół Jezusa zajmie miejsce wiary matki. Chrześcijaństwo rozprzestrzeniło się wśród pogan, ale nie wśród Żydów. Właśnie dlatego, że judaizm był oczywistym źródłem chrześcijaństwa, decyzja większości Żydów, aby nie przystępować do nowej wiary, stanowiła problem. Chrześcijanie, którzy na tym etapie wywodzili się głównie z pogan, musieli odnieść się do braku pozytywnej odpowiedzi ze strony żydowskiej.

Chrześcijańskie nauczanie pogardy

Pierwszą próbą chrześcijańskiej odpowiedzi na pytanie o trwałość judaizmu było przeświadczenie, że Stary Testament i jego zwyczaje mają charakter cielesny, a nie duchowy. Żydzi zaś nie dostrzegli, że nowa wiara była wyższym (duchowym) etapem rozwoju Przymierza. Pascha, ponowne przeżywanie Wyjścia – główne święto w tym okresie judaizmu opiewało polityczne wyzwolenie z niewolnictwa i ludobójstwa. Wedle chrześcijańskiego midraszu, miało ono teraz być rozumiane jako zapowiedź Wielkanocy, która oznaczała zmartwychwstanie Jezusa – początek nowego duchowego wyzwolenia ludzkości z niewoli grzechu. Zwiastowała także ostateczne zwycięstwo nad śmiercią. Uważano, że przejęte od ojców prawa, regulujące funkcjonowanie rzeczywistości fizycznej, jak również kultywowanie obchodów minionych wydarzeń historycznych nie powinny już być wiążącym obowiązkiem. Zostały one uznane za dawne rytuały, zapowiadające wyższe duchowe praktyki chrześcijan i ich nowe znaczenie.

Początkowo wyznawcy Jezusa żyli i postępowali wedle kryteriów Starego Przymierza. Jednak już za czasów Pawła od pogan, którzy do nich przystąpili, wymagano mniej lub w ogóle nie żądano przestrzegania tych zasad. Z czasem, kiedy poganie stali się znaczną większością wśród chrześcijan, ta interpretacja doprowadziła do ogólnego pomniejszenia wartości pierwotnego przymierza i uznania go za niższą formę religii. Judaizm został odrzucony jako dotyczący jedynie życia doczesnego i doraźnej sytuacji politycznej. Był krytykowany za nadmierną koncentrację na systemie prawnym. Od chwili odłączenia chrześcijaństwo zaczęło traktować siebie już nie jako odnowę pierwotnego przymierza, ale jako zapoczątkowanie nowej wiary, nowego przymierza, oddziałującego na wyższym poziomie. W tej religii ofiara Jezusa zastępuje stary system ofiarniczy, wiara zastępuje prawo. Proces ten powoduje, że nowa wiara staje się uniwersalna i ogarnia wszystkich ludzi, nie jest już religią opartą na przynależności plemiennej. Judaizm zostaje zastąpiony przez chrześcijaństwo.

Te chrześcijańskie interpretacje nie potrafiły jednak sprostać wyzwaniu, jakie stawiało niezmienne trwanie judaizmu. Z uwagi na biblijne korzenie i odwoływanie się do ich autorytetu w celu nadania wiarygodności nowej religii, niezmienna obecność Żydów, odrzucających prawowitość chrześcijaństwa i świadczących o żywotności pierwotnego przymierza, stanowiła szczególny problem. Chrześcijanie musieli zatem głośniej wyrażać swój sprzeciw wobec judaizmu.

Zadawali sobie kolejne pytania: Dlaczego Jerozolima nie rozpoznała czasu swego nawiedzenia? Przecież Żydzi to naród wybrany. Zgodnie z nauczaniem chrześcijańskim Bóg wszedł z Żydami w przymierze, które pozostaje w mocy. Dlaczego zatem Żydzi nie przyjęli konsekwencji rozszerzania się przymierza? Chrześcijanie odpowiadali sobie na te pytania następująco: Żydzi są ślepi, zatwardziali i aroganccy, tak zapatrzyli się w swoje wybranie i tak są przyzwyczajeni do starych dróg, że nie dostrzegli nowości Bożego przesłania.

Na kolejnym etapie rywalizacji, osąd stał się jeszcze surowszy. Żydzi byli uważani nie tylko za pysznych, ale również złych. Nie tylko nie chcieli słuchać, ale niecnie odmówili posłuszeństwa –zabili Jezusa zamiast go naśladować, i tak stali się narodem bogobójców. Zostali przeklęci, sami sprowadzając na siebie przekleństwo (Mt 27, 26), w ten sposób tracąc swój szczególny status i jego świętość.

Jednak przez stulecia – pomimo triumfu chrześcijaństwa w Cesarstwie Rzymskim – Żydzi nadal istnieli. Chrześcijanie musieli więc odpowiedzieć sobie na pytanie o niezmienną obecność Żydów. Doprowadziło to do kolejnego etapu – nauczania pogardy: Żydzi nie byli naprawdę żywi. Oni praktykowali religię skamieniałą, jakby żywi zmarli, działali i byli wspierani przez diabła. Synagoga stała się synagogą szatana.

Skoro diabelska energia podtrzymywała ich wiarę, kolejnym logicznym wnioskiem było stwierdzenie, że Żydzi z natury swej muszą być diabelscy. W średniowieczu wyrażało się to między innymi w sformułowaniu zarzutu, że Żydzi zatruwają studnie. Średniowieczni chrześcijanie oskarżali też Żydów o inne zachowania demoniczne: zabijanie dzieci i używanie ich krwi do wyrobu macy – „świętego” chleba żydowskich obrzędów. Innymi słowy maca jest hostią diabła. Zdarzały się nawet przypadki kanonizacji rzekomych ofiar takich praktyk.

Skutkiem tego potwornego, o wciąż narastającej sile, obrazu Żydów było przekonanie, że zostali oni skazani na wygnanie, wypędzenie przez Boga i ludzkość. Zatwardziałość i zło Żydów usprawiedliwiały poniżanie ich przez chrześcijan, wypędzenia, a nawet zabijanie – aż do dnia, gdy Żydzi ujrzą światło, czyli gdy na końcu czasów rozpoznają swe złe drogi i się nawrócą. Ta tradycyjna interpretacja sprowokowała najgorsze reakcje w chrześcijaństwie. Antyjudaizm wkrótce zmienił się w antysemityzm i spowodował powstanie „sanktuarium” nienawiści wewnątrz Ewangelii nadziei.

Żydowska delegitymizacja chrześcijaństwa

Pierwszy etap żydowskiej teologii chrześcijaństwa podążał podobną drogą. Żydzi musieli uporać się z chrześcijańskim zawłaszczeniem tradycji i jej tekstów. Jeszcze bardziej kłopotliwy był fakt, że Żydzi musieli sobie poradzić z rosnącym sukcesem chrześcijan w Cesarstwie Rzymskim. Stworzyli zatem własny system obalania interpretacji chrześcijańskich. Najpierw odmówili chrześcijaństwu jego legalności, uznając je za błędne odczytanie żydowskiej tradycji biblijnej. Zamiast uznać dialektykę wiary i praktyk religijnych, chrześcijanie przeciwstawiają je sobie, by stworzyć tak zwany Nowy Testament. Chcąc uprawomocnić Jezusa jako zbawiciela – pomimo oczywistości faktu, że świat nie został przez niego odkupiony – chrześcijanie jednostronnie odczytali rolę mesjasza. Odkupiciel przynosił jedynie duchowe odkupienie, a ten świat oddany został we władanie Cezarowi. To wydarło serce – a także nawet znaczny kawał ciała – z całościowego nauczania judaizmu o odkupieniu. Skoro teraz świat jest pełen ucisku, wojny, choroby i zła – w istocie nigdy nie został odkupiony. Jezus jest więc fałszywym mesjaszem, a religia głoszona w jego imię nie może mieć żadnej słuszności.

Chrześcijaństwo rozprzestrzeniało się i gwałtownie rozrastało. Żydzi musieli poradzić sobie z wyraźnym sukcesem nowej religii w świecie helleńskim. Ich odpowiedzią stało się przekonanie, że choć chrześcijaństwo było początkowo częścią judaizmu i wtedy zawierało aktualne przesłanie religijne, wiara ta została potem zhellenizowana przez Pawła, który przeformułował wiarę żydowską na wiarę w Chrystusa. W trakcie tego procesu do nowej wiary włączony został silny element pogański, na przykład umierający Bóg, który rodzi się na nowo, aby ocalić swych wyznawców. Te helleńskie wpływy zwiększyły zainteresowanie pogan i dlatego chrześcijaństwo tak się rozprzestrzeniło. Jednakże w procesie hellenizacji chrześcijanie zniekształcili prawdziwy monoteizm poprzez wprowadzenie do niego pogańskich elementów politeistycznych. Wprowadzili również nieprawdopodobne mity pogańskie, jak wcielenie Boga i narodziny z dziewicy. Tylko poganie mogli uwierzyć w taki nonsens. Dlatego chrześcijaństwo rozrosło się, dewaluując i zniekształcając prawdziwe słowo Boże.

Następnym krokiem w procesie żydowskiej delegitymizacji chrześcijaństwa było wskazywanie na ucisk Żydów przez chrześcijan. Jeśli klasyczne teksty oraz ojcowie Kościoła usprawiedliwiają morderstwa i przemoc wobec Żydów – Ewangelie są księgą nienawiści, nie zaś miłości. Zdefiniowano chrześcijaństwo jako bałwochwalstwo, czyli niższą formę religii bez zdolności odkupieńczych i wartości moralnej. Co było dowodem na bałwochwalstwo? Chrześcijański kult człowieka: świętych i posągów.

Oczywiście od tej reguły wrogości były, po obu stronach, wyjątki. Głównym jednakże nurtem w obu wspólnotach było nauczanie pogardy.

Od czwartego wieku Żydzi nie mogli już demonstrować swego braku szacunku, ponieważ chrześcijaństwo stało się religią państwową, wspartą mieczem Konstantyna. Mając dostęp do władzy, chrześcijanie mogli odtąd uciskać i izolować Żydów, tak za pomocą środków prawnych i politycznych, jak poprzez przemoc. Chociaż chrześcijaństwo głosiło deprecjację, ale nie destrukcję wspólnot żydowskich, zdarzały się lokalne wybuchy pogromów i wydaleń. Niejednokrotnie przemoc lokalna przeradzała się w masowe mordy, jak podczas wypraw krzyżowych.

Etap drugi: z wyższością i szacunkiem

W okresie nowożytnym nastąpiły znaczne zmiany w stosunkach między chrześcijaństwem a judaizmem, a także w statusie Żydów. Na Zachodzie Europy narody skierowały się ku nacjonalizmowi i teraz raczej przynależność narodowa niż religia określała powstające państwa-narody. Pojawiły się ponadto nowe nurty liberalizmu i konstytucjonalizmu, co spowodowało zmianę wzajemnych relacji. W tym czasie podejmowane były pewne próby nawiązania kontaktu, ale ich charakter miał niewiele wspólnego z dialogiem. Chrześcijanie mówili z punktu widzenia większości, nadającej kształt powszechnej kulturze. W większości przypadków nadal patrzyli z wyższością na Żydów jako na ludzi obcych, ale ton był nacechowany większym szacunkiem.

Rodząca się wtedy nowożytna teologia chrześcijańska uznawała, że Jezus wyrósł z tradycji żydowskiej, ale pisano, iż nastąpiło to w okresie późnego judaizmu, czyli judaizmu rabinicznego. Jezus pojawił się w środku skamieniałej, legalistycznej i bezdusznej religii. W przeciwieństwie do niej, chrześcijaństwo było prawdziwie duchowe. Nauczało wiary w etycznego Boga miłości, zaś judaizm pokazywał arbitralnego Boga prawa, zemsty i gniewu. Mimo to, w świetle nowych wartości kulturowych, chrześcijanie skłonni byli okazywać Żydom szacunek, a nawet tolerancję. Akceptowali też rozwój polityczny w usuwaniu żydowskiego upośledzenia.

Ówczesna teologia żydowska postąpiła analogicznie: chrześcijaństwo zostało uznane za wiarę, która zawiera w sobie żydowskie wartości, jak „miłuj bliźniego swego”. Jezus został uznany za nauczyciela, może nawet za proroka. W XX wieku Martin Buber nazwał Jezusa „swoim bratem” i przedstawiał go jako charyzmatyka, który nauczał prawdziwie żywotnej żydowskiej wiary, to znaczy wiary niehalachicznego podziemia. Jednakże wedle Bubera dziedzictwo Jezusa zostało niestety rozwodnione i zniekształcone przez Pawła. Wielu nowożytnych myślicieli żydowskich uznało chrześcijaństwo za religię monoteistyczną, która nie powinna być odrzucana jako bluźnierstwo. Mimo to monoteizm żydowski był przedstawiany jako czystszy i bardziej racjonalny.

Myśliciele żydowscy przedstawiali nawet Jezusa jako namawiającego Żydów, aby pracowali dla Królestwa Niebieskiego, czyli tikun olam. Poza tym chrześcijański nacisk na wiarę w przeciwieństwie do uczynków, oraz na ducha, a mniej na praktykę rytualną, oceniany był pozytywnie przez wielu liberalnych Żydów, którzy czuli, że judaizm w czasach współczesnych powinien uczynić podobny krok. Chociaż judaizm przedstawiano jako monoteizm o większej wartości, chrześcijaństwo miało pełnić ważną rolę w zakresie edukacji pogan w kwestiach walorów etycznych monoteizmu. Dlatego Żydzi (i całe społeczeństwo) powinni traktować chrześcijaństwo z szacunkiem i tolerancją – nie było ono jednak uważane za religię natchnioną.

Etap trzeci: czas dialogu

W naszych czasach, to jest po Holokauście, wchodzimy w trzeci etap wzajemnych stosunków. Obecnie dialog stał się główną formą kontaktu między nami. Chociaż obie religie znacznie różnią się liczbą wyznawców, rozmawiają ze sobą zasadniczo jako równoprawni partnerzy. Jest to przejaw chrześcijańskiej wielkoduszności – przecież 1,7 mld chrześcijan rozmawia z 14 milionami Żydów. Rozmowa partnerska świadczy także o chrześcijańskiej pokorze, która wyrosła z poczucia winy, będącej również skutkiem modernistycznej krytyki chrześcijańskiego imperializmu. Kościół katolicki, począwszy od deklaracji Nostra Aetate, oraz większość głównych wyznań protestanckich skorygowały swoje doktryny, odrzucając zarzut bogobójstwa i twierdzenie jakoby Żydzi byli przeklęci. Zauważyć można poważne wysiłki mające na celu usunięcie stereotypizacji, odrzucenia i deprecjacji judaizmu. W tym nowym kontekście teologowie zwykle respektują różnice jako przejaw wyjątkowości. Niektórzy myśliciele uznają szczególną wartość żydowskości Jezusa, której znajomość umożliwia wgląd w jego styl życia i wiarę. Niejednokrotnie uznanie to rozciąga się także na nauczanie judaizmu, które może wzbogacić współczesną chrześcijańską praktykę religijną.

Żaden z papieży w relacji z Żydami nie posunął się tak daleko jak Jan Paweł II, który nauczał, że żydowskie przymierze nie zostało nigdy odwołane oraz mówił o Żydach jako o starszych braciach. Wciąż usiłujemy pojąć pełne konsekwencje tego stwierdzenia. Wierzę osobiście, że słowa Jana Pawła II oznaczają, iż obie religie mają służyć jako dwa równoległe przymierza aż do końca czasów – chociaż papież nigdy nie wyraził tego tak dosłownie. Papież zmagał się z problemem zdefiniowania dopuszczalnego poziomu pluralizmu. Pluralizm przymierzy mógłby sugerować, że Jezus Chrystus nie jest jedyną drogą do Boga i w konsekwencji być może nie jedynym pośrednikiem zbawienia. Sądzę, że Jan Paweł nie był gotów, aby dokładnie naszkicować ostateczne podejście pluralistyczne i nam pozostawił to zadanie.

Analogicznie – również pod wpływem doświadczenia Holokaustu, rodzi się trzeci etap żydowskiej teologii chrześcijaństwa. W sytuacji po Zagładzie Żydzi nie odczuwali tak wielkiej potrzeby rozwijania pozytywnej teologii chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo miało tak wiele do odpokutowania i tak wiele ze swego nauczania do przeformułowania, że niezręczne byłoby kwestionowanie niedostatecznego pluralizmu Żydów. Mimo to zaczęły powstawać żydowskie teologie chrześcijaństwa. Ich główne założenia można przedstawić następująco.

Przede wszystkim pojawiła się wola zaakceptowania chrześcijaństwa samego w sobie, czyli jako specyficznej historii i tradycji. Chrześcijaństwo jest wiarą autonomiczną, reprezentuje znacznie więcej niż tylko nauczanie żydowskiego Jezusa, którego nauka została zhellenizowana i „zepsuta” przez Pawła. Żydzi zaczynają rozpoznawać duchową siłę i Bożą obecność w chrześcijaństwie. Wcześniej tego nie uznawali, ponieważ obawiali się mocy przyciągania liczniejszej religii.

W takich dokumentach jak Dabru Emet żydowscy teologowie potwierdzają, że wiara w Trójcę nie jest idolatrią. Jezus prowadzi ludzi do Ojca, czyli do Stworzyciela – Boga Izraela. Żydzi rozpoznają, że chrześcijaństwo nie jest niezrozumieniem judaizmu, ale niezależnym od niego wyjściem do pogan. Chrześcijaństwo przyniosło słowo Boga Izraela miliardom ludzi, do których judaizm nigdy by nie dotarł. Żydzi uznają, że w swym najgłębszym nauczaniu chrześcijaństwo jest ewangelią miłości i odkupieniem dla całej ludzkości. To prawda, że przez dwa tysiąclecia w swym nauczaniu i zachowaniu wobec Żydów chrześcijaństwo nie stosowało się do tego. Żydowscy myśliciele uznają jednak, że tradycja ta została naprawiona.

Osobiście jestem skłonny uważać, że chrześcijaństwo wzrosło w łonie judaizmu, aby nauczyć się i przyjąć wewnętrznie przesłanie o zainicjowanym przez Boga kosmicznym procesie od stworzenia do odkupienia poprzez przymierze. Chrześcijaństwo także przyjęło znaczenie zmartwychwstania jako moment triumfu życia i tikun olam. Jeśli chrześcijaństwo pozostałoby wewnątrz judaizmu, to albo by zanikło, albo zastąpiłoby judaizm. W obu przypadkach zaprzepaściłoby szansę skutecznego nawracania świata pogańskiego. Dlatego też jedynie oddzielenie i równoległa działalność mogła w pełni służyć woli Bożej w odkupieniu całego świata.

Jako Żyd przyjmuję, że wolą Boga było i jest pragnienie przyprowadzenia pogan do ludu Izraela. Wybranie pogan nie umniejsza godności Żydów jako narodu wybranego ani nie podważa ważności żydowskiego przymierza. W swej nieskończonej zdolności kochania Bóg stale na nowo wybiera ludzi i może wiele narodów wezwać do swej służby.

Obie nasze religie potrzebują się nawzajem, aby korygować własne przekonania. Weźmy na przykład kwestię doktrynalnego konfliktu: czy Mesjasz już przyszedł, czy nie? Oficjalnie chrześcijanie nauczają, iż Mesjasz przyszedł. Oficjalnie Żydzi mówią, że jeszcze nie przyszedł. W rzeczywistości chrześcijanie przyznają, że odkupienie jeszcze w pełni się nie dokonało. Jezus musi powrócić, aby udoskonalić świat („drugie przyjście”). Żydzi zaś uznają obecność mesjasza i idealnego świata pośród nas. W każdy szabat religijni Żydzi świadomie żyją tak, jak gdyby świat był już doskonały, a Mesjasz obecny.

Jeżeli potrafimy wyjść poza kategorie myślenia historycznych polemik, będziemy mogli rozpoznać, że w sprawach doktrynalnych każda religia skupia się na jednej stronie prawdy dialektycznej. Jedynie gdy oba punkty widzenia dojdą do głosu, sens Bożego świata zostanie pochwycony w całej swej pełni i wyjątkowości. Poza tym zaczynamy pojmować, że z powodu rywalizacji obie religie głośno głoszą swoją dominującą prawdę, nawet jeśli po cichu zgadzają się, iż prawda przeciwna jest także obecna.

Wierzę, że uda się nam to dzięki nowemu rozumieniu, jakie umożliwia pełen pluralizm. Rozumiem, że papież Benedykt XVI (który jako kard. Ratzinger opracowywał przełomowe stwierdzenia Jana Pawła II) obawia się, że uprawomocniając pluralizm, mógłby podważyć uniwersalizm Chrystusa i autorytet Kościoła katolickiego. W mojej własnej wspólnocie religijni Żydzi spierają się ze mną codziennie: jak możemy przyjąć chrześcijan i innych, nie podważając naszego własnego absolutu? Moją odpowiedzią jest Imitatio Dei. W sercu przymierza, centralnego dla judaizmu i chrześcijaństwa, jest Nieskończony Absolut – Bóg, który ogranicza samego siebie, aby stać się dostępnym ludzkości. Czy mówimy tutaj w kategoriach chrześcijańskiego wcielenia, czy też żydowskiego przymierza – model jest ten sam. Bóg absolutny, którego obecność i rola są tak powszechne, samoogranicza się, aby umożliwić obecność skończonego. Bóg ogranicza swą widzialną obecność, aby zrobić miejsce ludzkiej godności i umożliwić człowiekowi współuczestnictwo w procesie udoskonalania i zbawiania świata. Jeśli będziemy postępować tak jak Bóg, możemy zrobić miejsce dla godności innych bez poświęcania absolutnej wartości i wewnętrznej spójności naszej własnej religii.

Wspólne świadectwo

Jestem zdania, że kolejnym etapem dialogu powinno stać się przekroczenie pluralizmu i krok w stronę stworzenia wzajemnej współpracy dla tikun olam. Ten krok wyrasta z przekonania, że ostatecznie Bóg objawił religię, abyśmy wiedli życie godne człowieka, a nie dlatego jakoby On sam potrzebował uwielbienia, uwagi i zaszczytów od ludzi. Jako Bóg miłości szuka sposobów, jak przekazać swe błogosławieństwo ludziom – z ciałem i duszą – i udoskonalić świat, w którym żyją. Dlatego Bóg nawołuje wszystkich ludzi do podjęcia z nim współpracy. Nadszedł czas, aby Żydzi i chrześcijanie dali świadectwo poprzez wspólną pracę na rzecz godności ludzkiej. Wspólnie możemy zrobić wiele, by poprawić warunki życia w trzecim świecie, zwłaszcza tych dwóch miliardów ludzi, którzy żyją (i umierają) za jeden dolar dziennie.

Jeżeli Żydzi i chrześcijanie mogliby pokazać wspólnie tę Bożą troskę, stworzyliby model, którego bardzo potrzeba światu, pogrążonemu w wojnie o religie i o sprawy przez nią zaognione – stworzyliby model religii absolutnej i głęboko zaangażowanej religijności, które sama siebie ograniczają, aby zrobić miejsce godności i wartościom innych, nie tracąc przy tym ostatecznego charakteru swych zobowiązań. Alternatywą dla tego podejścia jest rosnący fundamentalizm, który potrafi podtrzymywać to, co ostateczne, jedynie za pomocą poniżania lub zniszczenia drugiego. Taki model zagraża pokojowi na świecie oraz niszczy wiarygodność ludzi religijnych w oczach ludzi stojących na zewnątrz, którzy widzą ścisły związek zaangażowania religijnego z przemocą.

Żydzi i chrześcijanie mogą zaproponować inny model. Dzięki głębokiej wierze można pokonać dwa tysiąclecia nienawiści i odrzucenia. Takie osiągnięcie byłoby niezwykłą promocją zdolności religii do budzenia miłości i wzajemnej życzliwości, byłoby świadectwem wartości przebaczenia na tyle silnego, aby przezwyciężać złą przeszłość.

Byłoby to szczególnie wartościowe jako świadectwo wobec islamu. Wiara muzułmanów jest obecnie w sytuacji krytycznej. Islam – rozdarty przez konflikt wewnętrzny o współczesność i podgrzewany przez manipulatorów konfliktu palestyńsko-izraelskiego – rozwinął silne ramię dżihadu. Ruch ten zagraża wierze, którą chce obrócić w narzędzie przemocy i represji wobec wyznawców innych religii, a nawet wewnętrznie wobec tych, których rozumienie islamu jest odmienne. Główny nurt islamu zmierza w stronę antysemityzmu i kłamstwa oświęcimskiego. Wewnętrzna równowaga religii, wedle której Allah nakazuje żyć dobrze, zostaje zagrożona gloryfikacją samobójstwa i zabójstwa niewinnych jako wyrazu męczeństwa. Zwłaszcza chrześcijanie mogą zaświadczyć, że delegitymizacja judaizmu i pogarda wobec Żydów prowadzą do zniekształcenia wiary i do zachowań, których teraz głęboko się wstydzą. Chrześcijanie mogą zaświadczyć także, że poprzez wspólny wysiłek i dialog, droga pokoju i pluralizmu może zostać osiągnięta. Obie nasze religie mogłyby pomóc muzułmanom odnaleźć najlepsze humanitarne tradycje islamu.

Wierzę, że nadejdzie dzień, w którym każdy prawdziwy wierzący powie: „Przyjmuję wolę Bożą i uznaję za błogosławieństwo, że jestem świadkiem i posłańcem – jednym z wielu, a nie jedynym. Błogosławieństwem jest, że mam partnerów, którzy pomagają w nadzwyczajnym dziele ulepszania świata i życia z Bogiem”. Nadejdzie dzień, w którym Żydzi będą mówić następujące błogosławieństwo: „Błogosławiony bądź, Boże, za istnienie chrześcijaństwa, za obecność i partnerstwo chrześcijan”. Chrześcijanie będą zaś dziękować Bogu i błogosławić Go za istnienie judaizmu, za obecność Żydów i współpracę z nimi. Ziemia napełni się znajomością Pana (i miłością ludzi) na kształt wód, które przepełniają morze (Iz 11, 9).

Tłumaczyła Agata Kroh

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 1/2008. Jest to odczyt wygłoszony podczas sympozjum „Wspólna Radość Tory” zorganizowanego przez Polską Radę Chrześcijan i Żydów 11 października 2007 r. w auli PWT „Bobolanum” w Warszawie.